Dwa lata temu, we wsi Podebłocie (Mazowieckie), zginął 60-letni Wiesław Pudło, samotny rencista, uchodzący za spokojnego i uczynnego człowieka. Ofierze zadano kilkanaście ciosów nożem.

- Pan Wiesław nie miał zatargów. To był bardzo spokojny człowiek – przekonują sąsiedzi.

- To był szok i niedowierzanie. Nie wierzyliśmy, że to miało miejsce. Że spotkało to wujka – mówi Małgorzata Pudło, krewna ofiary.

18-latka trafia do aresztu

Po tym wydarzeniu, do aresztu pod zarzutem zabójstwa trafiła 18-letnia Luiza K., mieszkanka tej samej wsi. Prokuratura przygotowała akt oskarżenia.

- Zgromadzono wystarczający materiał dowodowy, który pozwolił na skierowanie aktu oskarżenia – zapewnia Leszek Wójcik z Prokuratury Rejonowej w Garwolinie.

Jakimi dowodami w sprawie dysponuje prokuratura?

- Mamy jej [Luizy K. – red.] ubranie, które próbowała spalić. Dowód w postaci noża, czyli narzędzie zbrodni. Zabezpieczenie tych dowodów było możliwe w oparciu o wyjaśnienia podejrzanej – zaznacza Wójcik. Dodaje, że nie ma pewności, co do domniemanego motywu zbrodni. Wyjaśnienia Luizy K. nie są spójne.

- Ale sugerowały tak, jakby ona się broniła – dodaje Wójcik.

Rysunki z więzienia

Luiza K. ostatecznie nie przyznała się do zbrodni. Skierowano ją na obserwację psychiatryczną, potem do aresztu. Wśród współwięźniarek budziła lęk.

- Od razu zauważyłam jej rysunki nad łóżkiem. Te obrazy były smutne i przerażające. Wszystkie postaci miały odrąbane ręce na wysokości ramion. I było widać, że przerażenie każdego, kto na to patrzył, sprawia jej radość. Od tamtej pory zaczęłam się jej bać – przyznaje współosadzona.

Pierwsze problemy wychowawcze

Od dziecka Luiza K. sprawiała problemy wychowawcze. Rodzina była pod nadzorem kuratora sądowego.

- W 2012 roku Luiza K. dopuściła się trzech przestępstw i jednego wykroczenia – mówi Marek Kapusta z Komendy Powiatowej Policji w Garwolinie. I wylicza. – W miejscowości Podebłocie dokonała kradzieży figurki Matki Boskiej. W miejscowości Dębówka zbezcześciła miejsce spoczynku zmarłego. Również w Podebłociu zbezcześciła symbole religijne w ten sposób, że figurkę Matki Boskiej zakopała w lesie, a pismo święte spaliła w opuszczonym budynku.

Krewna ofiary Małgorzata Pudło była także nauczycielką Luizy K.

- Ona wyglądem zaczęła odróżniać się już w gimnazjum. Nosiła czarne ubrania, farbowała włosy, pojawiły się kolczyki i było ich coraz więcej. Chciała manifestować swoje uczucia, pokazywać, że jest krzywdzona i widzi zło, z którym nie może sobie poradzić. Szukała tej pomocy, jak ta pomoc była udzielana to uciekała. Chyba zabrakło jej wsparcia w domu. Ojciec był najbardziej winny. Bardzo impulsywny, wybuchowy człowiek. Nerwowo reagował na wszystkie jej postępki, które miały miejsce w szkole – opowiada Pudło.

Na problemy rodzinne wskazują też sąsiedzi.

- Chodziły słuchy, że ona była przywiązywana łańcuchem. Nie wiem, przez kogo, czy przez mamę, czy tatę? Ale przez rodziców. To było jeszcze, jak chodziła do szkoły podstawowej – mówi Eugeniusz Pudło, brat ofiary.

Problemy w liceum

Luiza K. miała problemy także w liceum plastycznym w Nałęczowie. Prawdopodobnie wtedy zaczęła korzystać z używek.

- Jeżeli ktoś wyskakuje z nożem to trudno taką osobę zaakceptować. A na terenie internatu potrafiła chodzić z nożem. Trzymała go też pod poduszką. Kiedy groziło jej zawieszenie w prawach ucznia dostała takiej furii, że zniszczyła nożem ścianę i drzwi – mówi znajomy K. I dodaje. - Jest prawdopodobne, że zażywała narkotyki. To mogło być LSD, extasy, tego typu rzeczy.

„Poszczuję psem, albo sam pogryzę”

Ojciec Luizy K. nie zgodził się na rozmowę przed kamerą. Nie wierzy w winę córki.

- Proszę opuścić podwórko, bo poszczuję psem, albo sam pogryzę. Chce pani wyjechać stąd na kopach, czy po bożemu? Córka będzie miała życzenie gadać to do pani zadzwoni – usłyszeliśmy od mężczyzny.

- Raczej nie wierzę, że córka mogła kogoś zabić. Jak może zwykła dziewczyna, która ma skończone 18-lat zabić człowieka, który pracował na torach? On był na rencie. Podejrzewam, że ktoś go mógł… a ona potem widziała – sugeruje.

Wyjście na wolność

Luiza K. wyszła na wolność. Ze względów proceduralnych nie mogła dłużej niż dwa lata przebywać w areszcie, a do wydania wyroku zabrało ostatecznej opinii biegłych psychiatrów.

- Wydano opinie, w której stwierdzono, że jest to osoba, która nie ma zniesionej, ani ograniczonej poczytalności, nie cierpi na chorobę umysłową. Natomiast jest uzależniona od środków psychotropowych, psychoaktywnych i alkoholu. Biegli w swojej opinii zawarli też informację, że nie było możliwe określenie czytelnej, psychologicznej motywacji zachowania oskarżonej – mówi Grażyna Orzechowska z Sądu Okręgowego w Siedlcach.

Orzechowska dodaje, że Luiza K. w dzień, kiedy zamordowano 60-latka była pod wpływem środków odurzających i alkoholu.

- Jak sama zeznała spożywała bimber i rum. W pierwszych wyjaśnieniach mówiła, że nie wie, co się stało, że pamięta przez mgłę, że została przez kogoś napadnięta, przewrócona, broniła się. Ktoś na niej siedział i zadawała uderzenia nożem na oślep – mówi Orzechowska.

Strach sąsiadów

Teraz sąsiedzi obawiają się Luizy K.

- Zarżnąć człowieka, zaszlachtować jak zwierzę i żeby ona wyszła na wolność? – denerwuje się jeden z mieszkańców Podebłocia.

- To jest bardzo bulwersujące. Skoro są dowody, że ona jest morderczynią to nie powinna oglądać światła dziennego – dodaje inna mieszkanka wsi.

Według sądu innego wyjścia nie było.

- To jest odbiór społeczny, podejmowanie decyzji procesowych, odnośnie środków zapobiegawczych musi mieć oparcie w przepisach kodeksu karnego, a nie na podstawie odczuć społecznych. Nie zostało zakończone postępowanie dowodowe. Ono przedłużyło się z uwagi na chorobę biegłego psychiatry – wyjaśnia Grażyna Orzechowska.