Zostawia dziecko i oszukje nianie

TVN UWAGA! 3644075
TVN UWAGA! 3644075
Najpierw zostawia swoje dziecko na kilka tygodni u niani, potem je odbiera, nie płaci za opiekę i znika. Taki sposób na wychowanie swojego kilkumiesięcznego syna wymyśliła młoda kobieta mieszkająca pod Warszawą. Do naszej redakcji zgłosiły się oszukane przez nią nianie zaniepokojone losem dziecka.

Pani Alicja ma wykształcenie pedagogiczne. Od lat opiekuje się małymi dziećmi. Do tej pory opiekowała się głównie dziećmi w ich rodzinnych domach. Ponieważ sama ma małe dziecko, była bardzo zadowolona, gdy pod koniec zeszłego roku znalazła w Internecie to ogłoszenie. Ktoś szukał niani, która miałaby przez kilka dni opiekować się w swoim domu 6-miesięcznym dzieckiem. Po kilku dniach przyjechała do niej młoda kobieta, która przedstawiła się jako Oliwia. - Spotkałyśmy się. Tak naprawdę ja wyciągałam od niej informacje odnośnie dziecka. Wszystko sobie na karteczce zapisałam, o której je, jak śpi, co lubi, czego nie lubi. Ja jej na karteczce napisałam swoje imię i nazwisko oraz numer dowodu. Ona powiedziała, że nie ma torebki, więc nie ma dowodu. I tak naprawdę w ciągu 15 minut zostawiła mi dzieciątko. W żaden sposób się z dzieckiem nie pożegnała i nie poprosiła mnie również, żeby jak braknie mi czegoś, to żebym wzięła paragony, to ona mi później za wszystko zwróci – wspomina Alicja Kowalska, niania. Chłopiec miał zostać u pani Alicji cztery dni. Kobieta kontaktowała się z matką dziecka za pomocą sms-ów. Początkowo wszystko było tak, jak ustalono. Jednak w pewnego dnia Oliwia poinformowała opiekunkę, że dziecko musi zostać u niej dłużej, bo rodzice kobiety mieli tragiczny wypadek i musi teraz zorganizować ich pogrzeb. - Zadzwoniłam do niej rano, a ona mi zaczęła płakać do słuchawki. Nie śmiałam wątpić w to, co przeżywa. Powiedziałam jej, żeby się nie przejmowała, żeby zbierała siły, by mogła do małego wrócić w normalnym stanie. A teraz, z perspektywy czasy myślę, że te wydarzenia, to było perfidne oszustwo – mówi pani Alicja. Ostatecznie kobieta odebrała dziecko po blisko miesiącu. Nie zapłaciła też pani Alicji za pracę i za rzeczy kupione dla dziecka. Wszelkie próby odzyskania pieniędzy nie dały rezultatu. Pani Alicji udało się raz skontaktować z matką Dominika. Kobieta znowu szukała niani. Nie podając swoich prawdziwych personaliów pani Alicja odpowiedziała na ogłoszenie. - Napisała mi, że tydzień przed świętami Bożego Narodzenia chciałaby, żeby zająć się małym. Tyle, że ona nie wiedziała, że ja to ja. Napisała mi, że to przez te wszystkie przedświątecznie przygotowania, że mieli zawieźć małego do rodziców do Gdańska, ale jest to daleko, więc nie będą go ciągnąć – opowiada dalej pani Alicja. Pani Izabela jest nianią z wieloletnim doświadczeniem. Od lat oferuje swoją prace umieszczając ogłoszenia w Internecie. Do niej zgłosiła się kobieta o imieniu Sara. Chciała zostawić pod jej opieka syna Dominika. - Przyjechała od razu z nosidełkiem, z dzieckiem, z torbami pełnymi ciuchów, butelek. Spytałam, jak to jest, że to dziecko zostaje na całe dnie i noce. Odpowiedziała, że ona ma taką pracę, że cały czas jest w trasie. Sama mówiła, że jestem czwartą czy piątą nianią. Tamte nianie nie odpowiadały, bo jedna ją okradła, druga miała jakieś węże w domu, trzecia wzięła akonto 600 zł i zrobiła libację. Teraz wiem, że te opowiadania nie były prawdziwe – mówi Izabela Prokop, niania. Matka odwiedzała dziecko kilkakrotnie, po miesiącu pojawiła się i oświadczyła, że zabiera syna. Twierdziła, że przygotowuje dziecko do chrztu i chce wykonać próbne zdjęcia przed tą uroczystością. - Ona od tamtej pory już się do mnie nie odezwała. Numer telefonu był od razu zmieniony. Wtedy weszłam na portal dla niań. Tam trafiłam na zakładkę „oszukane”. Jak opisałam swoją historię, to od razu odezwały się inne oszukane nianie. Trzy poszkodowane nianie zaniepokojone losem małego Dominika oraz tym, że nie mogą odnaleźć kobiety, zawiadomiły o wszystkim policję. - Następnego dnia dotarliśmy do konkubenta tej kobiety i później została już przewieziona do komendy sama kobieta z dzieckiem. Policjanci rozmawiali z tą kobietą. Tłumaczyła się tym, że ma trudną sytuację rodzinną i to było przyczyną jej postępowania. Sprawą zajmuje się sąd rodzinny, który ma pełne materiały i na pewno będzie się starał przede wszystkim zadbać o zdrowie i bezpieczeństwo tego dziecka, a także na tym, by to dziecko miało należytą opiekę – mówi mł. asp. Andrzej Browarek, zespół prasowy komendy stołecznej policji. Sara W. jest znana policji od kilku lat. Dwukrotnie uciekała z domu i była poszukiwana przez Itakę. Jest też podejrzana o fałszowanie dokumentów. Do sądu w Jastrzębiu Zdroju trafił w tej sprawie akt oskarżenia. Dziennikarzom UWAGI! udało się także potwierdzić dzięki policji, że jej rodzice nie zginęli w wypadku. Sara W. na początku zeszłego roku zostawiła swojego syna w oknie życia w Warszawie. Ostatecznie zdecydowała się wychowywać dziecko, zgodził się na to sąd jednocześnie ustalając dla niej kuratora. - Według wiedzy prokuratora w tej rodzinie nie działo się nic niepokojącego. Dopiero na jesieni 2013 roku pojawiły się informacje o tym, że matka pozostawia swojego syna na dłuższy czas pod opieką osób trzecich. W konsekwencji sąd podjął w tej sprawie kolejne czynności i została wyznaczona rozprawa, gdzie sąd będzie rozważał kwestie związane właśnie z władzą rodzicielską sprawowaną nad Dominikiem – mówi Marcin Łochowski, rzecznik Sądu Okręgowego Warszawa-Praga. Ostatecznie sąd zadecydował, że rodzina nadal pozostanie pod opieką kuratora, który składać ma kwartalne sprawozdania ze sprawowanej przez rodziców opieki nad dzieckiem. Sąd pouczył rodziców, iż takie zachowanie - pozostawianie dziecka pod opieką przypadkowych osób - jest skandaliczne.

podziel się:

Pozostałe wiadomości