Do tej pory wraz z ukraińskim personelem doktor Grabarczyk ratował życie pacjentów we Lwowie oraz w Kijowie.

- Znalazłem się tam trochę przypadkowo. Byłem zaproszony przez lekarza, który był u nas na stażu w Olsztynie. Wcześniej zapytałem go, jak sobie radzą w warunkach wojennych, a on na to: „Przyjedź, to zobaczysz”. Pojechałem – opowiada dr Łukasz Grabarczyk.

Na początku lekarz pojechał do Lwowa.

- Zderzyłem się tam z pierwszym kryzysem humanitarnym, który był widoczny na dworcu we Lwowie. Były tam tysiące osób, które docierały ze wschodu Ukrainy, by dalej uciec przez naszą granicę. Było tam wiele przedziwnych obrazów. Przerażających, bardzo smutnych, to były przecież osoby uciekające przed wojną – opowiada medyk.

Z jego relacji wynika, że tamtejszy szpital był jak twierdza.

- Było dużo wojskowych, przed budynkiem zasieki, w oknach worki z piaskiem. To było takie miejsce, do którego nie za bardzo można było się zbliżać, ponieważ był to szpital dedykowany dla wojska – mówi dr Grabarczyk. I dodaje: - Zobaczyłem tam wielu młodych mężczyzn z urwanymi kończynami, cały czas przyjeżdżali następni. Niektórzy mieli olbrzymie rany, ale jednocześnie ci ludzie byli w świetnych humorach, bo była tam niesamowita jedność wojskowa. Niesamowite było też to, jak ci lekarze tam pracują. Urolodzy, kardiolodzy czy kardiochirurdzy przestawili się na medycynę wojenną.

Denis i jego matka

Pierwszą osobą, którą operował dr Grabarczyk, był Denis - żołnierz, który szedł z kolegą, który stanął na minę.

- Było bardzo dużo odłamków w kręgosłupie, a on był zupełnie porażony, jego nogi się nie ruszały. Z racji tego, że jestem neurochirurgiem, zostałem przez ukraińskich lekarzy zaproszony do operacji. I udało się – opowiada medyk.

- To był pierwszy raz, kiedy on widział rany wojenne. To są zupełnie inne rany, inne szkody. To jest inne cierpienie i inna bezsilność dla lekarza. Pamiętam, że on przyszedł po pierwszej operacji, i jak na niego, był bardzo poruszony tym, co zobaczył, po ludzku – opowiada Katarzyna Górniak, reporterka Faktów TVN.

Misje humanitarne doktora Grabarczyka miały miejsce także w Kijowie, gdzie pociąg medyczny dowoził rannych z Donbasu. W Kijowie doktor Grabarczyk odszukał również panią Tatianę - matkę zoperowanego we Lwowie Denisa. Ranna kobieta, uciekając z Czernihowa, szukała pomocy przebywając pieszo wiele kilometrów.

- Pamiętam, że był to wyjątkowy dzień. To był dzień po tym, jak zatopiono krążownik Moskwa i wtedy nalot na Kijów był bardzo intensywny. Rosjanie próbowali się zemścić, alarmy były co chwila. Byłem na Majdanie, zastanawiałem się, jak się skontaktować z Tatianą i nagle Denis wysłał mi adres. Tatiana ukrywała się na wyjeździe do Buczy. To peryferia Kijowa. Znaleźliśmy to miejsce, to było blokowisko, gdzie wszystko wygląda tak samo. Na drzwiach wejściowych było napisane, że szabrowników zabijamy na miejscu… Nacisnąłem guzik na domofonie, a w środku była Tatiana, z przestrzeloną ręką, cierpiąca – opowiada doktor Grabarczyk.

Następnie lekarz ruszył w podróż z panią Tatianą pociągiem medycznym.

- Pociągi poruszają się po ciemku, by Rosjanie nie mogli ich namierzyć i zbombardować. W środku zasłonięte są okna – opowiada medyk.

Droga do Polski

Zarówno postrzelonego Denisa, jak i jego ranną matkę doktor Grabarczyk przywiózł ze Lwowa do Polski. Szansę na dalszą rekonwalescencję wojenni pacjenci otrzymali w olszyńskim szpitalu.

- Jesteśmy szczęśliwi, że jesteśmy już razem. Mama będzie operowana, ja też wyzdrowieję i wtedy pojadę do Ukrainy bronić swojego kraju. Inaczej nie da się bronić ojczyzny. Matka powinna zostać w Polsce i zdrowieć, a jak zwyciężymy, to zabierzemy ją do Ukrainy – mówi Denis.

- To lekarz z powołania, taki który się nie wypala. Widzę po nim, że cały czas ma w sobie empatię – mówi Katarzyna Górniak.

Neurochirurgia

Doktor Grabarczyk jest lekarzem od piętnastu lat. Jest absolwentem Uniwersytetu we Freiburgu. Doskonalił się także jako stypendysta w Stanach Zjednoczonych oraz Japonii. Przez wiele lat był szefem kliniki „Budzik” w Olsztynie. Grabarczyk wykłada także na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie.

Dlaczego na studiach wybrał neurochirurgię?

- Cała chirurgia jest fajna. Jeszcze studiując w Niemczech, byłem zafascynowany mikrochirurgią. Neurochirurgia tej mikrochirurgii ma w sobie bardzo wiele. Najbardziej podoba mi się umysł, mózg, przywracanie świadomości, tak jak w klinice „Budzik”. To część medycyny, która daje mi olbrzymią satysfakcję i dlatego ją tak bardzo pokochałem – tłumaczy doktor Grabarczyk.

Dzięki wsparciu medyka, pani Tatiana przeszła skomplikowaną operację w szpitalu klinicznym w Otwocku. Tam, pod okiem wybitnych specjalistów, zrekonstruowano zniszczony od pocisku łokieć.

- To była trudna i długa operacja. W większości staw został zniszczony i musieliśmy częściowo go zrekonstruować – mówi dr Mariusz Urban.

Jak Grabarczyk radzi sobie z obciążaniami, które go spotykają na drodze zawodowej?

- Oddaję się swoim pasjom. Nie możemy zatracić się w cierpieniu, bo to, co widzimy, jest szokujące i jest to z nami cały czas – mówi i dodaje: - Oddaję się np. pasji lotnictwa. Mam licencję pilota i latam samolotami. Lubię żeglarstwo, mam papiery sternika motorowodnego i nawet morskiego. Lubię wypłynąć w morze i kilka dni płynąć. To są takie chwile, kiedy odpoczywam, bardzo to lubię i potem mogę wrócić do świata medycznego.

Dodaj komentarz