Londyn

Muniek Staszczyk doznał wylewu w lipcu, w czasie pobytu w Londynie.

- Polecieliśmy z przyjaciółmi do Londynu na koncert Boba Dylana w Hyde Parku. Po koncercie znaleziono mnie nad ranem w hotelu, po kilkunastu godzinach leżenia. Zostałem przewieziony do szpitala, jednego z lepszych jak się potem okazało – opowiada Muniek.

Stan 55-letniego muzyka był ciężki.

- Nie było wiadomo, czy przeżyję, ani czy będzie potrzebna operacja mózgu. Przeżyłem tę pierwszą, krytyczną noc, mogłem poruszać kończynami. Wtedy przypomniałem sobie, że przecież nagrałem płytę. Mój syn Janek uprzytomnił mnie: „Tato, jesteś po wylewie, uspokój się z płytą” – dodaje.

Artysta jest świadomy tego, że jego styl życia mógł mieć wpływ na wylew.

- Przyczyną było całe moje życie. To było jak jazda 200 km/h przez 40 lat. Byłem bardzo ambitny i pracowity. Pracowałem ciągle, bo wydawało mi się, że jestem nieśmiertelny. Odwiedzałem kolegów i koleżanki w szpitalach z przekonaniem, że to mnie nie dotyczy.

Muniek podkreśla, że po raz kolejny Londyn odegrał ważną rolę w jego życiu.

- 30 lat temu przyjechałem tu do roboty, by zarobić na życie, napisać „Warszawę” i stać się gwiazdą rocka. Teraz Londyn mnie ocalił.

Artysta jest wdzięczny, za liczne głosy wsparcia.

- Dostałem ponad 200 maili, słów wsparcia, zobaczyłem jak wiele ludzi dobrze mi życzy i wspiera. Byli to także koledzy z T.Love, z którymi rozstałem się w 2017 roku. To była duża rana. Można powiedzieć, że do czasu wylewu nie mieliśmy ze sobą kontaktu – mówi i dodaje: Jak już byłem w szpitalu w Warszawie, odwiedził mnie Kazik, którego znam wiele lat. Mieliśmy rozmowę, jakiej nie mieliśmy od 1983 roku. Uściskaliśmy się serdecznie i poczuliśmy, że jesteśmy „soul brothers”.

Kariera

Kariera Muńka rozpoczęła się w Częstochowie, gdzie na początku lat 80. razem z kolegami założył zespół T.Love. Przez 35 lat działalności przez zespół przewinęło się 34 muzyków. Tylko lider grupy był w niej od samego początku.

- Pochodzimy z pokolenia naturszczyków. Nad nami nie pracowała grupa specjalistów od wizerunku. Działamy intuicyjnie i myślę, że Zygmunt na scenie jest tą samą osobą, co poza nią – podkreśla Kazik Staszewski i dodaje: Tacy ludzie jak Zygmunt, czy ja od lat jesteśmy słuchani a wielu bardziej zdolnych artystów nie umiało zaistnieć. Nie mam pojęcia, jak to się dzieje.

>>> ZOBACZ NASZ POPRZEDNI REPORTAŻ

Czas choroby zbiegł się w czasie z ogromną popularnością utworu „Pola”.

- Muniek do mnie zadzwonił i od razu wiedzieliśmy o czym rozmawiamy. Ja się w tym utworze zakochałam, uważam, że to hicior – opowiada grająca w teledysku Agata Buzek i dodaje: Miałam poczucie, że to bardzo otwarty, świadomy człowiek i artysta, który wie co robi i w co wierzy.

Na razie Muniek nie będzie koncertował. Jak deklaruje artysta, najszybciej na scenie pojawi się za rok.