Agresja

Elżbieta W. kilka lat temu związała się z młodszym od siebie o dziesięć lat Henrykiem W. Ich związek nie był idealny. Mężczyzna bywał agresywny i często groził swojej partnerce.

- Przychodził z siekierą, walił w drzwi i krzyczał, że wszystkich pozabija. Wszyscy się go baliśmy, bo on się odgrażał bardzo często – opowiada znajoma Elżbiety W.

Policja często interweniowała. Po pomoc dzwoniła zarówno pani Elżbieta, jak i mieszkająca z nią córka Pamela. Mężczyzna jest dobrze znany policji, był wielokrotnie karany za pobicia i groźby.

- Byłam u nich i Heniek uderzył mnie w twarz. Miałam wrażenie, że on jest naćpany. Zadzwoniłam do męża, który po nas przyszedł i zaczęła się bójka. Uderzył męża kijem tak, że uszkodził mu śledzionę, miał krwotok wewnętrzny, w efekcie którego usunięto mu śledzionę – opowiada pani Małgorzata Wacyk, znajoma.

Po tej sytuacji Henryk W. został skazany na cztery lata pozbawienia wolności. Na wyrok złożyły się również groźby i przemoc wobec pani Elżbiety oraz jej córki. W trakcie odbywania kary ponownie nawiązał kontakt z panią Elżbietą i się jej oświadczył. Kobieta zgodziła się. Ślub odbył się w zakładzie karnym.

- Nie wiem, co mama myślała, pewnie, że on się zmieni. Dla niego ten ślub był gwarantem szybszego opuszczenia aresztu. Błagałam mamę, żeby tego nie robiła – opowiada Pamela Bil, córka kobiety. I dodaje: - Na początku mama była w nim zakochana, zauroczona. Pewnie poczuła się młodo, bo był sporo młodszy. Zawsze była żywa, rozrywkowa, pełna optymizmu. Potem mama się go bała.

Córka Elżbiety W. podkreśla, że mężczyzna manipulował jej matką.

- Pisał do mamy listy. Wpędzał ją w poczucie winy, że on taki biedny, poszkodowany w tym więzieniu. Kiedyś napisał do niej list, który mama mi przeczytała. Pisał tam: „R….ę ci głowę, zabiję ciebie, a potem siebie. Znajomi opowiadali, że wspominał o zemście. Że nie daruje mamie tych czterech lat, które spędził w więzieniu – opowiada.

Dlaczego kobieta zdecydowała się pozostać partnerką oprawcy?

- Prawdopodobnie ta kobieta uwierzyła, że w więzieniu ten mężczyzna się zmienił i po wyjściu będą żyli długo i szczęśliwie. Osoby uwikłane w przemoc żyją taką iluzją, bardzo trudno wyjść ze związku przemocowego – komentuje psycholog Iwona Wiśniewska.

Wielka Sobota

Po wyjściu z więzienia Henryk W. i pani Elżbieta, już jako małżeństwo, zamieszkali razem. Nie trwało to jednak długo. Na kilkanaście dni przed śmiercią, kobieta ponownie zamieszkała z córką. W Wielką Sobotę doszło do tragedii.

- Mama wyszła z domu około 19. Wychodząc, powiedziała, że idzie tylko na chwilę. Wykąpałam dzieci i zasnęłam, bo rozbolała mnie głowa. Około godz. 22 obudził mnie dzwonek domofonu. Zadzwoniła policja z prośbą o otworzenie drzwi. Pojechałam z nimi na komisariat. Tam powiedziano mi, co się stało – wspomina Pamela Bil.

- Pokrzywdzona przyszła do mieszkania swojego męża. Ten ruszył w jej kierunku i uderzył ją pięścią w głowę. Kobieta straciła przytomność, przewróciła się na podłogę. Nie mówimy tu o przypadku, ale o celowym uderzeniu kobiety – mówi Lidia Tkaczyszyn z Prokuratury Okręgowej w Legnicy.

Elżbieta W. zmarła następnego dnia po pobiciu.

- Lekarz powiedział do mnie, że stan mamy jest bardzo ciężki, że nastąpiła śmierć kliniczna mózgu. Obrażenia spowodowały krwawienia podpajęczynówkowe i nie ma żadnych oznak życia. Ugięły się pode mną nogi, uklęknęłam tam. Podbiegli do mnie ratownicy i dali leki uspakajające – opowiada córka ofiary.

Henryk W. został aresztowany na trzy miesiące, grozi mu kara dożywotniego pozbawienia wolności.

- Teraz nie wiem, jak to będzie. Nie wiem, jak dam radę. Za chwilę córka ma urodziny, a potem pogrzeb babci. Za miesiąc jest komunia, miała być cała rodzina. Nie mam odwagi prosić o pomoc, najchętniej zamknęłabym się w domu i już nigdy nie wyszła – kończy Pamela Bil.

Wszystkie informacje o możliwościach wsparcia córki zmarłej Elżbiety W. i jej dwójki chorych dzieci znajdziecie TUTAJ>>>>>

Dodaj komentarz