Pani Anna ma 88 lat, leży w szpitalu. Nie może wrócić do domu.

Problem z używkami

Kobieta i jej mąż, 20 lat temu przepisali mieszkanie w Mrągowie córce Zofii. Jednocześnie zameldowali u siebie wnuczka, bratanka pani Zofii.

- Kłopoty zaczęły się od, kiedy mój bratanek wkroczył do naszej rodziny. Wiedzieliśmy, że ma problemy z używkami, z nadużywaniem alkoholu, leczył się w ośrodku Marka Kotańskiego. Nie był w stanie nigdzie podjąć pracy, a jednocześnie chciał żyć na godnym, wysokim poziomie. U babci – opowiada Zofia Wojciechowska.

Od kiedy wnuk zamieszkał z dziadkami, problemy narastały. Pod wpływem alkoholu, dochodziło do aktów przemocy.

- Wybił mojemu ojcu zęby, rozkradł cały jego majątek. Wykorzystywał dobroć mojej mamy. Zabierał jej pieniądze. Wulgarnie zachowywał się, nie miał szacunku – podkreśla pani Zofia.

Kobieta ma dzisiaj problem, żeby wejść do swojego mieszkania.

- Kiedy tylko wchodzę to przypiera mnie do drzwi, uderza mnie głową, ale popycha mnie ramionami, bez używania rąk – relacjonuje pani Zofia.

Skazany wnuk nadal mieszkał z dziadkami

Dziadkowie przez prawie 10 lat ukrywali przemoc domową. Wreszcie zdecydowali się zeznawać w sądzie. Marcin L. został skazany na karę w zawieszeniu.

- Mama nie powiedziała mi, że wnieśli sprawę do sądu. Zapadł wyrok dwóch lat pozbawienia wolności. Został zamieniony na okres próby. Pozostawiono sprawcę z już wiekowymi dorosłymi, z problemami, które narastały – opowiada pani Zofia.

Skazany wnuk, nadal mieszkał z dziadkami. Sytuacja domowa nie poprawiała się. Eskalacja agresji wobec dziadków rosła. Sprawa ponownie znalazła się w sądzie.

- W 2008 roku sąd postanowił zarządzić wykonanie kary, a więc pan Marcin L. miał trafić do zakładu karnego – mówi Olgierd Dąbrowski-Żegalski. I uzasadnia. - Marcin L. nie wywiązywał się z obowiązków nałożonych na niego wyrokiem. W szczególności nadużywał alkoholu, nadal uporczywie dokuczał swoim dziadkom.

Marcin L. trafił do zakładu karnego. W latach 2013-2015 odbył w całości karę.

Upadek i szpital

Kiedy mężczyzna wyszedł na wolność, wrócił do babci. Po śmierci męża pani Anna została w mieszkaniu sama z wnukiem.

- Upadłam w domu. Przyszła siostra przełożona i znalazła mnie leżącą w kuchni – opowiada pani Anna.

Kobieta opowiedziała, jak wyglądała sytuacja, kiedy wnuk wracał pijany do domu.

- Jak wiedziałam, że on przyjdzie „wypity”, to szybko szłam do łóżka. Już jak w łóżku leżałam, to czy było źle, czy dobrze, to już mnie nie ściągał z łóżka – relacjonuje pani Anna.

Kiedy mama pani Zofii trafiła do szpitala, wnuk zamieszkał sam. Mieszkanie zamieniło się w melinę. Z kolei pani Zofia, nadal spotykała się z agresją ze strony bratanka.

- Traktował mamę bardzo źle, wykorzystywał, zabierał jej pieniądze, nadużywał alkoholu. Ta przemoc była związana również z przemocą fizyczną, popychaniem, zmuszaniem mojej mamy do dłuższego przebywania w łóżku – opowiada pani Zofia.

Skargi

Sąsiadka pani Anny też skarży się na nieprzyjemności ze strony Marcina L.

- To było wulgarne wyzywanie. Nie wiem z jakiego powodu. Jest w nim tyle agresji, że próbuje ją wyrzucić – mówi Teresa Badurek, sąsiadka. I wylicza. - Uderzał, pchał, dewastował moje mienie. Ściany są poobijane. On biega, szaleje, wyzywa, rzuca kamieniami. Nie od parady ma pseudonim Siekiera.

Zgłoszenie incydentów organom ścigania kończyło się odmową wszczęcia śledztwa.

Podobnie było w przypadku pani Zofii.

- Zajęłam de facto miejsce mojej mamy w łańcuchu przemocy. 11 marca byłam duszona. W odpowiedzi na wszystkie akty przemocy, za każdym razem je zgłaszam, mam odmowy wszczęcia śledztwa – przekonuje kobieta.

Marcin L. jest trudno uchwytny. Po wielu próbach skontaktowania się z nim, udało nam się porozmawiać telefonicznie.

- Sąsiadka? Jest taka sytuacja, że jedna mnie sądzi, zakłada mi sprawy, a druga jest świadkiem – twierdzi Marcin L.

Sprawy są nieuzasadnione?

- Oczywiście. To, co ona pieprzy głupoty, to jest wszystko umorzone. Nie ma żadnej, k… przemocy – mówi Marcin L.

Co na to prokuratura?

Do mrągowskiej prokuratury wpłynęło kilkadziesiąt spraw związanych z przemocą fizyczną i psychiczną, groźbami karalnymi, naruszeniem nietykalności cielesnej przez Marcina L.

Dlaczego te sprawy, pomimo powtarzalności są umarzane?

- Nie znaleźliśmy dowodów wskazujących na to, że faktycznie doszło do popełnienia czynów, o których zawiadomiła Zofia Wojciechowska – mówi Bogusława Pidsudko-Kaliszuk z Prokuratury Rejonowej w Mrągowie.

A obrażenia?

- Ustalone zostało, że były to obrażenia, które naruszały czynności narządu ciała pokrzywdzonej na okres poniżej siedmiu dni. Nie znaleźliśmy dowodów kategorycznych, świadczących o tym, że tam faktycznie do takich czynów doszło – dodaje Bogusława Pidsudko-Kaliszuk.

Pani Anna boi się wrócić do domu, jej córka nadal spotyka się z agresją, a wnuk, czuje się wciąż bezkarny.

Nie można wymeldować

Pani Zofia wraz z matką od lat starają się o wymeldowanie wnuka z mieszkania. Mimo że sąd nakazał eksmisję, mężczyzna odwołał się od wyroku. Urząd miasta zasłania się przepisami prawa meldunkowego.

- Można wymeldować tego człowieka, jeżeli dobrowolnie opuści miejsce zamieszkania. Zabierze swoje rzeczy, dobrowolnie przeniesie się do innego adresu. A takiego zamiaru nie ma. Mamy związane ręce – twierdzi Tomasz Witkowicz, wiceburmistrz Mrągowa.

- Mieszkanie zamieniło się w melinę, spędzają tam czas osoby, które nawet nie wiem, czym się zajmują. Nie mogę się na to zgodzić – mówi pani Zofia.

- Teraz nie mam gdzie wrócić – przyznaje pani Anna.

Z końcem czerwca sąd rozpatrzy apelację w sprawie eksmisji.

To reportaż, który powstał dzięki Państwu! Zgłoszony został przez oznaczenie wpisu #tematdlauwagi.