- U nas jest kult jednostki. Większość ludzi poszłaby za wójtem w ogień – mówią mieszkańcy Żelazkowa.

W 9 tysięcznej gminie od lat najważniejszą osobą jest 60-letni Sylwiusz Jakubowski. W PRL-u był naczelnikiem, później dwukrotnie wójtem. Na czym polega jego fenomen?

- Jako wójt jest dobrym gospodarzem. Robi dużo dla gminy. Odbudował salę, robi drogi i wszystko, co może – przekonują mieszkańcy gminy.

- Za Nowaka [poprzedniego wójta – red.] się czekało. Trzeba było wpisać godzinę, na którą się przyjdzie, a do pana Jakubowskiego wchodzi się i załatwia sprawę od ręki – słyszymy od jednego z mieszkańców Żelazkowa.

„Swój chłop”

Wójt startował w wyborach z hasłem „Swój chłop”.

- Dlatego wyborcy mnie lubią, bo jestem swój chłop. Jestem normalny. Nigdy nie wywyższałem się. Nie nosze wyżej tyłka od głowy – przekonuje Sylwiusz Jakubowski.

- Ludzie do niego przychodzą, stawiają załącznik i wszystko jest załatwione od ręki. Co można przynieść alkoholikowi? Najbardziej lubi żołądkową miętową – wskazuje były radny gminy Żelazków.

Dla części mieszkańców napicie się z wójtem jest powodem do chluby.

- Jest taka mentalność. Każdy za punkt honoru stawiał, żeby się napić z wójtem. Wódka była na porządku dziennym. Mogę to zrozumieć, bo dla tych ludzi była to okazja do wypicia, spotkania się wójtem – mówi Bogdan Muszyński, były zastępca wójta.

- Piłem z wójtem na weselu mojej bratanicy, ale moją żonę po nodze klepał, do dzisiaj ją boli – śmieje się jeden z mieszkańców.

W powszechnej opinii wójt „bardzo” lubi kobiety.

- A który chłop nie jest myśliwym? Wszyscy tu polują na kobiety – słyszymy od jednego z mieszkańców.

- Podchodził obmacywał, całował. Nawet potrafił w usta całować – mówi była pracownica urzędu gminy.

Wójt miał też składać propozycje urzędniczkom.

- Mówił, że jeśli chce pracować, to mam go słuchać i iść z nim do łóżka. On się nie obawia, czy ktoś ma męża, czy nie, idzie na całego. Klepnie po d…, trzeba go słuchać i koniec. Potrafi tak robić w godzinach pracy – mówi była pracownica urzędu gminy.

- Mówi konkretnie, czego chce od danej kobiety. Miałam taką propozycję. Nie chce tego powtarzać, bo dla mnie upokarzające jest to, że to miało miejsce – mówi Agnieszka Dumańska, była kierownik Gminnego Ośrodka Kultury.

„Piję, tak jak wszyscy”

Sam wójt twierdzi, że problemu z alkoholem nie ma.

- Zachowuję się i spożywałem alkohol, tak jak wszyscy – zapewnia.

Bywa, że sprawy kończą się w sądzie.

- Tu należałoby zadać sobie pytanie, czy wójt gminy Żelazków Sylwiusz Jakubowski ma jakieś zarzuty? Może Sylwiusz Jakubowski ma, ale trzeba się spytać Sylwiusza Jakubowskiego z Kolonii Skaryszewo – stwierdza wójt.

Ostatnie zarzuty postawione wójtowi przez prokuratora dotyczą gróźb karalnych, fizycznego i psychicznego znęcania się nad rodziną, a także znieważenia funkcjonariuszy państwowych.

- Nie jest tak. Dostałem nakaz opuszczenia mieszkania, a to coś zupełnie innego. Dostałem go, bo jestem w konflikcie z żoną – twierdzi Jakubowski.

A jak wójt tłumaczy niebieską kartę, świadczącą o przemocy w rodzinie?

- Jakiej przemocy? Mówimy o przemocy psychicznej? To znaczy, że ja mam prać koszule? Do pralki je trudno wrzucić? I tak prasuje sam, codziennie koszule. Żona mi nigdy w życiu nie wyprasowała. A ja jeszcze prasuje jej rzeczy – mówi i zapewnia: Nigdy w życiu nie podniosłem ręki na żonę.

Rozgłos na cały kraj

Retorykę Sylwiusza Jakubowskiego, że dobry jest wójt, a rozrabia Sylwiusz przejęli mieszkańcy stojący za nim murem.

- Jest znany w całej Polsce. Choć to nie jest normalne, trochę przegina jak wypije, ale dla gminy to bardzo dobry człowiek – słyszymy.

Wójt zapewnia, że nigdy nie pije w pracy.

- Jest jedna święta zasada, której będę przestrzegał do końca. Nie wolno wsiąść za kierownicę pod wpływem alkoholu i nie wolno być w pracy pod wpływem alkoholu.

Jednak w 2017 roku wójt Żelazkowa został skazany za udzielenie ślubu pod wpływem alkoholu. Samorządowiec miał w organizmie przynajmniej 2,4 promila alkoholu.
Praca z wójtem

Agnieszka Dumańska, była kierownik Gminnego Ośrodka Kultury opowiada o codziennym stresie urzędników, którzy pracowali z wójtem.

- Nigdy nie wiedzieliśmy, co zastaniemy w pracy. Jaki humorek, czy wójt będzie pod wpływem, czy będzie niedopity i będzie krzyczał.

- Chowałem teczki osobowe, żeby nie zwalniał ludzi. On na drugi dzień już o tym nie pamiętał. Dochodziło do sytuacji kuriozalnych. Na przykład, kiedy wysyłał pracownika po alkohol. Albo kazał sobie śniadanie przygotować. Innym razem miał złamaną nogę i kazał pracownicy masować – mówi Bogdan Muszyński.

Innym razem wójt miał pojawić się pistoletem.

- Z okazji święta samorządowca, wszyscy pracownicy zeszli na salę posiedzeń. Tam wójt wygłosił dwa zdania. Właściwie powiedział, że rządzi. Po czym wyciągnął pistolet, strzelił w górę i powiedział:

„Skończyłem. Można się rozejść” – mówi były pracownik urzędu gminy.

- Chodził z korkowcem. To nie była broń palna. Potrafił strzelić do urzędnika, niby dla żartów. Kuriozalny żart, ale można to przyjąć w tych kategoriach – mówi Muszyński i dodaje: Chodził też w pomalowanej twarzy, widziałem jego postępujący alkoholizm. Zdawałem sobie sprawę, że on z tego nie wyjdzie.

„Nie jest mi wstyd”

W sieci nie brakuje filmów z udziałem wójta.

- Nie jest mi wstyd, bo jeżeli ktoś nie rozumie, że można być wesołym, przebrać się w koszulkę Barcelony, która jest moją miłością… Grałem 16 lat w piłkę, w tym trzy lata zawodowo, to nie znaczy, że ktoś jest pod wpływem alkoholu, tylko się dobrze bawi – mówi wójt nawiązując do filmu, na którym widać, jak wszedł na scenę podczas koncertu zespołu Pectus.

Wójt przyznaje, że już wcześniej wchodził na scenę podczas koncertów.

- Trzy lata temu, kiedy występował Lady Pank śpiewałem z nimi „Sen o Warszawie”, z De Mono śpiewałem „Statki na niebie”. Z Margaret również śpiewałem, z Pawłem Kukizem też śpiewałem. Śpiewam, bo lubię.

Ostatnio wójt znowu trafił do izby wytrzeźwień i dostał zarzuty, tym razem naruszenia nietykalności funkcjonariusza. W sądzie spraw jest bez liku.