- Tak naprawdę nie istnieję w świetle prawa – skarży się Maria Domitru. I dodaje: - Moja mama była Rumunką, urodziła mnie 28 października 1999 roku przy ulicy Polnej w Poznaniu. Po urodzeniu uciekła ze szpitala, zostawiając mnie.

Na podstawie kserokopii dokumentu pozostawionego przez matkę w szpitalu nadano dziewczynce imię po matce. Polskie władze sporządziły dziecku akt urodzenia, nadały PESEL i skierowały je do domu dziecka w Gnieźnie.

- Jak tylko się pojawiła lista dzieci, które przeznaczone są do rodzin zastępczych z domu dziecka, Marysia była chyba na pierwszej lub drugiej pozycji. Nie ma rodziny naturalnej, nie ma kłopotu z kontaktami z rodziną biologiczną. W ten sposób Marysia trafiła do rodziny zastępczej – zdradza Marek Bąkowski z Gnieźnieńskiego Stowarzyszenia Rodzin Zastępczych.

Kiedy Maria Domitru miała 4-5 lat, w przedszkolu okazało się, że czegoś brakuje.

- Brakowało dokumentu potwierdzającego obywatelstwo. Niby jest Polką, ma polski PESEL, a niby nie. Dowiedzieliśmy się, że w dokumentacji Marysi ze szpitala jest jakieś ksero paszportu jej mamy. I ta kartka sugeruje, że biologiczna mama pochodziła z Rumunii – wyjaśnia Bąkowski.

Rodzice zastępczy Marysi złożyli w Urzędzie Wojewódzkim w Poznaniu wniosek o nadanie córce polskiego obywatelstwa. Ponieważ w aktach dziewczynki znajdowało się ksero rumuńskiego dokumentu jej biologicznej matki, urzędnicy odesłali rodzinę do ambasady Rumunii, aby ta wydała zgodę na polskie obywatelstwo dla Marysi. Ambasada nie zgodziła się – poinformowała, że ustala tożsamość biologicznej matki dziewczynki, by mogła wrócić do Rumunii.

- Wtedy [rodzice zastępczy – red.] przerazili się, dom dziecka w Rumunii. Wiemy, jak to wtedy wyglądało, jakie były warunki. I wyszło, że lepiej może damy spokój z tymi dokumentami, poczekamy, bo wtedy sprawa przycichnie. Nikt się nie będzie interesował, a Marysia nadal będzie w rodzinie. Jak będzie dorosła, to może coś się wymyśli – przywołuje Marek Bąkowski.

Rodzina zastępcza

Rodzina zastępcza Marysi nie chciała rozmawiać z nami na temat starań o obywatelstwo. Ustaliliśmy, że dwukrotnie uzyskali dla dziewczynki zgodę na pobyt czasowy w Polsce. W 2008 roku zgoda wygasła - potem rodzice zastępczy nie wnioskowali o zalegalizowanie pobytu Marysi.

- Rodzina zastępcza? To trudny temat. Na pewno dzieciństwo było życiowe. Ale był taki moment, kiedy między nami dochodziło do konfliktów i nieporozumień. Myślę, że ja jako dziecko oczekiwałam czegoś innego, a oni jako rodzina też zupełnie czegoś innego. I trzeba było ten konflikt rozwiązać – mówi pani Maria.

Domitru trafiła do ośrodka wychowawczego.

- Miałam wtedy 12 lat, to były lata, kiedy dojrzewałam, byłam nastolatką. I takiej dziewczynie, która nie ma rodziny, rodziców, jest bardzo ciężko w takim ośrodku. Bez wsparcia jest się samemu – mówi 22-latka. I dodaje: - Były takie momenty, kiedy wszystkie dzieci jechały na święta do domu, a ja zostawałam sama. Spędziłam tam sześć lat. Jak kończyłam 18. rok życia, od PCPR-u dostałam wyprawkę i na tym wszystko się skończyło. Od sióstr zakonnych dostałam tylko piżamę i ręczniki.

Samodzielność

Pani Maria opuściła ośrodek nie mając świadomości, że od blisko dziesięciu lat przebywa w Polsce nielegalnie. Wtedy też nie zdawała sobie sprawy z tego, że wraz z pełnoletnością zaczną się dla niej poważne problemy.

- Kończąc 18 lat postanowiłam pójść i złożyć wniosek o dowód osobisty. Pani urzędniczka odmówiła mi wydania dokumentu, ponieważ okazało się, że jestem bezpaństwowcem. Nie mam żadnego obywatelstwa – mówi pani Maria.

- Bezpaństwowiec nie może korzystać z dobrodziejstw systemu. Dlatego że minimum praw, które musi mieć, to jest prawo do dokumentu tożsamości, żeby móc iść do sądu, zawrzeć związek małżeński. Żeby móc dochodzić ochrony swoich praw – wyjaśnia dr hab. Dorota Pudzianowska z wydziału prawa i administracji Uniwersytetu Warszawskiego. I dodaje: - Osoba, która nie ma dokumentu tożsamości musi żyć w szarej strefie, unikając kontaktu z instytucjami, bojąc się policji, straży granicznej. Jeśli zostanie zatrzymana, trafia do ośrodka strzeżonego, gdzie dopiero, w trakcie upokarzającej dla niej procedury, dochodzi do stwierdzenia, że jednak jest bezpaństwowcem. Nie ma gdzie jej wydalić, więc się ją wypuszcza. A potem znowu zostaje zatrzymana i umieszczona w takim ośrodku. To jest życie w ciągłym strachu.

Kolejny wniosek

Pani Maria kolejny raz złożyła wniosek o polskie obywatelstwo. Opisała swoje życie i dołącza wszystko, co ma – świadectwa szkolne, dyplomy, a także to, co pozostało po jej biologicznej matce, czyli ksero rumuńskiego dokumentu.

- Wniosek został odesłany, ponieważ trafił na formalistę, który stwierdził, że nie przysługuje mi obywatelstwo, bo nie mam stałego miejsca pobytu – ubolewa 22-latka.

- Ta dziewczyna nigdy nie powinna być w takiej sytuacji aż do dorosłości, przecież to jest kuriozalne, że pozwalamy na pobyt dziecka na terenie RP w placówce opiekuńczej, domu dziecka, sprawa przechodzi przez polskie sądy, urzędy i to dziecko dalej jest bez dokumentów. Uważam, że to kompromituje państwo polskie – podkreśla dr hab. Dorota Pudzianowska.

Padł pomysł, by zawalczyć o to samo, ale ze strony rumuńskiej.

- Skoro moja mama jest Rumunką i posługiwała się rumuńskimi dokumentami, to jakie przeszkody stoją, żeby zdobyć rumuńskie dokumenty? Złożyliśmy wniosek o wydanie obywatelstwa rumuńskiego, na podstawie paszportu mamy. Po tym, jak ambasada bacznie zweryfikowała sprawę, okazało się, że dokumenty są sfałszowane. Ta kobieta ze zdjęć to nie jest ta osoba. Ta kobieta w ogóle nie istnieje.

Kim zatem może być matka pani Marii?

- Dla mnie to nie jest mama, to jest kobieta, która mnie urodziła. Na pewno chciałabym poznać jej historię, jej stanowisko, co się stało, że mnie zostawiła. Co musiało się zadziać, że ona uciekła ze szpitala i ślad po niej zaginął. Myślę, że ta kobieta miała bardzo duży problem i nie czuję do niej żalu – mówi 22-latka.

Poszukiwania matki

Pani Maria opisała swoją historię w mediach społecznościowych. Przez Facebooka szuka osób, które mogłyby doprowadzić ją do biologicznej matki. Być może jej odnalezienie pozwoli kobiecie uzyskać jakikolwiek dokument tożsamości.

Po tym, jak zainteresowaliśmy się sprawą pani Marii, swoją pomoc w uzyskaniu dla niej polskiego obywatelstwa zaoferował urząd wojewódzki.

- Sama pani Maria może skierować taki wniosek do Kancelarii Prezydenta RP, może też zrobić to za pośrednictwem wojewody i jeżeli tak się stanie, obiecujemy, że przeanalizujemy ten wniosek i postaramy się jej pomóc w przezwyciężeniu problemów – zapewnia Tomasz Stube, rzecznik Wielkopolskiego Urzędu Wojewódzkiego w Poznaniu.

A jak teraz żyje się pani Marii w Polsce?

- Jest bardzo ciężko, ale jakoś daję sobie radę. Moim aktualnym dokumentem jest legitymacja szkolna, którą się posługuję. Dzięki temu, że kontynuuję naukę w zaocznym liceum, to mój jedyny dokument tożsamości. Jestem związana z polskimi tradycjami, z polską rodziną, z Polakami, więc nie czuję się obca. Najgorsze jest to, że w sercu czuję się Polką, a jednak tą Polką nie mogę zostać.

Dodaj komentarz