Sprzedawali seniorom „pióra turula” i „wodę z Nilu”. Zajęła się nimi prokuratura

Zarzuty dla telemarketerów
Pół roku temu ujawniliśmy kulisy działania firmy, która wykorzystując agresywne techniki manipulacji, sprzedawała seniorom różne produkty. Dwie osoby usłyszały już zarzuty, a prokuratura zapowiada, że na tym nie koniec.

Szatańska loża VIP. Zobacz pierwszy reportaż>>>

„Pracowałem w piekle i byłem jednym z diabłów” – to początek listu, który napisał do redakcji Uwagi! 25-letni Maciej. Mężczyzna przez kilka miesięcy pracował w firmie zajmującej się telesprzedażą i zdradził szokujące metody jej działania. Firma stosowała wyjątkowo agresywne techniki manipulacji, a poddani silnej presji klienci, głównie seniorzy, kupowali m.in. plastry na silny ból oraz szybką utratę wagi.

- Ja bym w pana przypadku rekomendował plastry przeciwbólowe, które odznaczają się bardzo wysoką skutecznością. Blokują impuls bólowy z miejsca bólu do rdzenia mózgowego. I ten ból całkowicie znika. Cała kuracja to jest 399 zł – mówił do starszej osoby jeden z telemarketerów.

- Pełna kuracja, trzymiesięczna, bo taką trzeba u pani przeprowadzić, żeby te 15 kg sobie zrzucić, to po pani stronie byłoby 281 zł na trzy miesiące – mówił inny telemarketer do innej rozmówczyni.

Gdy zbadaliśmy sprawę okazało się, że sprzedawane plastry nie mogą pomóc schudnąć ani uśmierzyć bólu. Bezwartościowy towar był kupowany przez firmę za grosze na internetowej, chińskiej platformie zakupowej. Maciej, który pracował właśnie w tzw. dziale medycznym, przekazał też informacje na temat innej, najbardziej szokującej gałęzi sprzedaży: chodzi o tzw. produkty ezoteryczne.

- Chiński tarocista Yang z tej strony, mistrz numerologiczny. Chce pani konkretną metodę na wygraną w Totolatka? – pytał telemarketer.

- Chyba czegoś takiego nie ma – odpowiedziała kobieta.

- Oczywiście, że jest pani Zofio. Osobiście wygrałem 2,5 mln tą metodą. I 6,5 tys. osób razem ze mną również wygrało. Jeżeli chciałaby pani wygrać, to powinna pani korzystać z Kości Złotych Dni. Jest to specjalistyczny artefakt, który nadaje nam liczby do wygrania w Totolotka. I mam dla pani specjalny rabat. Tylko dzisiaj, aż 60 proc., czyli do kwoty 399 zł – mówił telemarketer.

Sprawą firmy zajęła się prokuratura

Kiedy w Uwadze! ujawniliśmy metody działania firmy, sprawą zajęła się prokuratura i dwa miesiące po publikacji naszego reportażu do biura telemarketerów weszli policjanci.

Z kolei do Macieja, byłego pracownika, zaczęli wtedy dzwonić dawni koledzy.

- Służby, o godz. 6 rano wleciały do firmy. Zarekwirowali sprzęt, wszystko zabezpieczyli. I nic tam nie zostało – opowiada Maciej.

- W trakcie czynności zabezpieczono kilkadziesiąt, a w zasadzie kilkaset sztuk sprzętu elektronicznego. Od telefonów komórkowych po przenośne pamięci, a także dane z serwerów tej firmy – opowiada Szymon Banna z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

- Ustalono, że pracownicy tej firmy przeprowadzili, co najmniej kilkaset tysięcy rozmów w ramach działalności tej spółki. Firma, w ramach swojej działalności wysłała co najmniej 200 tys. paczek. Tą ogromną ilość, będzie musiał weryfikował prokurator. Chodzi o to, ile z tych przedmiotów rzeczywiście trafiło do odbiorców. I jaką cenę za te przedmioty zapłacili odbiorcy – dodaje prokurator Szymon Banna i przyznaje, że oznaczać to może około 200 tys. potencjalnych poszkodowanych.

 - Szefowie [firmy – red.], na początku mówili, że to awaria systemu i dlatego wszystko padło. I że za chwilę problemy zostaną rozwiązane – zdradza Maciej.

- Na tę chwilę zarzuty usłyszało dwoje pracowników tej spółki. Mowa o zarzutach z artykułu 286, paragraf 1 kodeksu karnego, czyli zarzutach oszustwa. Celowego wprowadzenia w błąd osób pokrzywdzonych, rozmówców, w celu wyzyskania ich błędu i zmuszenia ich tak naprawdę do zapłaty za produkt, którego nie chcą kupić – mówi prokurator Szymon Banna.

Szatańska loża VIP [Część 2] >>>

Pierwsi podejrzani w śledztwie to bohaterowie znani z naszych poprzednich reportaży. Obaj byli wzorowymi sprzedawcami działu ezoterycznego, a rozmowy Adriana B. były prezentowane innym telemarketerom jako modelowe.

To zapis przykładowych rozmów:

- Widzę tutaj duszę pani syna, przede wszystkim, która bardzo płacze i bardzo chce pani pomóc. Rodzice są też bardzo zrozpaczeni, bo widzę rozpacz od tych starszych dusz – mówił telemarketer.

- Chcą pani pomóc połączyć się z panią i ręką pani, przez prowadzenie pani dłoni, wykreślić kupon Lotto, pani Halino, żeby pani mogła w końcu uzyskać wygraną. Bo dusze znają liczby. I pani, pani Halino, musiałaby rozpalić tak zwane Światło Pojednania. I normalnie jest to 900 zł, natomiast dla pani to wszystko jest za 300 zł, pani Halino - kontynuował mężczyzna.

- Nie mam w ogóle pieniędzy. Czy pan rozumie, że nie będę miała co jeść? – tłumaczyła pani Halina.

Pani Halina, którą Adrian B. próbował zmusić do zakupu, jest jedną z wielu seniorek, które bezlitośni sprzedawcy oszukiwali wielokrotnie. Zawsze w ten sam sposób: manipulacją i olbrzymią presją emocjonalną.

"Mam nadzieję, że to nie koniec"

- Z uwagi na dobro postępowania nie mogę wskazać ani czy te osoby się przyznały ani jakie zeznania złożyły. Chciałbym podkreślić, że postępowanie jest w toku i na pewno nie ograniczy się do tych dwóch osób – zapewnia prokurator Szymon Banna.

- Czy te osoby dostaną status małego świadka koronnego? – dopytywał reporter.

- Istnieje taka możliwość. Prokurator, jak pojawią się w ramach postępowania osoby chętne, na pewno z takiej możliwości skorzysta. Musimy ustalić, kto kierował tego rodzaju procederem. Kto te osoby zatrudniał, kto je szkolił. Kto pokazywał, jak niewiedzę czy też podeszły wiek pokrzywdzonych, wykorzystywać – tłumaczy rzecznik prokuratury.

- Mam nadzieję, że to nie koniec. Jeśli teraz postawione zostały zarzuty cynglom, to nie można zapominać o bossach – zaznacza Maciej Rabenda.

Będzie kolejna spółka?

Szefowie firmy to ludzie niezwykle tajemniczy. Z menedżerami kontaktują się zdalnie, a oficjalną siedzibą spółki jest tzw. wirtualne biuro. Na żadne z pozostawionych tam naszych pytań nie odpowiedział prezes ani dwóch wspólników spółki. Czy toczące się śledztwo zatrzyma ich działalność?

Na trop w tej sprawie naprowadził nas telefon Macieja od dawnego kolegi.

- Mówią, że nie ma opcji, żeby firma się zamknęła. Teraz przechodzą na nową spółkę. Zamierzają robić to samo, tylko pod inną nazwą, inną spółką. Tamta spółka jest już zamknięta – usłyszał Maciej.

W Krajowym Rejestrze Sądowym od kilku miesięcy widnieje spółka zarejestrowana w jednym z miast w województwie śląskim. Jej dwóch wspólników i prezes zarządu to te same osoby, które zarządzały firmą telemarketerską. Pod wskazanym w rejestrze adresem znaleźliśmy kancelarię jednego z miejscowych radców prawnych.

- Wszelkie kwestie zawodowe, które dotyczą funkcjonowania radców prawnych objęte są tajemnicą zawodową. Niestety, ale nic nie mogę powiedzieć – stwierdził rozmówca.

- Prokurator zabezpieczył sprzęt komputerowy, który był wykorzystywany do tego procederu, dokonał blokady rachunku bankowego. Niemniej jednak w ramach tego postępowania, nie jesteśmy sądem i nie możemy jakieś firmie zakazać danej działalności, która pozornie wydaje się być działalnością legalną – tłumaczy prokurator Szymon Banna.

- To nie może być tak, że przez tyle lat nikt nie reaguje, bo wystarczyłaby jedna osoba, która zrobiłaby to co ja. I pewnie dawno byłoby już po wszystkim. Ale każdy umywał ręce – kończy Maciej Rabenda.

Odcinek 7289 i inne reportaże Uwagi! można oglądać także w serwisie vod.pl oraz na player.pl

Autor: Uwaga! TVN

podziel się:

Pozostałe wiadomości

Zjada je codziennie 5 mln Polaków. Co naprawdę jest w kebabach?

Zjada je codziennie 5 mln Polaków. Co naprawdę jest w kebabach?

Zostawiał dzieci, wychodził z autokaru i urywał lalce głowę. „Coś strasznego, jak z horroru”

Zostawiał dzieci, wychodził z autokaru i urywał lalce głowę. „Coś strasznego, jak z horroru”

Nadchodzą podwyżki cen energii. Na czym możemy zaoszczędzić?

Nadchodzą podwyżki cen energii. Na czym możemy zaoszczędzić?

Rozbito nielegalną hodowlę psów w Gdańsku. Psy były nawet w szufladach i w piekarniku

Rozbito nielegalną hodowlę psów w Gdańsku. Psy były nawet w szufladach i w piekarniku

Miliony na zabiegi, które nigdy się nie odbyły? "Nawet 12 tys. zł na dziecko"

Miliony na zabiegi, które nigdy się nie odbyły? "Nawet 12 tys. zł na dziecko"

Chciał pomóc koledze w zdobyciu prawa jazdy. Teraz obu grozi więzienie

Chciał pomóc koledze w zdobyciu prawa jazdy. Teraz obu grozi więzienie

Zdolny chemik i śmiercionośny biznes. „Chciał poczuć smak grzechu”

Zdolny chemik i śmiercionośny biznes. „Chciał poczuć smak grzechu”