07b136af10c63930bced68dd06d3a2ea,0,1.jpg

W kilka tygodni po bohaterskim lądowaniu na Okęciu kapitana Wrony, największe miasta Polski zalały billboardy z podobizną pilota, do złudzenia przypominającego najsławniejszego pracownika LOT-u. Pod hasłem „bezpiecznie do celu”, reklama zachęcała do powierzenia pieniędzy firmie Finroyal, czyli w wolnym tłumaczeniu „królewskie finanse”.

- Pierwsze wrażenie – to jest kapitan Wrona. Ale to tylko złudzenie. Zdjęcie wybrano z katalogu, widać, że grafik musiał poświęcić sporo czasu – uważa Krzysztof Urbanowicz, ekspert rynku mediów i reklamy. Oglądamy z nim kolejne reklamy Finroyal.- Gdyby nie powiedział mi pan nazwy firmy, pomyślałbym, że to wielki bank, potężna  korporacja. Ale wystarczy spojrzeć na międzynarodową stronę firmy, żeby zobaczyć, że coś jest nie tak – gorsza szata graficzna, mało informacji…

Gdy kilka miesięcy temu zaczęliśmy przyglądać się Finroyal, okazało się, że w przypadku tej firmy niemal wszystko jest „nie tak”.

Telefony się grzały

Na stronie internetowej Finroyal przedstawia się jako marka handlowa FRL Capital Limited - międzynarodowej korporacji, zarejestrowanej w 2007 r. w Londynie z kapitałem akcyjnym 88 mln funtów. FRL ma działać w całej Europie, chwali się biurami w Paryżu, Genewie, Kopenhadze oraz kilku miastach Polski.

W licznych kampaniach reklamowych Finroyal zachęca gwarantowanym zyskiem przewyższającym znacznie oferty banków – gdy w większości z nich możemy zyskać ok. 6 proc. rocznie, Finroyal kusi 8, 11, 12 a nawet 16 procentami! Wystarczy tylko podpisać „kontrakt lokacyjny” i wpłacić pieniądze na konto firmy.

- W grudniu, gdy trwała kampania z „niby-kapitanem” Wroną, nie nadążaliśmy odbierać telefonów w biurze. Tylko jedna z koleżanek podpisała umowy na 2 miliony złotych – przyznaje była pracowniczka Finroyal.

Tajemniczy milioner

Kto stoi za firmą, która bije na głowę ofertę wszystkich banków obecnych na rynku? Według dokumentów z angielskiego rejestru firm właścicielem wszystkich 880 000 akcji, wartych po 100 funtów każda, jest Andrzej K. Z majątkiem ok. 450 milionów złotych K. znalazłby się w czołówce listy najbogatszych Polaków. – Ale nie ma tam po nim śladu. A ja mam poważne wątpliwości, czy ten kapitał w ogóle został opłacony – twierdzi Robert Nogacki, prawnik zajmujący się międzynarodowym prawem gospodarczym. – Jest fundamentalna różnica między polskim a brytyjskim prawem gospodarczym. W Polsce wszystkie dokumenty muszą być sprawdzone i zweryfikowane w momencie ich składania. W Anglii sprawdzamy wszystko dopiero gdy dojdzie do sporu prawnego. Z powodu tej różnicy  jeśli ktoś zarejestruje w Anglii firmę z ogromnym kapitałem, to wcale nie znaczy, że ten kapitał ma. Ale jego polscy partnerzy mogą być przekonani, że tak właśnie jest – przyznaje Steve Terret, kierownik Centrum Prawa Brytyjskiego Uniwersytetu Warszawskiego.

Tysiąc poszkodowanych

Andrzeja K. nie znaleźliśmy na liście najbogatszych Polaków. Ale wiele Informacji na jego temat odszukaliśmy w aktach sądowych w Szczecinie i w Poznaniu.

33-letni K pochodzi z małej miejscowości na Pomorzu Zachodnim. Po skończeniu socjologii w Szczecinie postanowił spróbować sił interesach. Zaczął od firmy Finance Group Polska. Teoretycznie spółka miała zajmować się doradztwem finansowym – głównie pomagać w zdobywaniu kredytów. Ale teoria nigdy nie przeszła w praktykę. „Spółka założona została z zamiarem wyłudzenia od klientów firmy opłat wstępnych w postaci zaliczek oraz wpłat z tytułu zawarcia umowy (…)” – napisał w akcie oskarżenia prokurator, który po długim śledztwie oskarżył Andrzeja K. i jego wspólników o oszustwa. – Poszkodowanych jest ponad tysiąc osób, na łączną kwotę ok. pół miliona złotych. Proces w tej sprawie powoli zmierza do końca – informuje Michał Tomala, rzecznik Sądu Okręgowego w Szczecinie.

Gdy Andrzejowi K. zaczął się palić grunt pod nogami w Szczecinie, zarejestrował działalność w Warszawie, otworzył biuro w Poznaniu i ponownie zaoferował  pomoc w zdobywaniu kredytów. – Chciałam kupić samochód. Zgłosiłam się do nich po kredyt. Świetna obsługa, panowie wyglądali profesjonalnie. Ale mijały tygodnie a pieniędzy nie dostawałam. I gdy któregoś dnia poszłam do firmy zastałam rozrzucone na podłodze papiery. Firma zniknęła – wspomina Anna Kietzmann.

W Poznaniu Andrzej K. miał mniej szczęścia niż na Pomorzu. Po kilku tygodniach jego firmą zajęła się policja i prokuratura. W tym samym czasie śledczy zajmujący się jego poprzednią firmą zdecydowali, że z powodu skali oszustw Andrzej K. powinien trafić do aresztu.

Procesy Andrzeja K. i jego wspólników ciągną się do dziś. Kilkadziesiąt tomów akt, a w nich historie ludzi, którzy potrzebowali pieniędzy na ściągnięcie z zagranicy zwłok bliskich, musieli wykupić lekarstwa albo wyprawki do szkoły dla dzieci. Ale najbardziej wstrząsająca jest historia byłych współpracowników Andrzeja K. – Dla mnie skończyło  się to wyrokiem sądu i zniszczonymi około dziesięcioma latami życia. Ja i osoby, które pracowały w biurze w pełni ponieśliśmy konsekwencje tego co zrobił pan K. Mianowicie oddajemy pieniądze wszystkim klientom. Człowiek, który tę całą sytuację stworzył, nie zapłacił nikomu ani złotówki – mówi łamiącym się głosem Anna P. - Pracowałam w bankowości, miałam właśnie awansować. Po wyroku dostałam w pracy wilczy bilet, mam głęboką depresję i stany lękowe.

Straty idą w miliony

Cierpienie pokrzywdzonych nie wpłynęło na zmianę postępowania Andrzeja K. Po wyjściu z aresztu wyjechał do Anglii, tam za pośrednictwem firmy oferującej usługi księgowe założył FRL Capital Limited. W dokumentach zadeklarował, że firma ma 88 mln funtów kapitału.

Wkrótce mężczyzna otworzył biuro w Warszawie, a w mediach ruszyła kampania Finroyal.  8, 11, 12 proc. gwarantowanego zysku. Na czym zarabia firma? Według Informacji na stronie m.in. na inwestycji w akcje innych przedsiębiorstw. Ale jak sprawdziliśmy w Krajowym Rejestrze Sądowym – Andrzej K. nie ma szczęśliwej ręki do interesów. Cztery firmy, na które FRL Capital Limited wydał w ostatnich latach 3,8 mln złotych, przyniosły straty w wysokości 5,8 mln złotych.

Sprawdziliśmy angielskie biuro Finroyal. – Oni byli naszymi klientami ale już dawno nie są. Nie mają prawa podawać tego adresu jako swojego. Nie ma tu śladu po nikim z tej firmy! – podkreśla pracowniczka Target Accounting Limited. To firma mieszcząca się pod londyńskim adresem podawanym przez Finroyal.

- To jest źle postawione pytanie – powtarza Andrzej K., pytany dlaczego wprowadza w błąd swoich klientów. Mężczyzna nie potrafi wytłumaczyć, skąd biorą się fantastyczne zyski obiecywane przez Finroyal skoro jego firmy przynoszą straty. A jak to możliwe, że w Anglii K. deklaruje, że ma akcje warte 88 milionów funtów, a w polskim sądzie, podczas kolejnych procesów, zapewnia że nie ma majątku? – Myli mnie pan z kimś – zapewnia K. Dopiero gdy pokazujemy mu protokoły zeznań i przypominamy szczegóły działalności, Andrzejowi K. wraca pamięć. Czy nie uważa, że klientom Finroyal? – To jest źle postawione pytanie – powtarza jak mantrę Andrzej K.

O działaniu Finroyal wie Komisja Nadzoru Finansowego, która wpisała firmę na listę ostrzeżeń publicznych oraz zawiadomiła prokuraturę. Śledztwo trwa już ponad rok, ostatnio zmienił się prokurator prowadzący, nowy śledczy zapoznaje się z aktami. A Finroyal prowadzi właśnie nową kampanię reklamową pod hasłem piątych urodzin oferuje 15 proc. zysku.

- Istnieje bardzo poważne prawdopodobieństwo, że Finroyal jest niczym innym jak piramidą finansową. A więc instytucją, która nie zajmuje się generowaniem żadnych rzeczywistych zysków, a jedynie spłacaniem jednych klientów, z wpłat dokonywanych przez innych klientów. Co oznacza, że prędzej czy później ten system będzie musiał runąć. A ponieważ nie jest to licencjonowana instytucja finansowa, to klienci nie otrzymają swoich środków – ostrzega Robert Nogacki.