Z domu dziecka na ulicę

13-letnia dziewczyna spod Giżycka trafiła do domu dziecka z poważnymi problemami psychicznymi. Stamtąd,  pozbawiona właściwej opieki, trafiała na ulicę. Choć wszyscy wokół wiedzieli, że wsiada z obcymi mężczyznami do samochodów, nikt nic nie zrobił, by zmienić sytuację.

- Opowiadała kiedyś, że ją wujek zgwałcił gdy była mniejsza – mówi koleżanka Anety z domu dziecka. - Na początku była spokojna, później się rozszalała trochę – dodaje druga. – Ile on tu rzeczy nakradła z domu dziecka! W szkole kradła pieniądze. Ja za nią nie tęsknię. Nikt za nią nie tęskni. 13-letnia Aneta pochodzi z patologicznej rodziny. Matce ograniczono, a ojcu odebrano prawa rodzicielskie. Trzy lata temu dziewczynka trafiła do domu dziecka w Giżycku. Wkrótce opiekunowie zaczęli mieć z nią problemy - uciekała z domu dziecka i dopuszczała się drobnych kradzieży. - Miała duże problemy emocjonalne – mówi Krzysztof Szwed, były dyrektor giżyckiego domu dziecka. – Była bardzo agresywna. Chcieliśmy ją zdiagnozować, by wiedzieć w jaki sposób jej pomóc. Rozmawiał z nią psycholog i pedagog, ale same rozmowy nic nie dawały. W ubiegłym roku dyrekcja domu dziecka zajęta była zmianami personalnymi, a wychowawcy tracił kontrolę nad dziewczynką. W ciągu roku miała na koncie ponad pięćdziesiąt, nawet kilkudniowych, ucieczek. Przywoziła ją policja, czasem wracała sama. Zdarzało się, że wracała pijana. Na początku roku dom dziecka przejęła Caritas. Nowy dyrektor domu poznajdował u dzieci w szafkach niebezpieczne sprzęty, między innymi pałkę, nunczako, noże. - Gdy Caritas diecezji ełckiej przejął tę placówkę, około trzynaściorga dzieci nie chodziło do szkoły – mówi Marek Trypuć, dyrektor. – Były problemy z alkoholem, dzieci wracały do placówki pijane. Wkrótce wyszły na jaw szokujące szczegóły związane z ucieczkami 13-letniej Anety. Gdy wróciła z ucieczki dyrektor chciał się dowiedzieć była. - Zaczęła mi opowiadać. Były to szokujące informacje, więc zgłosiłem sprawę na policję – mówi. Mieczysław Orzechowski z Prokuratury Okręgowej w Olsztynie mówi, że z wielu zeznań wynika, że dopuszczała się obcowania płciowego z przygodnie poznanymi mężczyznami, kierowcami samochodów. Wychodziła na obrzeża miasta, łapała okazję i proponowała seks za kwotę od 50 do 100zł. Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie prostytucji nastolatki dopiero w ubiegłym miesiącu, ale o tym, co robiła dziewczyna mówiono w Giżycku od dawna. Mieszkańcy miasta wielokrotnie ją widywali, lecz nie zgłaszali tego nikomu. Mówią, że ponoć ciotka Anety rozmawiała o tym problemie z wychowawczynią z domu dziecka. Pojechaliśmy z nią porozmawiać. - Zgłaszałam, że stoi na ulicy i macha. Zgłaszałam to w domu dziecka. Nie chcę na ten temat rozmawiać, bo nie interesują mnie inne dzieci. Mam swoje – usłyszeliśmy od ciotki. – Proszę bardzo jechać do mamusi rozmawiać. Trudno zrozumieć, dlaczego opiekunowie nie reagowali na to, co się dzieje z 13-letnią dziewczynką, Tym bardziej, że ucieczki Anety były częstym tematem rozmów wychowanków domu dziecka. Dziewczyny słyszały od kolegów, że widywali Anetę zatrzymującą samochody. Mówią, że umawiała się też wieczorami z mężczyznami, którzy dawali jej pieniądze. - Wychowawcy wiedzieli, że kradnie i zatrzymuje samochody – mówią koleżanki Anety z domu dziecka. - Pojawiały się plotki, ale na ich podstawie nic nie mogłem zrobić – ripostuje dyrektor Marek Trypuć. – Poza tym co mogłem zrobić, nie byłem związany w żaden sposób z tą placówką. Dziecko było pod opieką. Brak zainteresowania ze strony wychowawców skutkował tym, że dziewczynka co raz częściej opuszczała lekcje. Zorganizowano jej indywidualne nauczanie, a zagubionej 13-latce próbowała pomagać szkolna pedagog. - Bardzo chciała, żeby ktoś ją zauważył – mówi Ewa Kowalczyk, pedagog ze szkoły Anety. – Chciała, żeby zauważono że jest osobą, że istnieje, ma co powiedzieć. Lubiła być słuchana. Dziewczyny z domu dziecka mówią, ze przynosiła pieniądze do placówki. Dwieście złotych, sto pięćdziesiąt. Za to kupowała im różne słodycze. Chętnie brały od niej te prezenty. - Nie żałowała tego, co robiła – mówi koleżanka Anety. – Zawsze mówiła to z chęcią, nie ze smutkiem, że nie chce tego robić. Cieszyła się gdy to opowiadała. - Gdy dzieci widzą krzywdę innych, bądź są krzywdzone, granica między dobrem a złem się zaciera dosyć szybko – mówi Katarzyna Fenik, psycholog z Fundacji „Dzieci Niczyje”. – Dobrem staje się to, że ktoś okazuje chociaż trochę ciepła, sympatii, zainteresowania. Nie ma czegoś takiego, jak dobrowolność podejmowania zachowań seksualnych przez dzieci. Są one zmuszane, ponieważ nie rozumieją, nie wiedzą. Ona wierzyła w to, że takie zachowania jej się należą. Były dyrektor domu dziecka obarcza winą też tych, którzy nie pomogli władzom placówki. Skarży się, że nie mieli możliwości umieszczenia dziewczyny w szpitalu, który by ją zdiagnozował i powiedział, co mają robić. Dziewczynka została przeniesiona do innego domu dziecka. Teraz pracuje z nią terapeuta. Policja i prokuratura wyjaśniają tymczasem, dlaczego doszło do tego, że dziecko tak często opuszczało dom dziecka i prostytuowało się. Śledztwo ma też wyjaśnić, od jak dawna to trwało.---strona---

podziel się:

Pozostałe wiadomości