Wątpliwe opinie biegłego

TVN UWAGA! 4270783
TVN UWAGA! 220991

Artur W. Przedstawia się jako wysokiej klasy ekspert, zajmujący się analizą pisma dla wymiaru sprawiedliwości. Niestety, zdarzają się mu pomyłki, których konsekwencje niszczą ludziom życie.

- Ponad dwa tysiące spraw zrobiłem w życiu. Robiłem matkę Madzi, Szymonka, Trynkiewicza. Potem Wałęsę podrzucili mi po drodze - wylicza Artur W.

Dziennikarze UWAGI! umówili się z biegłym na wywiad na temat jego pracy. Od progu chętnie opowiadał o swoich rzekomych kwalifikacjach i sukcesach. Reporterzy dotarli jednak do osób, którym jego opinie zmieniły życie w koszmar.

Listy z pogróżkami

Pan Krzysztof, jest stolarzem, ze swoją narzeczoną mieszka w Sosnowcu. Jego najbliższym sąsiadom, ktoś próbował podpalić auto, zaczęli dostawać listy z pogróżkami. W listach było wiele wulgaryzmów i gróźb, sąsiedzi przekazali je policji.

- Po jakimś czasie policja przyjechała do mnie do pracy z nakazem zatrzymania do przesłuchania. W trakcie jazdy zapytałem, o co chodzi. Nie chcieli mi powiedzieć. Później powiedzieli, że do sąsiadów ktoś jakieś listy wysyła z pogróżkami - mówi Krzysztof Jedynak. Dodaje, że nakazano mu potem własnoręcznie napisać list, by można było sprawdzić, czy to nie on pisze pogróżki.

Pan Krzysztof nie rozumiał dlaczego policja w ogóle łączy go ze sprawą zastraszania sąsiadów. Jego narzeczona także znalazła się w kręgu podejrzanych.

- Policja wyciągnęła mnie w piżamie z łóżka. Zabrali nas twierdząc, że jestem wszystkiemu winna, bo ja to wymyśliłam, a Krzysiek napisał list - opowiada Klaudia Polańska.

- Zostałem zbrukany i poniżony. Nigdy o nic nie byłem oskarżony, a oni potraktowali mnie jakbym był najzwyklejszym kryminalistą. Nikt nie słuchał, co ja mówię. Wszyscy mieli swoje zdanie, że to ja, po tym jak jeden grafolog wydał opinię. Wystarczyło, by mnie oskarżyć - wyjaśnia Krzysztof Jedynak.

Sfałszowany podpis

Kolejną poszkodowaną przez biegłego osobą jest Andrzej Brzoska, który ze swoją żoną mieszkał na Śląsku. Pracował w firmie udzielającej kredytów i pożyczek. Pewnego dnia otrzymał wezwanie do prokuratury, które go zszokowało. Okazało się, że jest podejrzewany o fałszowanie podpisów swoich klientów.

- Prokurator mnie przesłuchał i kazał czekać na wezwanie. Myślałem, że do niego, a tu przyszło wezwanie do sądu - relacjonuje pan Andrzej. W sądzie padło pytanie, czy mężczyzna przyznaje się do fałszerstw. Gdy pan Andrzej zaprzeczył, sąd o opinię zapytał grafologa - Ten, jak zaczął mówić fachowym językiem, to wyszło na to, że ja wszystko podpisałem. "Czy oni zwariowali", mówię, "za chwilę pójdę siedzieć za niewinność" - mówi Andrzej Brzoska.

"Cymbał za sprzętem"

Opinie przygotowane przez Artura W. miały istotny wpływ na postawienie naszych bohaterów przed sądem. Artur W. z wykształcenia jest teologiem. Dziennikarzom powiedział, że jest także psychologiem i pedagogiem. Ukończył trwające 160 godzin Studia Podyplomowe Ekspertyzy Dokumentów na Uniwersytecie Wrocławskim, i ten dokument dał mu możliwość wpisania się na listę biegłych sądowych. Zrobił to w ośmiu sądach okręgowych w całym kraju.

Artur W. prowadzi firmę, która zajmuje się przygotowywaniem opinii. Chwali się, że jest autorem 15 publikacji m. in. "Poradnika zdradzonego męża", który ma pomóc wygrać sprawę rozwodową. Oferuje pomoc podczas rozwodów kościelnych.

Jeszcze przed oficjalnym wywiadem Artur W. zdradził dziennikarzom UWAGI! kulisy swojej pracy i przekonywał o swoim profesjonalizmie, porównując się do słynnego Sherlocka Holmesa.

- Ja kończyłem najpierw psychologię pisma w Szwajcarii, jak jeszcze studiowałem w Sankt Gallen. Robiłem szkolenia ABW czy dla SKW. Z zakresu fałszerstw. Całe nasze laboratorium jest rozrzucone po ludziach. Robimy to na zasadzie bardzo prostej, że każdy z nas jest za pewne części odpowiedzialny. Ja jestem na przykład za makrofotografię, za różne inne rzeczy. Natomiast jeśli potrzebuję obliczeń komputerowych - wysyłam do kumpla, on robi, internetem mi puszcza i w ten sposób nie musimy ponosić kosztów - opowiadał.

- Z biegłymi jest tak. Można mieć najlepszy sprzęt, ale co z tego jak cymbał będzie za sprzętem - stwierdził w rozmowie z dziennikarzami.

O błędach nie będzie rozmawiać

Wywiad miał dotyczyć pracy biegłego. Artur W. przedstawił się reporterom jako wysokiej klasy ekspert, który zajmował się największymi sprawami w Polsce. Kiedy jednak rozmowa zeszła na temat błędów, które popełnia, przerwał spotkanie.

- To nie jest tematem rozmowy. Kończymy, bo nie tak mieliśmy rozmawiać. Nie byłem nigdy przesłuchiwany przez prokuraturę - stwierdził Artur W.

Biegły to ekspert, który swoją fachową wiedzą służy sędziom i prokuratorom. Zgodnie z prawem, aby wykonywać opinie, musi zostać wpisany na listę przy sądzie okręgowym. Takim ekspertem może zostać osoba, która ma specjalistyczną wiedzę, wykształcenie i złoży wniosek, że takie opinie może przygotowywać. Otrzymuje za to wynagrodzenie.

- Budzi to niepokój, jeśli wydaje rocznie 300 opinii. To znaczy, że poświęca jeden dzień lub troszkę więcej na takie badania, co jest niemożliwe. Te opinie byłyby złe jakościowo - twierdzi prof. Tadeusz Tomaszewski, kierownik Katedry Kryminalistyki Uniwersytetu Warszawskiego. On sam jest wieloletnim ekspertem z zakresu badania i analizy pisma, jest także wiceprezesem Polskiego Towarzystwa Kryminalistycznego i doskonale wie, jak wiele lat trwa zdobycie wiedzy i praktyki, która jest podstawą do przygotowywania opinii dla sądów i prokuratur.

Opinie – intratny biznes

- Można rok, dwa lata przesiedzieć na wykładach. Ale z tego nie wynika jeszcze, że ten ktoś nabędzie praktycznych umiejętności wykonywania ekspertyz pismoznawczych. Praktyka też pokazuje, że większość tych kursów czy szkoleń, które odbywają się w Polsce, to jest wyłącznie biznes. Robi się to dla pieniędzy, a nie żeby kogoś dobrze nauczyć wykonywania takich badań - tłumaczy Tadeusz Tomaszewski.

W sprawie o fałszerstwo podpisów, w której oskarżony był Andrzej Brzoska, biegły Artur W. swoją pracę wycenił na 2496 zł. Powstały jednak dwie kolejne ekspertyzy za 1847 zł i 4859 zł, które wykazały, że pan Andrzej jest niewinny. To koszty tylko jednego procesu. W innych sprawach, przy których pracował Artur W., również potrzebne były dodatkowe opinie. Wszystkie koszty poniósł skarb państwa. Nasz biegły próbował wyegzekwować dodatkowe pieniądze od pana Andrzeja.

- Po tej pierwszej rozprawie, gdzie on uznał, że są to moje podpisy, dostałem od niego ponaglenie do zapłaty ponad 3 tysięcy złotych - mówi Andrzej Brzoska.

Zniknie z listy biegłych?

Dziennikarze UWAGI! natrafili na inne sprawy, w których opiniował biegły. Jedną z bardziej szokujących była sprawa babci skarżonej o fałszowanie rysunków wnuczki. Rysunki miały być dowodem molestowania dziecka przez ojca. Dopiero po dwóch latach procesu i opiniach innych ekspertów kobieta została uniewinniona. Takich wyroków w sprawach, w których opinie przygotowywał ten biegły, jest więcej. Przez lata nikt nie przyjrzał się jakości opinii wydawanych przez tego człowieka.

- Sąd już podjął kroki, aby ten pan przestał być biegłym. Nie daje rękojmi wykonywania swoich obowiązków - przyznaje sędzia Piotr Głogowski, Sąd Rejonowy w Sosnowcu.

Prokuratura Rejonowa w Sosnowcu została poinformowana przez sąd o możliwości popełnienia przestępstwa przez biegłego. Śledztwo jest w toku. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz SKW poinformowały natomiast, że Artur W. nigdy nie prowadził dla tych służb szkoleń. Prezes Sądu Okręgowego w Katowicach, który wpisał Artura W. na listę biegłych sądowych, wszczął postępowanie wyjaśniające.

podziel się:

Pozostałe wiadomości