Zwłoki w walizce

Pan Helmut był starszym, schorowanym i samotnym człowiekiem. "Koledzy" pojawiali się u niego tylko w chwili, kiedy przychodziła emerytura, aby wspólnie pić alkohol. Opieka społeczna chciała umieścić staruszka w DPS-ie, ale tuż przed przeprowadzką zniknął w tajemniczych okolicznościach. Policja szukała go przez rok. Okazało się, że pan Helmut trafił pod opiekę Jerzego R., który miał się nim opiekować w zamian za pieniądze z jego renty.

Według prokuratury opiekun przez ponad rok znęcał się nad Helmutem psychicznie i fizycznie. W tym czasie torturował go i głodził. Mężczyzna był tak niedożywiony, że zanikały mu mięśnie i narządy wewnętrzne. Ważył 37 kilogramów.  Gdy mężczyzna umierał, opiekun nie wezwał do niego karetki. Gdy ten zmarł, spakował jego ciało do walizki i wrzucił do Kłodnicy. Nie zgłosił zgonu kolegi, tylko pobierał jego emeryturę.

Przewodniczący składu sędziowskiego podkreślał, że sprawa ta jest zawiła i niejednoznaczna. Na ciele Helmuta K. były liczne siniaki, ale biegli nie potrafili stwierdzić jednoznacznie, czy były to ślady bicia, czy też powstały w trakcie wkładania zwłok do walizki. Sąd uznał, że Jerzy R. naraził Helmuta K. na bezpośrednie niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu i wymierzył mu 25 lat więzienia.

Wyrok nie jest prawomocny.

Dodaj komentarz