Przez kilkanaście lat zabierał dzieci na wycieczki krajoznawcze i kolonie. Wielu jego podopiecznych darzyło go sympatią i traktowało jak wujka. Kilka miesięcy temu okazało się, że prawdopodobnie wykorzystał ich zaufanie. Gdyby nie upór i dociekliwość jednej z matek, pozorna sielanka stworzona przez prezesa Fundacji „Promyk słońca dzieciom” trwałaby dalej.
Fundacja „Promyk słońca dzieciom” istnieje od 13 lat. Od samego początku zajmuje się przede wszystkim organizowaniem wypoczynku dla dzieci z rodzin, będących w trudnej sytuacji materialnej. Dzięki niej dziesiątki dzieci z podwarszawskiego Kosowa i okolic mogły spędzić wakacje w górach i nad morzem. - Jest to środowisko popegeerowskie, więc młodzież czeka na te wakacje. Być może te dzieci na inny wyjazd nie mogłyby liczyć. Prezes jest obdarzany zaufaniem. Pan Grzegorz jest człowiekiem uczciwym, oddanym swoim mieszkańcom – mówi Mariola Uczkiewicz – Kampczyk, sekretarz Urzędu Gminy Lesznowola. Dzięki dobrej reputacji, prezesowi fundacji łatwo przychodziło pozyskiwanie dotacji z urzędu gminy na organizowanie wyjazdów. Wśród mieszkańców gminy jego fundacja stała się bardzo znana. - Dowiedziałam się zupełnie przez przypadek od dzieci, od znajomych E., że są organizowane przez jego fundację wyjazdy. Z mężem podjęliśmy decyzję, żeby nasz syn też korzystał, żeby też jeździł. I wyjeżdżał kilkakrotnie z panem Grzegorzem – mówi Mariola, Mama pokrzywdzonego chłopca. Po powrocie z obozu, zachowanie syna zaniepokoiło matkę. - Odebraliśmy syna z obozu. Wieczorem usłyszałam, że w pokoju płacze. To było dziwne, bo nigdy tak się nie zachowywał. Zapytałam, co się stało, ale nie chciał mi powiedzieć. Poprosił mnie, że chce nocować u kolegi. Mama tego kolegi jest moją bardzo dobrą koleżanką. Pojechałam zostawić tam syna. Pytała się, gdzie był syn. Powiedziałam, że na wyjeździe z panem K. Zrobiła wielkie oczy i zapytała się, dlaczego puszczam dziecko z pedofilem. Zaczęła mi opowiadać, że jej syn, 18-letni teraz, cztery lata temu padł ofiarą pedofilskich poczynań pana Grzegorza - opowiada Mariola, mama pokrzywdzonego chłopca. - Miałem wtedy 13 lat. Pojechaliśmy na kolonie pociągiem. Kiedy wszyscy już spali, pan Grzegorz przychodził do nas do pokoju. Wybierał sobie jakąś osobę. Kładł się obok niej na łóżku i po prostu dobierał się do chłopców. Zawsze, gdy przychodził, powoli pod kołdrę się wsuwał. Leżał chwile koło mnie, rozmawiał, wkładał rękę w majtki. Swoją ręką brał za moją rękę i wkładał w swoje majtki, kazał żebym dotykał, całował w policzek, żebym szeptał do ucha. Któregoś dnia wyszliśmy z pokoju. Ja z nim. I on kazał, żebym mu dobrze robił i … I ja tak robiłem. Inni koledzy są przestraszeni do tej pory. Nie powiedzieli nic rodzicom o niczym – opowiada pokrzywdzony nastolatek. Obie matki poprosiły 18-latka, aby porozmawiał z 11-latkiem. Chciały dowiedzieć się, czy chłopiec mógł być ofiarą molestowania seksualnego podczas pobytu na zimowisku. - Ja z nim rozmawiałem. Podpytywałem się go, ale się wykręcał, zasłaniał się, pod kołdrę wchodził, zasłaniał twarz. Zapytałem się go, czy jak spał to pan Grzegorz przychodził do niego. I okazało się, że przychodził – mówi pokrzywdzony nastolatek. - Przychodził do mnie, całował mnie, dotykał po brzuchu. Zawsze przed snem. Mówił, żebym się do niego przytulał – potwierdza pokrzywdzony chłopiec. Gdy mama 11-latka usłyszała te szokujące opowieści, natychmiast udała się z synem do psychologa. Ten stwierdził, że dziecko raczej nie zmyśliło tego. Powiadomiła też prokuraturę i na własną rękę zaczęła szukać innych potencjalnych ofiar molestowania. Mama 11-latka przekazała prokuraturze nazwiska 10 chłopców, którzy mogli być molestowani przez prezesa Fundacji - Grzegorza K. - On służy do mszy. Jako pierwszy przyjmuje komunię świętą. Jeżeli przychodzą do kościała dzieci przez niego skrzywdzone, to co one mają sobie myśleć? Że to jest coś dobrego – martwi się Mariola, mama pokrzywdzonego chłopca. Podczas gdy prokuratura prowadziła śledztwo, prezes fundacji wciąż organizował wyjazdy dla dzieci. Zimą podczas ferii znów pojechał z nimi do Murzasichla. Wśród uczestników był kilkunastoletni Mikołaj. - Z początku nie chciał mówić, ale strasznie płakał a ja razem z nim. Musiałem wyjść. Żona do niego poszła i lepiej do niego dotarła. Przed nią się otworzył. Powiedział, że spał razem z nim w pokoju i później próbował dobierać się do mojego syna. Dotykał go i nalegał, żeby syn dotykał jego. Mój syn ma 14 lat – mówi Piotr, ojciec pokrzywdzonego chłopca. Grzegorz K. został aresztowany na trzy miesiące. Prokuratura postawiła mu trzy zarzuty dotyczące molestowania seksualnego. Wkrótce sąd, w obecności psychologa, ma przesłuchać 11-letniego chłopca.