5 grudnia 2011 roku, media obiegła informacja na temat tajemniczych okoliczności śmierci Violetty Villas. Ciało piosenkarki znaleziono w jej domu w Lewinie.

Stwierdzone urazy ciała, w postaci siniaków, złamania żeber oraz kości udowej, świadczyły o znęcaniu się nad artystką oraz braku pomocy lekarskiej.

W efekcie prokuratorskiego śledztwa, a następnie procesu, Sąd Okręgowy w Świdnicy skazał opiekunkę artystki, Elżbietę B. na dziesięć miesięcy pozbawienia wolności.

Po przeprowadzce z podwarszawskiej Magdalenki, Villas zamieszkała ze swoją opiekunką Elżbietą B. w rodzinnym Lewinie. Otoczona zwierzętami coraz bardziej odcinała się od rodziny oraz przyjaciół.

„Nikt nie przyszedł z pomocą”

Mieszkańcy miasteczka oraz fani nie zapominają tak o talencie jak i tragicznej śmierci Violetty Villas. Wciąż zastanawiają się jak można było pomóc artystce.

- Nie mogę się z tym wszystkim pogodzić. Mogłam na jakieś pół roku przenieść ją do Schwarzwaldu, gdzie mieszkam, tam by odpoczęła. A właściwie nie zrobiłam nic. Może, gdybym miała kontakt z rodziną to, by się zgodzili? Może pani Violetta, by się zgodziła? Ale nikt z tą pomocą do niej nie przyszedł – ubolewa Hanna Bomska, fanka artystki.

Villas była niezwykłą artystką. Swoim czterooktawowym głosem, już w latach sześćdziesiątych podbiła sceny Francji, Kanady oraz Stanów Zjednoczonych. W Las Vegas występowała obok Franka Sinatry. Proponowano jej także role filmowe w Hollywood.

Izba pamięci

Niespełna dziewięć lat od tragicznych wydarzeń w domu Villas, udało się upamiętnić postać artystki. Dzięki staraniom gminy oraz pozyskanym środkom, powstała izba pamięci poświęcona życiu oraz twórczości artystki. Jednakże ze względu na zastrzeżenie przez syna nazwiska matki, jako znaku towarowego, jest to sala pamięci Violetty V.

- Jak rozmawiałam z synem pani Violetty powiedział, że zostało to zastrzeżone i już się nie staraliśmy, bo wiąże się to z opłatami, to są dodatkowe koszty – wyjaśnia Joanna Klimek-Szymanowicz, wójt gminy Lewin Kłodzki.

Izbę pamięci tworzy głównie kolekcja fotografii ofiarowana gminie przez szwagra Violetty Villas - Jana Mulawę. To sześćdziesiąt bezcennych zdjęć.

- Cieszę się. Lewin dużo na tym zyska. Chciałem to uwidocznić dla świata. Osobiście bliskie mojemu sercu jest zdjęcie Violetty przy grobie rodziców – mówi Mulawa.

Do powstania izby pamięci przyczynili się także fani artystki. Dzięki nim uszyto repliki dwóch kreacji scenicznych Violetty Villas. Do kolekcji dołączono także unikatowe płyty gwiazdy.

Na otwarciu izby gwiazdę wspominali jej koledzy z młodych lat.

- Violetka była bardzo wesołym dzieckiem. Lubiła się udzielać. Mieliśmy kółko muzyczne, to wszędzie było jej pełno. Pokazywała, co potrafi już na przerwach w szkole – mówi Genowefa Prokop, mieszkanka Lewina Kłodzkiego.

- Cieszę się z tego miejsca, ale odczuwam żal, że Violetka taki miała koniec – dodaje Prokop.

- Chodziliśmy do jednej klasy. Ona koniecznie chciała iść do baletu. Rodzice się postarali i była pół roku. Po powrocie pokazywała, co się tam nauczyła. Mostek, szpagat, półszpagat – wspomina Józefa Jasielska, mieszkanka Lewina Kłodzkiego.

Na otwarciu Izby pamięci pojawił się także syn artystki. Najbliższa rodzina nie zdecydowała się jednak na przekazanie do muzeum żadnej pamiątki po zmarłej matce.

- Pamiątek zostało jak na lekarstwo, dlatego tak niechętnie podchodzę do tego, żeby coś przekazać. Właściwie wszystko zginęło. Nawet w trakcie rozpraw sądowych ginęły rzeczy – wyjaśnia Krzysztof Gospodarek, syn artystki.

- Nie wiem, czy przekażę pamiątki. Chciałbym wyremontować dom, ale na to potrzebne są duże środki – dodaje Gospodarek.

Fani liczą, że w domu artystki powstanie kiedyś muzeum z prawdziwego zdarzenia.

Dodaj komentarz