O temacie poinformowali nas mieszkańcy, którzy przyszli opowiedzieć o problemie dziennikarzom programu Uwaga! w busie #tematdlauwagi.


Jesienią ubiegłego roku mieszkańcy niewielkiej wsi Szołajdy w Wielkopolsce odkryli, że na jednej z posesji zgromadzone są duże ilości pojemników z chemikaliami.

- Tysiąclitrowe zbiorniki pośpiesznie wrzucano do dołów i przysypywano ziemią. Nikt nie wie, ile tego jest. Pojemniki są rozszczelnione. Skażenie gruntu rozprzestrzenia się i zatacza coraz większe kręgi. Poinformowałem mieszkańców, żeby nie używali wody z własnych studni – mówi Marek Kowalewski, wójt gminy Chodów.

Komponent sarinu

Mieszkańcy są przerażeni.

- Nie możemy otworzyć okna, nie możemy wyjść na dwór. Bez przerwy coś nas gryzie i drapie w gardle – skarżą się.

- To jest dla nas powolna śmierć. Ten grzyb, który się unosi, rozprzestrzenia się w promieniu pół kilometra. Wdychamy to na co dzień – mówi Beata Palpuchowska.

- Służby potwierdziły, że jest tutaj trichlorek fosforynu. To komponent m.in. do budowy sarinu, czyli gazu bojowego. To bardzo niebezpieczna substancja. W połączeniu z parą wodną, wodą powstaje z tego kwas – mówi Kowalewski.

Może nastąpić wybuch

Najbliżej nielegalnego składowiska mieszkają państwo Kruszyńscy. Oprócz schorzeń wynikających z ich wieku, małżeństwo od kilku miesięcy zmaga się dolegliwościami wywołanymi przebywaniem w sąsiedztwie niebezpiecznych chemikaliów.

- Mam antybiotyk, środek na alergię i na zapalenie oczu. Wiadomo, że z mężem mamy swoje lata i mamy inne choroby, na które bierzemy leki. Natomiast tych leków nie braliśmy wcześniej – mówi Zdzisława Kruszyńska.

- Żona straciła przytomność. Nie wiadomo od czego. Naukowcy mówili, że jak temperatura wzrośnie do 22 stopni Celsjusza, to może nastąpić wybuch. No i co wtedy będzie? – oburza się Władysław Kruszyński.

Choć na zbiornikach z chemikaliami są etykiety, które opisują, co może się w nich znajdować, to nie ma informacji, skąd pochodzą ani kto je wytworzył.

- Jest tam zdeponowanych około 180 metrów sześciennych odpadów. To wyłącznie odpady niebezpieczne – przyznaje Andrzej Sprażyński, kierownik delegatury Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Koninie.

Według opinii biegłego pojemniki, w których składowane są chemikalia, mają trwałość do pięciu lat.

- A te mają już po kilkanaście. Pionowe ułożenie powoduje, że się rozszczelniają. Wszędzie mamy widoczne ślady wycieków. Wszystkie substancje, które znajdują się na terenie posesji są łatwopalne, toksyczne, żrące i rakotwórcze. Mieszanie się tych substancji z powodu wycieków może doprowadzić do wybuchu i wielkiego pożaru – zaznacza Kowalewski.

„Sąsiad taki jak my”

Niebezpieczne odpady miał zwieźć na posesję jej właściciel, Daniel U. Ponad 30-letni mężczyzna odziedziczył nieruchomość po swoich rodzicach. Sam jednak przeprowadził się do Koła, gdzie mieszka z żoną i dziećmi.

- Był normalnym człowiekiem, takim jak my. A przywiózł nam takie świństwo – ubolewają mieszkańcy.

- Nie liczył się z nikim. Z rodziną, którą tu pozostawił, mieszkańcami, z którymi tyle lat sąsiadował. On powinien teraz być przywieziony tutaj z żoną i dziećmi i mieszkać – mówi Aneta Borzuchowska.

- Właściciel posesji śmiesznie, w sposób niezrozumiały, tłumaczył, że zwoził te odpady, dlaczego, że w przyszłości zamierzał wystąpić o stosowne zezwolenia na możliwość przewożenia niebezpiecznych odpadów, składowania, magazynowania, a później dalej poddania utylizacji. Tylko nigdzie nie wystąpił o zgodę na otwarcie takiej działalności – zaznacza Marek Kowalewski.

Daniel U. prowadzi firmę transportową. nie zastaliśmy jednak nikogo w siedzibie. Podany numer telefonu również nie odpowiadał, a w miejscu, gdzie ma mieszkać, nikt nie odbierał domofonu.

Rozmawialiśmy z kuzynem mężczyzny.

- Obrywam od ludzi, a jestem niewinny. Czy ja o tym wiedziałem? Czy ja pomagałem? – denerwuje się Antoni Śniegocki.

- Co mogę o nim powiedzieć? Uczciwy, dobry człowiek. Dlaczego tak postąpił, to ja nie wiem. Próbowałem go o to zapytać, ale nie ma z nim kontaktu. Podejrzewam, że sam tego nie zrobił, tam jakieś powiązania muszą być – dodaje.

Mieszkańcy obawiają się także o los pobliskiej szkoły.

- Jeżeli te stężenia będą coraz większe, to wszystko pójdzie na szkołę katolicką i będzie zagrożenie dla dzieci – mówi Kowalewski.

- Uczniowie tej szkoły, rodzice, nauczyciele są zaniepokojeni tym, co tutaj się dzieje. Dzieci chorują – mówi Aleksandra Bulas, dyrektorka Katolickiej Szkoły Podstawowej w Pniewie.

Kto posprząta?

- Jak przyjechały służby, to wszystko było zamurowane, zabezpieczone i pochowane. Po wyjeździe służb, od 8 listopada, wszystko pozostawiono w ogromnym nieładzie i bałaganie – zwraca uwagę wójt gminy Chodów.

Żadna ze służb pracujących na miejscu nie poczuwa się do odpowiedzialności za to, w jaki sposób pozostawione zostały na posesji pojemniki z chemikaliami. Choć prokuratura prowadzi postępowanie karne w sprawie nielegalnego składowiska, to na razie właściciel terenu nie usłyszał żadnych zarzutów.

- Musieliśmy ustalić skład chemiczny znalezionych substancji oraz ustalić, czy zachodzi bezpośrednie niebezpieczeństwo pożaru i wtedy będą podejmowane dalsze kroki, nie wykluczając przedstawienia zarzutów – mówi Aleksandra Marańda, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Koninie.

- Jeżeli chodzi o przedmiot postępowania nie jest to długi czas, biorąc pod uwagę wagę sprawy. Prokuratura nie ma żadnych środków zarówno prawnych, jak i egzekucyjnych, aby te śmieci usunąć z działki – dodaje Marańda.

- Wojewódzki inspektorat nie ma kompetencji, nie ma finansów, nie ma możliwości i nie ma też przepisów prawnych, które pozwoliłyby nam usuwać odpady. W sytuacji, gdzie odpowiedzialny za odpady nie usunie ich, obowiązek usunięcia zastępczego spoczywa na gminie – wyjaśnia Andrzej Sprażyński.