Dwa tygodnie temu cała Polska z przerażeniem patrzyła na pożar hali w podwarszawskiej Wólce Kosowskiej. Płomienie udało się ugasić. Ale gdy odjechali strażacy, zaczął się koszmar okolicznych mieszkańców. Z pogorzeliska wciąż unosi się trujący dym, a ludzie narzekają na bóle głowy i nudności. Co na to odpowiedzialni za bezpieczeństwo urzędnicy?
Prawie dwa tygodnie temu czarna chmura spowiła niebo nad Wólką Kosowską i okolicą. W miejscowości oddalonej o 20 kilometrów od centrum Warszawy zapaliła się potężna hala magazynowo-handlowa. Wypełnione tekstyliami i tworzywami sztucznymi magazyny płonęły przez trzy dni uwalniając do atmosfery setki toksycznych substancji Ogień gasiło kilkadziesiąt jednostek straży pożarnej. - Ten smród unosi się od chwili pożaru. W zależności od kierunku wiatru albo jest znośnie, albo jest tragicznie - opowiada Adam Szymichowski, mieszkaniec Wólki Kosowskiej. Tuż obok spalonej hali znajduje się nowoczesne osiedle, na którym mieszka kilkaset osób. Prawie dwa tygodnie od wybuchu pożaru, mieszkańcy nadal wdychają toksyczne wyziewy z pogorzeliska, w powietrzu wciąż czuć swąd. - Pogorzelisko, które tam zostało, uwalnia zanieczyszczenia. Obszar bezpośrednio przyległy jest najbardziej zagrożony. To, że nie widzimy smugi, która przemieszcza się w kierunku budynków mieszkalnych, to wcale nie znaczy, że ta część jest odizolowana. To zagrożenie się nie zmniejszyło – mówi prof. Jerzy Zwoździak z Instytutu Inżynierii Ochrony Środowiska Politechniki Wrocławskiej. Przez kilka dni od wybuchu pożaru nikt nie sprawdzał stanu zdrowia mieszkańców okolicy, narażonych na oddziaływanie toksycznych substancji. Co jakiś czas na teren hali przyjeżdżają strażacy, by dogaszać pogorzelisko. Żadne służby nie informują ludzi o tym, czy mogą się czuć bezpieczni. - Informacja była potrzebna i trzeba było ją udostępnić. Jeśli władze samorządowe tego nie robiły, to nasze centrum kryzysowe wsparło samorządy w tym informowaniu, mimo że nie było to nasze zadanie – komentuje brak przepływu informacji Ivetta Biały, rzecznik prasowy Wojewody Mazowieckiego. Chociaż od pożaru minęły dwa tygodnie, mieszkańcy Wólki Kosowskiej wciąż nie mogą czuć się bezpiecznie. Urzędnicy ostrzegają, że z powodu podwyższonego stężenie w powietrzu trzech trujących substancji, przebywanie w okolicy hali może być szkodliwe dla zdrowia. Ale informacje o tym można znaleźć jedynie na stronach internetowych urzędów.