Niektórzy dużo stracili

Dom studencki Uniwersytetu Jagiellońskiego Żaczek to jeden z  najstarszych akademików w Polsce. Jego budowę rozpoczęto w 1924 roku i było to tak ważne wydarzenie, że przy kładzeniu kamienia węgielnego uczestniczył nawet marszałek Józef Piłsudski. W czasie wojny Niemcy zmienili go w koszary SS, ale już od lutego 1945 roku znowu zapełnił się młodzieżą. Od zawsze Żaczek położony w sercu miasta, przy Błoniach był marzeniem krakowskich studentów.

- Ci, co nie mieszkali w Żaczku, to bardzo dużo tracili. Zazdrościli nam – mówi Stanisław Lis, mieszkaniec Żaczka w latach 1965-1972

- Tam połowa ludzi mieszkała nielegalnie. To był walecik. Można było ich czymś przykryć, albo pod łóżkiem, albo w szafie. Różne były warianty – dodaje Alosza Awdiejew, mieszkaniec Żaczka w latach 1967-1972.

Na waleta

Żaczek zawsze słynął z waletów, czyli studentów mieszkających w akademiku bez przydziału. Zdarzało się, że w pokoju trzyosobowym mieszkało nawet sześć i więcej osób. Mimo niedogodności i biedy życie towarzyskie kwitło, a jeden student mógł zawsze liczyć na drugiego…

- Pamiętam jak kwitł tutaj solidaryzm. Myśmy dzielili się tym, co z domu się przywiozło – opowiada Stanisław Dziedzic, mieszkaniec Żaczka w latach 1973-1977.

- Było bardzo biednie. Ludzie sobie pomagali. Pożyczali sobie różne rzeczy, np. marynarkę na egzamin – potwierdza Zbigniew Bąk, mieszkaniec Żaczka w latach 1962-1967 i 1967-1973.

Przez kilkadziesiąt lat Żaczkiem zarządzał uwielbiany przez studentów kierownik akademika Jan Buszek, ale ważną rolę odgrywała także Rada Samorządu i Sąd Koleżeński. To właśnie w tych instytucjach pierwsze doświadczenia zdobywali znani teraz prawnicy, sędziowie czy politycy. Sąd najczęściej rozpatrywał sprawy związane z niszczeniem mienia i pijaństwem, a oskarżeni korzystali z pomocy obrońców.

- Sąd koleżeński zajmował się różnymi wykroczeniami. Jeżeli ktoś spowodował awanturę, albo zniszczył pokój, to był od tego sąd koleżeński. Był też rzecznik interesu koleżeńskiego, który sprawował funkcję adwokata. I takim adwokatem był przez lata Antoni Potoczek. Stał się tak popularny w Krakowie, że bronił nie tylko w Żaczku, ale i na innych uczelniach – mówi Leszek Wołosiuk, mieszkaniec Żaczka w latach 1973-1978.

Dom mniejszości

Antoni Potoczek zmarł niedawno, ale pojawia się w wielu wspomnieniach, bo w Żaczku mieszkał aż dziesięć lat. Tu też poznał swoją żonę. Po latach wraz z kolegami ze studenckich czasów założył Stowarzyszenie Mieszkańców „Żaczka”. Dzięki temu byli studenci regularnie się spotykają, a teraz kilkaset osób przyjechało na zjazd z okazji 90-lecia akademika.

- Ten dom był zawsze domem nie tylko Uniwersytetu Jagiellońskiego. Mieszkali tu także przedstawiciele mniejszości z ASP, Uniwersytety Rolniczego. Były także inne mniejszości. Tu mieszkała cała rzesza Wietnamczyków, Wenezuelczyków, mieszkali to ludzie z całego świata Ile jest pięknych dzieci teraz – śmieje się prof. Jacek Majchrowski, mieszkaniec Żaczka w latach 1968-1972.

Wśród byłych mieszkańców Żaczka są między innymi rektorzy Uniwersytetu Jagiellońskiego, poeci, artyści i dziennikarze. Wiele teraz znanych osób pierwsze zawodowe szlify zdobywało między innymi w studenckim Alma Radiu.

- To radio miało wielki wpływ na mieszkańców – przyznaje Zbigniew Bąk, mieszkaniec Żaczka w latach 1962-1967 i 1967-1973.

Żaczek to także miejsce rozwoju kultury. To właśnie tutaj w 1956 roku powstał pierwszy klub studencki w Polsce, potem dołączyły do niego jeszcze dwa kluby Nowy Żaczek i Studenckie Centrum Kultury Rotunda. Podczas Dyskusyjnych Klubów Filmowych pokazywano produkcje zakazane przez cenzurę, bywali tu aktorzy i filmowcy, pojawiał się Roman Polański. W Nowym Żaczku po raz pierwszy zorganizowano słynne „Spotkania z balladą”. Tu występowali Demarczyk, Zaucha, debiutowała Maryla Rodowicz.

- Tam się uczyłem tej luźnej rozmowy z publicznością, bezpośredniego kontaktu. Na widowni siedzieli przecież nasi koledzy. To jest jeden Żaczek, ale jest też inny. 1968 rok. To właśnie na placu przed Nowym Żaczkiem, ówczesny rektor błagał nas, żebyśmy nie szli na rynek. My mieliśmy poczucie siły w grupie . To były straszne emocje. Uczyłem się integracji społeczno -politycznej w dwa, trzy dni – wspomina Jerzy Stuhr.

Akademik jak powieść

Studenckie protesty zostały stłumione przez władzę, ale kolejne dramatyczne wydarzenia jeszcze bardziej zjednoczyły środowisko akademickie. W maju 1977 roku został zamordowany przez SB student polonistyki Stanisław Pyjas, także mieszkaniec Żaczka.

- To był dla nas wstrząs. Pamiętam jak wchodziliśmy do domu, do tej sieni domu na ulicy Szewskiej, gdzie było pełno lampionów, gdzie staliśmy w bezruchu. Z naprzeciwka, w pewnym momencie, gdy powiał trochę wiatr, uchyliła się kamera. Byliśmy filmowani – wspomina Stanisław Dziedzic, mieszkaniec Żaczka w latach 1973-1977.

Niezależnie od tego w jakich latach studiowali wielu z byłych mieszkańców Żaczka do dziś się przyjaźni i spotyka, nawet jeśli mieszkają daleko od siebie. Nadal też mogą liczyć na wzajemną pomoc.

Od kilku lat byli mieszkańcy Żaczka planowali spisać swoje wspomnienia związane z legendarnym akademikiem. Teraz z ponad tysiąca stron opowieści i kilkuset zdjęć powstała wyjątkowa książka „Żaczek – nasz dom”. Dla wielu współczesnych studentów takie wspomnienia to jak literacka powieść. Dziś waletów już nie ma, w weekendy akademiki pustoszeją, a życie towarzyskie przenosi się do pubów i klubów. Tamtej atmosfery i takiego poczucia wspólnoty już nie ma.

Dodaj komentarz