Anonimowy donos

Inspektorzy Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Zwierząt „Animals” dostali anonimowe zgłoszenie o wycieńczonym i skrajnie wychudzonym koniu w Mikołowie na Śląsku.

- Koń był bardzo chudy, widocznie osłabiony. Właścicielka założyła mu derkę, żeby tego nie było widać. Już na pierwszy rzut oka widać było jednak, że ma wystające kości miednicy oraz żebra - mówi Anita Chromy, inspektor ds. ochrony zwierząt OTOZ „Animals” w Gliwicach.

Koń wyglądał tak źle, że trudno było uwierzyć, że ktoś może go wykorzystywać do zarabiania pieniędzy.

- W nadesłanych do nas filmach widać, że mimo złego stanu zdrowia, jest on stale eksploatowany, ktoś go ujeżdża – dodaje Anita Chromy.

Co na to właścicielka?

- Patryk jest koniem „wrzodowym”. Opiekuję się nim od czterech lat. Jeżeli odstawiłabym mu leki i objawy by nie ustąpiły, na pewno bym zareagowała. Lekarz weterynarii, któremu ufam był już umówiony – tłumaczy właścicielka.

„Koń nie był umierający”

Właścicielka konia to 33-letnia Karolina Braszkiewicz. Od wielu lat prowadzi rekreacyjne jazdy konne. Patryka kupiła cztery lata temu. Kobieta twierdzi, że koń przez większość czasu był w dobrej kondycji.

- To, że on teraz tak wyglądał nie oznacza, że się źle czuł. Jego leczenie trwało sześć tygodni. Wszystko było w porządku – mówi właścicielka Patryka.

Innego zdania jest Bożena Latocha – lekarz weterynarii, która zajęła się koniem, po jego odebraniu.

- Koń jest ekstremalnie chudy. Nie ma prawie w ogóle tkanki tłuszczowej. Ma wszystkie cechy niedożywienia. Mięśnie ma, natomiast są niewykształcone. W takim stanie nie powinien być użytkowany pod siodłem. Zabranie zwierzęcia w tym przypadku jest uzasadnione – mówi Bożena Latocha.

Właścicielka konia tłumaczy wygląd zwierzęcia wyłącznie chorobą wrzodową. Twierdzi, że przez sześć tygodni dawała mu leki, ale postanowiła przerwać leczenie, bo było wyraźnej poprawy.

Czy to ten sam koń?

Osobą, która powiadomiła o fatalnym stanie konia Patryka, jest pani Aleksandra Warwas. Kobieta zna właścicielkę Patryka od kilku lat. Była zszokowana, że ciężko chorego konia wciąż wykorzystuje do pracy.

- Kiedy zobaczyłam Patryka byłam w szoku, że to ten sam koń, którego pamiętam. On ledwo stał. Jak położył się, nie był w stanie wstać – mówi Aleksandra Warwas.

Od chwili odebrania właścicielce, koń Patryk jest cały czas pod kontrolą lekarzy weterynarii. Dostał specjalistyczną dietę, leki, przez kilka dni był pod kroplówką.

- W mojej praktyce nie dopuszczam do tego, żeby koń w takim stanie pracował. Jeśli kuracja nie jest skuteczna trzeba ponawiać konsultacje, badania i szukać rozwiązania. Głodzenie zwierząt jest niedopuszczalne – mówi lek. wet. Bożena Latocha.

Patryk wraca do formy

Sprawą konia Patryka zajmuje się też powiatowy lekarz weterynarii. Właścicielka zwierzęcia nie była w stanie przedstawić urzędnikom żadnych dokumentów świadczących o stałym leczeniu konia, z wyjątkiem zaświadczeń o szczepieniach. Ostatnie miało miejsce dokładnie dzień przed jego odebraniem.

- Szczepienia były w wykonywane w każdym roku z wyjątkiem 2017. Obowiązkiem lekarza przed wykonaniem szczepienia jest przeprowadzenie badania. Żadnego sygnału od lekarza, że koń jest w takim stanie nie otrzymaliśmy. Zgłosimy ten fakt do śląskiej izby lekarsko – weterynaryjnej – mówi lekarz weterynarii Jacek Radka.

Zanim koń Patryk dojdzie do dobrej formy, minie wiele tygodni, może miesięcy.

- Nie jestem sobie w stanie wyobrazić, żeby on miał wrócić do właścicielki. Tu jest naszym oczkiem w głowie, tam nie wiadomo, co go czeka – mówi Jagoda Piecho z OTOZ „Animals” w Gliwicach.

Właścicielka konia zapowiada walkę o zwierzę, które jej zdaniem zostało jej bezprawnie odebrane.

- Koń został mi zabrany całkowicie bezprawnie. Zrobiła się z tej sprawy wielka nagonka na mnie. Będę dochodzić swoich praw w sądzie. Na pewno nie zostawię tak tej sprawy – kończy Karolina Braszkiewicz.

Dodaj komentarz