Od tygodnia oficjalnie mówią do siebie: "żono". Ewa i Gosia, są pierwszymi w historii lesbijkami, które wzięły ślub w powietrzu. Ponieważ nie mogą pobrać się w Polsce, zgłosiły się do konkursu linii lotniczych SAS. Zagłosowało na nie ponad 70 tysięcy osób. Reporter UWAGI! towarzyszył dziewczynom podczas ceremonii na pokładzie samolotu i podróży poślubnej do Nowego Jorku.
Pierwsza w historii ceremonia ślubna dwóch par homoseksualnych odbyła się krótko po starcie samolotu lecącego ze Sztokholmu do Nowego Jorku. Pierwsi przysięgę złożyli sobie Aleks i Shantu z Niemiec, którzy otrzymali najwięcej głosów w konkursie. Tuż po nich pobrały się Ewa i Gosia. Świadkami ceremonii było kilkadziesięcioro gości i dziennikarzy, a ślubu udzielał szwedzki eurodeputowany. - Dużą satysfakcję sprawia mi przedstawianie ludziom: „to moja żona – Ewa”. Tutaj jest to normalne. Ciekawe jak będzie to wyglądało w Polsce. Bo dziewczyny bardzo często się tak do siebie zwracają, a ludzie zwracają uwagę, że przecież tak nie można. A teraz będę mogła w końcu powiedzieć, że właśnie można – opowiada Gosia. Emocji na pokładzie było znacznie więcej. Bardzo wzruszającym momentem było przekazanie życzeń od przyjaciół i znanych działaczek feministycznych. - Znam dziewczyny z Manif, w których uczestniczą co roku. Są świetną parą. Ten symboliczny ślub na pokładzie jest takim znaczącym wydarzeniem, na drodze walki o prawa dla gejów i lesbijek – mówi profesor Magdalena Środa. Uroczystość w samolocie to tylko część nagrody. Po przylocie do Nowego Jorku do pary polskiej i niemieckiej dołączyli amerykańscy laureaci konkursu. Na cześć wszystkich odbyło się eleganckie przyjęcie. Ewa i Gosia są jeszcze w Stanach Zjednoczonych. Jednak już zapowiedziały, że zaraz po powrocie rozpoczną starania o legalizację swojego związku w Polsce.