Mogą sprzedać swoją własność spółce CPK albo zamienić ją na inną w ramach tak zwanego programu dobrowolnych nabyć. Jeśli tego niż robią – będą wywłaszczeni i dostaną odszkodowanie.

Mirosław Ochojski jest prawnikiem i od lat analizuje proponowane przez CPK zasady nabywania nieruchomości na planowaną inwestycję. Jak ocenia program dobrowolnych nabyć?

- Pomysł jako taki jest dobry, tylko oferta jest zła. Proponowane warunki nabycia nieruchomości nie są takimi, za jakie druga strona byłaby gotowa sprzedawać – podkreśla Ochojski.

- Byłem ciekawy, jaką będę miał wycenę. Okazuje się, że mogę oddać za 550 tys. zł. Chodzi o 3500 metrów. Śmieję się z tego, bo z nich trzeba się śmiać – mówi Krzysztof Jarzyna, mieszkanie okolic Baranowa, który zrezygnował z oferty CPK.

- Proponowana cena jest po prostu śmieszna 880 tys. za 5,77 hektara gruntu i dom ponad 120 metrów – mówi Lidia Jarzyna. I podkreśla: - Nie śpimy po nocach, myślimy, co z nami będzie.

Niezadowolenia z programu dobrowolnych nabyć nie kryją także rolnicy, którym grozi utrata źródła dochodu. W takiej sytuacji znalazł się Kamil Szymańczak, który na kilkudziesięciu hektarach prowadzi rodzinne gospodarstwo rolne.

- Nazwijmy sprawę po imieniu, to program tak zwanych dobrowolnych nabyć, bo z dobrowolnością to nie ma nic wspólnego. Jeżeli ja przychodzę do kogoś i mówię, że mogę kupić jego nieruchomość za 5 czy 20 proc. wartości, a ktoś się nie zgadza, to za rok dostaje decyzję wywłaszczeniową i zostanie wywłaszczony. Czy to jest dobrowolność? – mówi Kamil Szymańczak. I dodaje: - Przychodzi ktoś do mnie, przystawia pistolet do głowy i mówi: Sprzedasz czy nie? Tak się czują traktowani ludzie mieszkający na terenie, gdzie ma powstać port. I to się przekłada, jak tu teraz funkcjonują rodziny od prawie 5 lat. A funkcjonują w strachu i niepewności.

Jak ta sytuacja wpłynie na rynek nieruchomości?

- Popyt dramatycznie wzrośnie, więc wzrosną ceny. Moim zdaniem oni nie będą w stanie nawet odkupić używanych nieruchomości za środki, które dostaną z odszkodowania – uważa Mirosław Ochojski.

Ta apokaliptyczna wizja niepokoi coraz więcej osób, które będą musiały szukać nowego miejsca dla siebie i swoich rodzin. Nie wiadomo na razie, ile osób będzie musiało opuścić swoje domy, gdy ruszy budowa sieci kolei dużych prędkości. Już teraz jej plany sieją wśród ludzi przerażenie, bo z mapy Polski znikną setki, a może i tysiące, domów.

- Okazuje się, że tory kolejowe są wyrysowane centralnie przez moje gospodarstwo, dokładnie sześć torowisk. Pierwsze torowisko będzie szło przez nowy dom, drugie przez staw – pokazuje Marek Staniaszek, sołtys wsi Stare Budy. I dodaje: - Na początku nie dowierzałem, że coś takiego zostało u mnie wrysowane. Ludzie boją się niepewności, ale z tego, co słyszę, na razie nikt nie chce się wyprowadzać. Mam 50 lat i nie mam zamiaru jeszcze raz się budować, czy odnajdywać się w innym miejscu. Tutaj mam przyjaciół, kolegów i znajomych. I mam pójść w obce miejsce? Nawet nie wiem, gdzie miałbym iść. Staram się być twardy, ale nie da się w takiej sytuacji być twardym.

Co czeka wywłaszczanych w obecnym systemie prawnym?

- Muszą się liczyć z kilkoma poważnymi problemami. Pierwszy to taki, że wywłaszczenia dzieją się z dnia na dzień. Decyzja lokalizacyjna w 99 proc. przypadków dla inwestycji strategicznych jest wydawana z rygorem natychmiastowej wykonalności, więc inwestor żąda natychmiastowego wyprowadzenia się z nieruchomości. W praktyce nieruchomość opuszczona jest od razu, a średni czas na ustalenie i wypłacenie odszkodowania to kilkanaście miesięcy – tłumaczy Mirosław Ochojski.

Protesty

Choć na razie nikt nie został wywłaszczony pod budowę CPK, to jednak strach przed utratą dorobku życia i niepewność o jutro sprawiają, że od kilku miesięcy w wielu miejscowościach ludzie wychodzą na ulice, by protestować przeciwko budowie kolei dużych prędkości.

- Na pierwszym wiecu popłakało mi się małżeństwo, które 23 grudnia odebrało budynek. Spędzili pierwsze święta w nowym domu i 14 stycznia dowiedzieli się, że ich nieruchomość jest do wyburzenia. Są załamani – mówi Magdalena Darska-Serafin, mieszkanka wsi Stare Budy.

- Byłam na konferencji Sejmiku Mazowsza, gdzie radny Strzałkowski poinformował nas, że Sejmik przeznaczy granty dla gmin na pomoc psychologiczną i prawną dla mieszkańców zagrożonych inwestycjami, bo tu naprawdę zaraz zacznie dochodzić do dramatów ludzkich – dodaje Darska-Serafin.

Budowa szybkiej kolei to ogromne koszty. Dziś trudno powiedzieć, czy inwestycja powstanie wszędzie tam, gdzie jest planowana, choćby tu – w okolicach Kamiennej Góry, przez którą wytyczono trasę w kierunku czeskiej granicy, albo w Zamościu, gdzie tory mają przecinać nowo wybudowane domy. W każdym z tych miejsc życie dziesiątek ludzi runęło w gruzach.

- Mamy swoje lata, bardziej myślimy o emeryturze i odrobinie spokoju, a to burzy prawie naszą 40-letnią pracę. Na spotkaniach wszystko odbywa się tak, że mówią, że dostaniemy pieniądze, albo weźmiemy sobie kredyt. Ale ja tego kredytu już nie dostanę. Ani ja, ani setki czy tysiące ludzi starszych ode mnie – mówi Tomasz Fijak, mieszkaniec Zamościa.

Co na to przedstawiciele spółki Centralny Port Komunikacyjny?

- Mieszkańcy powinni pogodzić się z tym, że konieczna jest zmiana miejsca zamieszkania i skupić się teraz na tym, żeby zrobić to dla siebie na jak najkorzystniejszych warunkach. Tak, żeby na tym nie stracić i przenieść się w nowe miejsce – mówi Konrad Majszyk, rzecznik Prasowy CPK. I dodaje: - Ze strony spółki CPK deklarujemy pełną pomoc i współpracę. Nie chcemy nikomu zaszkodzić. Chcemy zbudować infrastrukturę potrzebną w Polsce. Nigdzie na świecie nie da się zbudować linii dużych prędkości nie naruszając jakiś terenów, chyba, że gdzieś na pustyni w Dubaju.

- Jeżeli zostanę przymuszony przez aparat państwa, tak naprawdę zgwałcona zostanie moja wola, to nie mówię, że nie wyprowadzę się z tego kraju na zawsze. Moje poczucie bólu będzie tak duże, że prawdopodobnie nie będę w stanie normalnie funkcjonować już w tym kraju i z takim poczuciem będzie tu naprawdę dużo rodzin – kwituje Kamil Szymańczak, rolnik z okolic Baranowa.

Dodaj komentarz