Brutalny mord pod Cieszynem. Zabili go dla 20 tys. zł

TVN UWAGA! 4273178
TVN UWAGA! 221330

Jak sama mówi, w poszukiwaniu swojego syna tylko w piekle nie była. Przez ostatnie osiem miesięcy sprawdziła wszystkie szpitale, lotniska, komisariaty policji... Cały czas wierzyła, że odnajdzie Michała. Tuż przed Świętami Bożego Narodzenia na jaw wyszła straszna prawda: jej syn został bestialsko zatłuczony młotkiem przez własnego kolegę. Motywem prawdopodobnie były pieniądze.

Michała Kopycińskiego nikt nie widział od 1 kwietnia zeszłego roku. 23-latek zaginął w bardzo tajemniczych okolicznościach: miał wyjechać na wakacje do Hiszpanii, jednak nigdy Polski nie opuścił. Matka chłopaka poświęciła ostatnie osiem miesięcy życia na poszukiwania syna.

- Byłam w tej okolicy, akurat tutaj nie, a on w tym Dębowcu leżał. Gdybym wiedziała, że tak blisko leży, to bym go wcześniej znalazła i zabrała do domu - mówi Ewa Kopycińska z łzami w oczach. - Nie zasłużył na to, nie był jakimś chuliganem ani złym człowiekiem. Po prostu zaufał niewłaściwej osobie - dodaje.

Miał wypłacić pieniądze

Jak się okazało, Michał prawdopodobnie został zmanipulowany jednego ze swoich przyszłych morderców - chłopak myślał, że wyjeżdża na wakacje do Hiszpanii, a podczas wyjazdu uda mu się kupić wymarzony motocykl, tymczasem najpewniej chodziło tylko o to, żeby wypłacił z banku potrzebne do tego celu 20. tys. zł. Najprawdopodobniej właśnie te pieniądze były motywem dla zabójców Michała.

- Mówił, że jedzie z kolegą, jego żoną i dzieckiem. To mnie trochę uspokoiło - przyznaje pani Ewa. Jak wspomina, ostatni kontakt z synem miała pierwszego kwietnia, kiedy za SMS-em zapytała, czy dotarły pieniądze, które do niego wysłała - 3 tys. zł. - Powiedział, że "dotarły, dzięki" - mówi i dodaje, że syn wcześniej wziął pożyczkę z banku. - Pomyślałam, że to na motocykl, a te 3 tys. - na wyjazd - wylicza. Zaraz potem ślad po jej synu zaginął.

Śledztwo

Matka chłopaka poszukiwania rozpoczęła od bloku, w którym mieszkał w Cieszynie. - Miał ze sobą dwie torby i powiedział do kolegi, z którym gdzieś wcześniej wyszedł: "no to lecę do tej Hiszpanii". I nikt go więcej nie widział - opowiada.

Później pani Ewa sprawdziła wszelkie opuszczone budynki w okolicy, chodziła wzdłuż rzek i strumieni. Rozmawiała z każdym napotkanym bezdomnym, pytając o syna. - Zadzwoniłam do Orange i poprosiłam o billingi, bo telefon był na mnie. Gdy je dostałam, zadzwoniłam do każdej osoby. I tak trafiłam na Łukasza, kolegę mego syna - mówi pani Ewa. Nie wiedziała wtedy jeszcze, że to właśnie on prawdopodobnie stoi za morderstwem jej syna, chociaż przyznaje, że w barze, w którym się z nim spotkała, mężczyzna zachowywał się dziwnie. - Tak "strzelał oczami", to na mnie, to na siostrę. Nie wiedziałyśmy, czy on jest taki cwany, czy on faktycznie nic nie wie - relacjonuje matka zamordowanego.

I właśnie wokół Łukasza S. zaczęło obracać się całe śledztwo w sprawie zaginięcia Michała. To on właśnie jako ostatni widział chłopaka żywego, ale na pytanie o to, co później stało się z Michałem, odpowiedzieć nie potrafił. Sprawa nabrała tempa gdy policjanci ustalili drugiego podejrzanego, 23-letniego Leszka J. To dzięki jego zeznaniom policji udało się odnaleźć ciało Michała.

Zaplanowana zbrodnia

- Koledzy ściągnęli go do Ustronia, tam się z nimi spotkał. Oni pojechali z nim do Dębowca, tam mieli się z kimś spotkać. To był właśnie podstęp - odtwarza wydarzenia Rafał Domagała z komendy powiatowej policji w Cieszynie. Według prokuratury zbrodnia była wcześniej zaplanowana i przygotowana.

- Świadczy o tym wykopanie dwa dni wcześniej dołu, w którym mieli zakopać Michała - mówi Ryszard Mojeścik z prokuratury rejonowej w Cieszynie.

- Na polach został zabity, zadano mu ciosy tępym narzędziem w głowę i szyję. Michał zmarł od tych ciosów, następnie ciało zostało ukryte w lesie. Było przygotowane miejsce, mieli łopaty ze sobą - mówi Rafał Domagała.

Zarzuty

Ostatecznie zarzut morderstwa postawiono dwóm mężczyznom. Obaj mieli zadawać ciosy młotkiem i zacierać ślady. Starszy mężczyzna, 31-letni Łukasz S., to wujek młodszego podejrzanego, 23-letniego Leszka J.

- Młodszy mówił, że sytuacja zaczęła go od dłuższego czasu przytłaczać. Chciał tę winę z siebie zrzucić - wspomina wyjaśnienia podejrzanego Ryszard Mojeścik. - Starszy wykazywał postawę bardziej stanowczą, stara się zrzucić całą winę na młodszego ze sprawców - mówi i dodaje, że według prokuratury to właśnie on, Łukasz S. był pomysłodawcą zbrodni.

- Michał został zamordowany na tle rabunkowym - uważa Mojeścik. Jak wykazało śledztwo, starszy z podejrzanych większość skradzionych pieniędzy rozdysponował, a tylko niewielką część - 5 tys. zł - przekazał Leszkowi J. - Uległ wpływom starszego sprawcy - uważa prokurator.

Grozi im dożywocie

Podejrzanym mężczyznom grozi wyrok dożywotniego pozbawienia wolności. Matka zamordowanego deklaruje, że jako oskarżyciel posiłkowy nie spocznie, dopóki sprawcy nie odpowiedzą za to co zrobili jej synowi. - Przez te dni, jak się dowiedziałam, że go znaleźli w Dębowcu, każdy mój poranek zaczynał się widokiem, jak go ciągną do tego dołu. Nie mogłam się pozbyć tej myśli - mówi Ewa Kopycińska. - Wszystko bym oddała, żeby wrócił. Tylko w piekle nie byłam, wszystko zrobiłam... - płacze.

podziel się:

Pozostałe wiadomości