Dramat nad jeziorem
Drastyczne sceny wydarzyły się na jeziorze Durowskim w Wągrowcu. O godzinie 14:20 służby odebrały telefon z prośbą o ratunek.
– Wszystkie służby ratunkowe od razu skierowano na to miejsce. Miejsce to jest bardzo trudno dostępne. (…) To jest jedna z wielu dzikich plaż na tym jeziorze – mówi podkom. Malwina Szumann, oficer prasowy KPP Wągrowiec.
Na plażę jako jedni z pierwszych dotarli ratownicy WOPR.
– Wsiedliśmy na łódki z drugim ratownikiem i popłynęliśmy na miejsce zdarzenia, już była zadysponowana Straż w trakcie poszukiwań – wspomina Michał Szaj, ratownik WOPR Wągrowiec.
Woda nie była wystarczająco przejrzysta, w związku z czym służby na łódce były bezradne. Na miejscu poszukiwań pod wodę zszedł nurek. Z wody wyłowiono dwóch chłopców, niestety reanimacja nie przyniosła skutku.
Chwilę po zdarzeniu, na miejscu pojawił się dziadek jednego z nastolatków.
- On się chciał do tej wody rzucić. Tam strażacy go odpychali. „Panie, są od tego ludzie, nie?” mówili. „Ale tam jest mój wnuk” – relacjonuje dramatyczne chwile mieszkanka miasta.
Zmarli to trzynastoletni Oskar i Dominik - towarzyscy, lubiani chłopcy związani ze sportem. Ich śmierć poruszyła wszystkich mieszkańców Wągrowca.
Czy rodzice wiedzieli, gdzie są chłopcy?
Z relacji potwierdzonej przez prokuraturę wynika, że najprawdopodobniej doszło do nieszczęśliwego wypadku. Grupa nastolatków udała się na jedną z dzikich plaż jeziora Durowskiego.
Po tragedii pojawiały się pytania o nieobecność dorosłych na miejscu.
Nie wszyscy rodzice mieli jednak świadomość gdzie przebywają ich dzieci. Rozmawiamy z mamą jednego z chłopców, który przebywał wtedy na dzikiej plaży z Oskarem i Dominikiem. – Jak wychodził syn z domu, zapytałam, gdzie idzie i z kim idzie. Odpowiedział, że idzie z tym i tym kolegą. Powiedział, że jadą się przejechać rowerami – mówi kobieta.
Strzeżona plaża jest, ale zamknięta
Jedyna w okolicy plaża strzeżona jest zamknięta, trwa jej przebudowa.
W kolejne wakacje Wągrowiec został więc bez miejskiego kąpieliska, a w kwestii kilkuletniego remontu miasto rozkłada ręce.
– Jest to rzeczywiście spowodowane wieloma czynnikami niezależnymi od Samorządu, które wyniknęły w trakcie realizacji tej inwestycji.
Niestety w obszarze najbliższym, gdzie ten dostęp dla mieszkańców byłby rzeczywiście wskazany, bardzo trudno jest znaleźć miejsce, które gwarantowałoby bezpieczeństwo osób kąpiących się – tłumaczy Krzysztof Poszwa, wiceburmistrz miasta Wągrowiec.
W analizie miejskiej z 2024 r. wskazano zagrażające bezpieczeństwu życia dzikie plaże. Miejsce w którym zginęli Oskar i Dominik, nazwano wprost: „szczególnie niebezpiecznym” i miasto wiedziało też co tam grozi kąpiącym się:
„Szybkie dotarcie do wyżej wymienionego miejsca przez służby ratunkowe jest możliwe tylko od strony wody. Czas dopłynięcia patroli WOPR-u z plaży, gdzie ratownicy wodni w okresie letnim pełnią dyżury wynosi około pięć do siedmiu minut”
Analiza wspomina o utonięciach innych osób. Co przez dwa lata zrobiono, żeby było bezpieczniej? Pytania te zadaje sobie także prezes Wielkopolskiego WOPR-u .
- Z przepisu prawa wynika, że każdy włodarz gminy, miasta, zobligowany jest zabezpieczyć obszar wodny, chociażby go odpowiednio oznaczyć. To może spowodowałoby jakąś świadomość, jakieś zainteresowanie. Tutaj, z mojego punktu widzenia, było to miejsce, które wykorzystywane było do kąpieli i zdarzył się ogromny wypadek – mówi Damian Jerszyński, prezes WOPR Wielkopolska.
Mimo tego, w miejscu śmierci chłopców nie znaleźliśmy żadnych oznaczeń ostrzegawczych.
W sprawie dramatu toczy się postępowanie.
- Na tym etapie śledztwa nie ma żadnych przesłanek, wykładników, wskazujących na to, że do śmierci tych dwóch chłopców przyczyniły się osoby trzecie, czy to przez zaniechanie, czy to przez działanie. Postępowanie jest na bardzo początkowym etapie, a jego rolą i celem jest wyjaśnienie wszelkich okoliczności dotyczących zdarzenia – poinformował Łukasz Wawrzyniak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.