29 września 2017 / 19:50

Przemoc na obozie sportowym? "Bili mnie, wymachiwali nożami"

- Powiedział, że był bity, znęcali się nad nim - mówi o synu, młodym koszykarzu, jego matka. Z dramatyczną prośbą o pomoc zwróciła się do redakcji UWAGI!. Zdaniem kobiety klub bagatelizuje sytuację.

- Koszykówka jest pasją, sposobem na życie. Uwielbiam to robić - mówi 17-letni Michał. Jak jednak twierdzi, w swojej drużynie nie czuje się dobrze. - Chciałbym wrócić do chłopaków, ale nie w tym samym składzie - przyznaje.

"Mam potwierdzenie na to, jakie ma ślady"

Michał regularne treningi zaczął sześć lat temu. Podczas wakacji wyjechał na obóz sportowy z drużyną, jednak po kilku dniach chciał wrócić. Kiedy rodzice Michała przyjechali do niego, chłopak miał być w bardzo złym stanie psychicznym.

- Syn skarżył się, rozpłakał się. Po raz pierwszy widziałam mojego syna w takiej sytuacji. Powiedział, że był bity, znęcali się nad nim - wspomina matka Michała i dodaje, że wykonana została obdukcja lekarska. - Mam potwierdzenie na to, jakie ma ślady - mówi matka chłopaka.

Lekarz stwierdził u Michała liczne otarcia i krwiaki na nogach oraz ramionach. Chłopak miał też obrażenia twarzy. Według lekarza, który sporządzał obdukcje te obrażenia mogły powstać w wyniku pobicia rękami, nogami lub tępym przedmiotem.

- Chłopaki bili mnie, wymachiwali nożami, grozili też, że zabiją mnie, przykładali nóż do gardła, czy robili ruch, jakby chcieli mnie w plecy dźgnąć - wymienia Michał.

Jak mówi, w drużynie prześladowany był od lat, a swoją niechęć do niego okazywały zwłaszcza niektóre osoby.

- Starałem się zżyć z nimi, ale niestety się nie udało - mówi chłopak i wymienia jednego z zawodników, z którym miał największe problemy. - Znaliśmy się od małego, chodziliśmy razem do przedszkola... ciężko mi to wytłumaczyć - przyznaje.

Zdaniem rodziców Michała, to właśnie ten chłopak wpływa negatywnie na innych zawodników.  Namawiając ich do agresywnych zachowań.

- Mamy zdjęcia z grupy przedszkolnej, jak oni mieli 3-4 lata, byli razem w przedszkolu, trzymają się za ręce. Sądziliśmy, że będzie to przyjaźń na całe życie - mówi matka Michała.

"O żadnym nożu nie wiem"

Chłopak, którego wymienia Michał, twierdzi, że nie wie, o co chodzi.

- Ja naprawdę, z ręką na sercu, nic nie zrobiłem Michałowi, ja o żadnym nożu nie wiem. Ja nie wiem, czemu on to wymyśla - mówi w rozmowie z dziennikarzem UWAGI!. - Jestem uczciwym człowiekiem - deklaruje. Twierdzi, że przez lata znajomości z Michałem zdarzały się przepychanki na boisku czy wyzwiska, ale były to jednorazowe sytuacje i wydarzyły się dawno temu. - Ostatnimi czasy w ogóle nie zawadzaliśmy sobie. Było bezkonfliktowo, więc naprawdę nie wiem, o co chodzi - mówi.

Trener drużyny powiedział nam, że nikt z zawodników nie potwierdza wersji Michała i czeka na wyniki postępowania policji.

Łukasz Jakubczyk, trener klubu Rosa Sport Radom, przyznaje, że słyszał o nożu, ale trzymać go miał "drugi uczestnik". - W tej chwili nie potrafię powiedzieć, kto był winny. Z tego co wiem, to druga strona również uczestniczyła w tych zajściach. Poznałem stanowisko grupy, chciałem poznać stanowisko Michała, niestety nie było takiej możliwości - wyjaśnia i dodaje, że w drużynie konfliktu nie ma. - Jest konflikt między dwoma zawodnikami. To się zdarza. To jest grupa 20 zawodników, gdzie ze sobą rywalizują o miejsce w składzie. Michał starał się wejść do dwunastki, więc ja nie wiem, kto tu jest agresorem w tym całym zajściu - mówi.

Tymczasem matka chłopaka nie zamierza odpuszczać. - Sześć lat jesteśmy cicho. To już jest za dużo. Mój syn przez tyle lat cierpiał, ja nie mogę jako matka sobie na to pozwolić - mówi kobieta.

- Ja się domagam, żeby Michał został w tym klubie, bo jemu naprawdę na to zależy. Domagam się, żeby agresorów zabrać z drużyny, żeby mój syn mógł trenować - dodaje.

"Trudno tę sytuację wyjaśnić"

Zdaniem rodziców Michał,a trener nie potrafi sobie poradzić z tym konfliktem. Jak przyznaje psycholog sportu, to właśnie rolą trenera jest panowanie nad takimi sporami w drużynie.

- To jest jakieś wołanie o pomoc, jakiś sposób zwracania na siebie uwagi jednej i drugiej osoby - mówi dr Dariusz Parzelski, certyfikowany psycholog sportu PTP z Uniwersytetu SWPS. Według niego sprawą powinni zająć się i ją wyjaśnić dorośli. - Na tym etapie być może możliwa jest mediacja między stronami - uważa.

Chcemy dowiedzieć się, jakie kroki w tej sprawie podejmą władze klubu. - Jest to niepokojące, ale mam kłopot, bo rodzic nie odbiera telefonu, nie chce rozmawiać z trenerem. Zawodnik też od obozu się nie pojawia. Trudno tę sytuację wyjaśnić - rozkłada ręce Robert Bartkiewicz, prezes klubu Rosa Sport Radom.

Kontakt skonfliktowanymi stronami zostaje nawiązany dopiero dzięki interwencji UWAGI!. - Bardzo chciałbym z państwem porozmawiać. Nie mam żadnych informacji, chciałbym uzyskać opinię i całą relację o tej sytuacji od państwa - mówi Robert Bartkiewicz do matki Michała, gdy udaje nam się zainicjować rozmowę.

Komentarze

Dodaj komentarz do artykułu
  • Udostępnij komentarz w:
publikuj
Właśnie pojawiły się nowe () komentarze - pokaż
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
~Gość

komentarz ukryty - pokaż

?i co mnie k... to

  • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
      0
    • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
        1
      • zgłoś naruszenie
      ~Gość

      Grałam w kosza 10 lat i nigdy nie było takich symulacji trener robił zebrania raz. Tygodniu i pozwalał nam mówić to co się nam nie podoba i atmosfera była oczyszczona to się nazywała Godzina Szczerości i to były baby czyli wiadomo jak było

      • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
          0
        • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
            0
          • zgłoś naruszenie
          ~Gość

          Ludzie co się dzieje z młodzieżą cos strasznego

          • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
              0
            • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
                0
              • zgłoś naruszenie
              ~Gość

              Witam,
              Taka przemoc ma coraz częściej miejsce. Ja mam takie doświadczenia ze szkoły podstawowej. Mój starszy syn, dziś już dorosły, zapłacił cenę takiego znęcania się grupy od najmłodszych klas szkoły podstawowej bardzo wysoką. Dopiero od kilku miesięcy wychodzi " na prostą", ale moje obawy jeszcze trwają. Myślę, że długo... rozwiń

              • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
                  0
                • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
                    0
                  • zgłoś naruszenie
                  ~Gość

                  a może chłopak wymysla bo nie daje rady ,są od niego lepsi a to go boli

                  • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
                      0
                    • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
                        0
                      • zgłoś naruszenie
                      Pomoc | Zasady forum
                      Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.