Pensjonariusze kilku podwarszawskich ośrodków prowadzonych przez Jacka Paca żyją w fatalnych warunkach i bez fachowej opieki. Po naszych materiałach Narodowy Fundusz Zdrowia zerwał kontrakt z właścicielem. Inne instytucje, w tym prokuratura, zapowiedziały dokładne kontrole. Urzędnicy nie sprawdzili jednak osobiście warunków w jakich żyją staruszkowie. Jedynie wysyłają sobie pisma, czekają na kolejne i mówią, że nic się nie stało.
Pracownicy ośrodków na widok reportera Uwagi reagują nerwowo. Nikt nie chce rozmawiać, straszą policją. Nie możemy porozmawiać z pacjentami i zobaczyć czy poprawiły się warunki. Na rozmowę z właścicielem również nie mamy szans. Dyrektor Jacek Pac ucieka przed nami za każdym razem i nie chce rozmawiać. Do ośrodków dostajemy się dopiero pod pozorem poszukiwania miejsca. Na pierwszy rzut oka widać, że zmieniło się w nich niewiele. Starsi schorowani ludzie lekarza nadal widują rzadko. Żyją w obskurnych nieprzystosowanych pokojach, i kąpią się we wspólnych łazienkach. Jacek Pac oszczędza nie tylko na sprzęcie ale i na personelu. Dalej zatrudnia pielęgniarkę, która kilka miesięcy temu podawała pacjentom przeterminowane leki. W czasie naszej wizyty okazuje się, że nie wykazuje większego zainteresowania pensjonariuszami. Nawet nie wie ilu ich ma pod swoją opieką. Po naszych materiałach, w których ujawniliśmy skandaliczne warunki - Narodowy Fundusz Zdrowia zerwał kontrakt z Jackiem Pacem. Nie wiadomo jednak, czy staruszkowie w ogóle o tym wiedzą. Jacek Pac nie wpuścił bowiem na teren swoich placówek pracowników NFZ, którzy chcieli poinformować pensjonariuszy o zerwaniu umowy. - Nie zostaliśmy wpuszczeni do jednego z ośrodków, ponieważ pan Pac powiedział, że pacjenci tego ośrodka nie chcą rozmawiać, bo chcą w nim zostać. Nie przedstawił żadnych dokumentów – tłumaczy Barbara Misińska, dyrektor działu opieki długoterminowej NFZ. – Los pensjonariuszy, którzy tam zostali, leży, po rozwiązaniu umowy z NFZ w rękach sanepidu i Mazowieckiego Centrum Zdrowia Publicznego. Mazowieckie Centrum Zdrowia Publicznego, to obecnie jedyna instytucja, która może decydować o dalszym losie ośrodków. W zeszłym roku dyrektor centrum obiecała nam dokładne zbadanie placówek. Jak się okazuje, pani dyrektor zrobiła niewiele. Mimo, że NFZ zerwał kontrakt, a sanepid wykazał nieprawidłowości, twierdzi, że nie ma dowodów na to, że w ośrodkach dzieje się źle. Twierdzi, że nie posiada żadnych dokumentów od tych instytucji. - W mojej ocenie takich dokumentów nie ma – mówi Katarzyna Paczek, dyrektor Mazowieckiego Centrum Zdrowia Publicznego. Innego zdania jest Monika Jakubiak, rzecznik Wojewódzkiej Stacji Sanitarno Epidemiologicznej. - Po kilkudziesięciu naszych kontrolach przeprowadzonych w zeszłym roku u pana Paca informowaliśmy wszystkie instytucje władne by zareagować. Były to przede wszystkim Mazowieckie centrum Zdrowia Publicznego i NFZ – mówi. – Z naszych pism wynika, że MCZP korespondowało z panem Pacem. Nie mogli jednak wiedzieć jak to naprawdę wygląda, bo nikt nie był na miejscu. Kiedy chcieliśmy pokazać pani dyrektor Paczek dokumenty nie chciała już z nami rozmawiać. Odesłała nas do rzecznika wojewody. Kiedy pokazaliśmy mu istniejące dokumenty i zacytowaliśmy wykryte uchybienia z raportu pokontrolnego NFZ-tu stwierdził, że będzie komentował pisma, bo nigdy go oficjalnie nie otrzymał. - Słyszę to po raz pierwszy. Równie dobrze mógłby pan opisywać ZOZ w innym kraju, bądź w innym województwie – tłumaczy Maksym Gołoś, rzecznik wojewody mazowieckiego. Jak widać dla urzędników wojewody liczą się więc tylko pisma, a nie to w jakich warunkach mieszkają schorowani ludzie. A tylko do nich zależy, by pensjonariuszy przenieść do nowych domów. Po naszej wizycie w Mazowieckim Centrum Zdrowia Publicznego pani dyrektor wysłała swoich pracowników na kontrole do ośrodków Jacka Paca. Niestety, na wyniki trzeba będzie poczekać. Pozostaje pytanie jak długo jeszcze mogą czekać ludzie, którzy naprawdę potrzebują godziwej opieki?