Siedem długich lat

Bożena Wołowicz została osaczona przez swoich sąsiadów, którzy za cel postawili sobie zniszczyć jej życie. Rodzina K. zainstalowała kamery, które śledzą każdy ruch kobiety.

- Zniszczyli mi życie. Wyrwali z niego prawe osiem lat. Zdewastowali, podeptali wszystko – ubolewa Wołowicz.

Kiedy siedem lat temu pani Bożena sprzedawała nieruchomość obok swojego domu lekarce oraz jej dwójce dorosłych dzieci, nie spodziewała się, jak jej nowi sąsiedzi potrafią być agresywni.

- Dom każdemu człowiekowi kojarzy się z bezpieczeństwem, czymś pięknym. To jest ostoja, opoka w codziennych zmaganiach. W przypadku mojego domu było zupełnie odwrotnie. Nie czułam się bezpieczna, spokojna, pewna. Bałam się wracać – opowiada pani Bożena.

Rodzina K. już w poprzednim miejscu zamieszkania zaatakowała jednego ze swoich sąsiadów. Nigdy nie ponieśli za to kary, ponieważ sąd uznał, że cała rodzina była wówczas niepoczytalna.

Rodzina K. po wielu latach bezkarności trafiła na ławę oskarżonych. Przeciwko nim toczy się kilka spraw karnych. Po latach sądowych batalii zapadły kary więzienia, nawet bezwzględnego, ale żaden wyrok nie jest jeszcze prawomocny. Wydano zakaz zbliżania się i kontaktowania z ofiarą. Pani Bożena odwiedzała dom raz w tygodniu w asyście policji.

Przepustka do nowego życia

Po latach bezskutecznej walki o sprawiedliwość pani Bożena została zmuszona do ucieczki z własnego domu.

- Myślałam, że nigdy w życiu nie sprzedam tego domu, dopóki oni tam będą. Pewnego dnia odebrałam telefon od znajomej, która poinformowała mnie, że jest mężczyzna, który wrócił z USA i jest zainteresowany moim domem. Zapytałam go od razu, czy wie, dlaczego sprzedaję ten dom. Potwierdził, że jest wszystkiego świadomy – opowiada Wołowicz.

Po podpisaniu aktu notarialnego, pani Bożena nie kryła wzruszenia.

- Ten akt notarialny to przepustka do mojego nowego życia. Dostałam drugie życie! Czekałam na tę chwilę dokładnie siedem lat i siedem miesięcy.

Kiedy w domu pojawiła się firma transportowa, entuzjazm po sprzedaży przygasł. Pani Bożena nie spodziewała się, że opuszczenie domu, który stał się jej więzieniem, będzie tak trudne.

- Chcę jak najszybciej stąd wyjść i o tym zapomnieć. Nie tak się to powinno zakończyć. To nie ja powinnam sprzedawać dom, uciekać. To wymiar sprawiedliwości powinien być w stanie ochronić ofiarę stalkingu. Co z tego, że mają dwa wyroki? Dalej są na wolności i robią, co chcą – mówi.

- Wymiarowi sprawiedliwości powinno być wstyd, że nie potrafi opanować trzyosobowej stalkerskiej rodziny – podkreśla Wołowicz.

Jak po zakupie czuje się nowy właściciel?

- Lubię mieszkać pod lasem. To spokojne miejsce, takiego szukałem na stare lata – mówi pan Antoni i dodaje: Wierzę, że z sąsiadami się dogadamy. Powinniśmy grilla zapalić, wypić szampana. Nie wierzę w to, że się nie można dogadać.

Nabywca nie ukrywa, że wszyscy znajomi odradzali mu ten zakup.

- Każdy, z kim rozmawiałem, odradzał mi ten dom. Mówili, żebym uciekał. Mnie się tu podoba, kupiłem ten dom i tyle – ucina krótko.

 

Dostajemy informacje, że rodzina K. prawdopodobnie szuka swojej ofiary. Rodzeństwo K. było widziane w miejscach, gdzie mieszkają krewni i przyjaciele pani Bożeny. Wkrótce Prokuratura Rejonowa w Dębicy zakończy kolejną sprawę przeciwko całej rodzinie o nękanie pani Bożeny.

Dodaj komentarz