Biedaszyb, czyli co?

Pan Roman w wałbrzyskich kopalniach przepracował ponad 10 lat. Po ich zamknięciu, szukając jakiegokolwiek zajęcia, został kopaczem i budował biedaszyby.

- To jest takie „kopalenki”, czyli mini kopalnie wałbrzyskiego złota. Jest w nich bardzo ładny węgiel – opowiada Roman Janiszek.

- Żeby zrobić szyb, trzeba ze dwa dni pracy, dodatkowo zabudowa, wykładka drewnem. Pogoda deszczowa psuje wszystko. Wszystko jest wtedy nasiąknięte – opowiada pan Roman.

Kłopoty z zakupem węgla i jego brak na składach ośmielił kopaczy, którzy wrócili do ręcznego, nielegalnego wydobywania węgla z tak zwanej dziury.

- Jest zainteresowanie takim węglem, bo ludzie szukają węgla różnymi sposobami. Na składach węgla mamy braki, za chwilę trzeba będzie grzać, a nie ma żadnej alternatywy. [Ten z biedaszybów – red.] kupują wszyscy – przekonuje Adam, kopacz.

1500 zł za tonę

Nasi reporterzy dotarli do jednego z handlarzy węglem z biedaszybów.

- Worek 50 kg kosztuje 75 złotych. 1500 złotych za tonę. Pali się to dobrze, w worku jest mało miału – słyszymy.

Jak dużo węgla kopacze są w stanie wydobyć w ciągu jednego dnia?

- Chłopaki kopią cały czas. Dwie, trzy tony dziennie są w stanie wykopać – przyznaje sprzedawca.

Samowolne wydobycie węgla bez wymaganych koncesji i pozwoleń jest przestępstwem. Wielu kopaczy było za to karanych. Policja i straż miejska niszczą i zasypuje nielegalne wyrobiska.

- O naszym miejscu nie wiedzą. U nas kopie sześć osób, mamy dwie dziury. Jest tam kamera, widzimy, czy ktoś się kręci w okolicy – opowiada handlarz węglem z biedaszybów.

- Wcześniej, jeżeli byli normalni funkcjonariusze, to wiedzieli jaka jest sytuacja i przymykali oko. Często sami kupowali taki węgiel – opowiada pan Adam. I dodaje: - Kiedyś dostałem mandat, nie zapłaciłem go więc na 11 dni do więzienia. Każdy kopacz jak nie zapłaci, to idzie na te 11 dni do aresztu.

Nielegalne wydobycia węgla to także spore ryzyko.

-  Dwa razy mnie zasypało, ale się odkopałem, nie było tragedii. Miałem zapas tlenu. Raz zalało nam dziurę, to wskoczyłem do niej po sprzęt. Ciężko na to pracowałem, nie mogłem tego zostawić – tłumaczy pan Adam.

- Widziałem sytuację, gdy podjechała policja, a z dziury wyszło 20 osób. Byłem zszokowany, bo myślałem, że tam pracuje jedna, dwie osoby. Pomyślmy, co by było jakby się to zawaliło – opowiada inny z kopaczy.

Miejsca, które odwiedzili nasi reporterzy zostały już przez kopaczy zasypane, aby uniknąć kar sami po kilku dniach wydobycia zasypują dziury.

- Nikt się jeszcze na biedaszybach nie dorobił i się nie dorobi. Jak się komuś wydaje, że to prosty zarobek, niech weźmie kilof i przekona się, jaka to ciężka praca – kończy Roman Janiszek.

Dodaj komentarz