Jerzy Stuhr jest przede wszystkim jednym z najznakomitszych polskich aktorów.

- Jest to dla mnie jeden z aktorów monumentalnych. Takich jest kilku i oni stanowią o świecie aktorstwa, w którym żyjemy. Inni wypełniają tło – mówi reżyser Krzysztof Zanussi.

Które role sam Jerzy Stuhr wspomina najlepiej?

- Często nie są to te role, za które dostaje się nagrody. Na przykład rola Hamleta nie była specjalnie udana, ale zapamiętałem ją na całe życie. Lepiej mówię o tym Hamlecie niż go grałem – przyznaje Stuhr i dodaje: To były lata 80. Jak wychodziłem w kostiumie Hamleta na scenę, czułem, że cała widownia siedzi i myśli, „Jak śmiesz wodzireju wkładać szaty Hamleta”. To uwierało.

Choć aktor zwykle jest doceniany i chwalony, przez lata jego działalności, zdarzały się głosy krytyczne.

- Musiałem do nich przywyknąć. Ktoś cię krytykuje i ma prawo. Pozytywne oceny spływają po mnie szybko, natomiast negatywne analizuję, przeżuwam. Czasem jest to już niestety nieodwracalne, jak w filmie. Ale w teatrze zawsze szukam elementu do korekcji – mówi.

Powrót na scenę

Ciężko sobie wyobrazić polskie kino i teatr bez Jerzego Stuhra. Kilka lat temu informacja o wykryciu nowotworu u aktora była ogromnym wstrząsem.

- Nic nie zrobiło na mnie takiego wrażenia, jak jego powrót po chorobie do teatru. Stanął na scenie, publiczność przywitała go płaczem i krzykiem. To była wręcz histeria. Wszyscy od dwóch lat myśleli, że on umrze, na to się zanosiło, bo to był ciężki stan. I nagle zobaczyli go, że gra, klęka, siada. W ogóle mógł nic nie grać. Wszyscy ludzie byli szczęśliwi, że on jest. To było nadzwyczajne – mówi Krystyna Janda.

Twórczość artystyczna Stuhra na dobre wpisała się w polską kulturę, a wygłaszane przez niego kwestie znają na pamięć kolejne pokolenia widzów.

- Jak myślę o Jurku, to czasem myślę, że to wymierający gatunek. Chodzi o tego rodzaju otwartość, życzliwość ludziom. On najpierw wszystko bierze z dobrej strony. Nigdy nie słyszałam, żeby kogoś zniechęcił. Jurek jest człowiekiem, który buduje. Nawet z niczego – mówi Janda.

Pomagać innym

Jerzy Stuhr wolność i satysfakcję odnajduje w pisaniu.

- W tym biegu do wolności nagle się zorientowałem, że to, co napiszę, najbardziej zbliża mnie do wolności. Siada się nad białą kartką papieru. Piszesz: „ona, on”. Jemu każesz kochać ją. A jej nie bardzo. I zaczyna się wielka przygoda. Nie udaje się, to wrzucam kartkę do kosza. Zastanawiam się, czy się nie pomyliłem z drogą życiową?

- Jedną z najważniejszych jego dróg życiowych, którą obierał w dziesiątkach działalności – pisarskiej, filmowej, teatralnej, pedagogicznej, jest sfera działań charytatywnych. Ona jest zupełnie innej rangi – zauważa aktor Maciej Stuhr, syn Jerzego Stuhra.

Aktor od lat zaangażowany jest wraz z żoną w działalność charytatywną. Pomaga chorym onkologicznie i ich rodzinom. Prawdziwego bakcyla do aktywności w fundacji „Unicorn” złapał, po własnej chorobie.

- Jak spędzisz, jakąś cząstkę swojego życia w szpitalach, poznasz, co to jest cierpienie, swoje, innych… Nagle się zorientowałem, że moja praktyczna wiedza współcierpiącego może być ludziom pomocna.

72-letni profesor bez przerwy wyznacza sobie nowe cele i je osiąga. Angażuje się nie tylko w życie zawodowe, ale i społeczne. Ostatnio zabrał głos w sprawie smogu. Zasądzone od Skarbu Państwa odszkodowanie, przekazał na rzecz chorych dzieci.

Z czego Jerzy Stuhr jest najbardziej dumny?

- Z dzieci. Jak patrzę, jak córka wychowuje dzieci. Jak kiedyś spotkał mnie na ulicy Daniel Passent i powiedział: „Ależ pana syn przepięknie poprowadził ten wieczór ”. Jestem z nich dumny.