Tamara Arciuch i Bartłomiej Kasprzykowski są ze sobą blisko prywatnie i zawodowo. Można ich zobaczyć razem nie tylko na scenie, ale też w filmikach, które publikują w internecie. Wspólnie nagrywają też podcasty dla Onetu.

- Mamy mało przestrzeni osobnych. Nie cierpimy z tego powodu. Często ludzie nas pytają, jak możemy, tak wytrzymać, ciągle razem. Pewnie, że czasami się kłócimy, jesteśmy normalnym związkiem. Ale jednocześnie nienormalnym. Jak Bartek w zeszłym roku kręcił film i nie było go miesiąc, bo był w Trójmieście, to musiałam od nowa nauczyć się życia bez niego. Przyszło mi to z trudem – przyznaje Tamara Arciuch.

- Aktor i aktorka w związku to jest trudne życie. Ciężko pewne rzeczy dogadać, pogodzić. Ale wydaje mi się, że to jest para, która daje sobie z tym znakomicie radę – mówi aktor Marian Dziędziel.

„Nacałowali się”

Arciuch i Kasprzykowski mają dwoje dzieci, Tamara ma także dorosłego syna z pierwszego małżeństwa. Początki ich związku nie były łatwe, bo tworzył się w tajemnicy. Musieli ukrywać się przed fotoreporterami, bo gdy zaczęto ich łączyć, obydwoje formalnie byli jeszcze w poprzednich związkach. A zaczęło się 12 lat temu, gdy zagrali razem w serialu „Halo Hans!”, a zaraz potem w „Teraz albo nigdy”.

- Szybko się zorientowałam, że to coś więcej niż przyjaźń – śmieje się dziś Arciuch.

- Mogę jak pan Zagłoba powiedzieć: „Jam to, nie chwaląc się sprawił”. Prosiłem, że jak będą sceny pocałunków, a w każdym odcinku była przynajmniej jedna to, żeby się naprawdę całowali. Więc oni się nacałowali. Myśmy kręcili to 13 tygodni. Nagle zauważyłem jak Tamara wyciera coś Bartkowi na twarzy i zobaczyłem, że nie jest to koleżeński gest. Pomyślałem, że tam coś zaiskrzyło. Że coś się pomiędzy nimi dzieje. Okazało się, że byłem chyba jedną z ostatnich osób, która to zauważyła – mówi reżyser Wojciech Adamczyk.

„Niania”

Tamara Arciuch ukończyła krakowską szkołę teatralną. Tam też zaczynała pracę w teatrze, a następnie przeniosła się na Wybrzeże. Wcześnie zadebiutowała na ekranie - w „Tygrysach Europy” i „Młodych Wilkach”. Zagrała pannę młodą w głośnym filmie „Wesele” Wojciecha Smarzowskiego, a popularność ugruntowała rolą Karoliny w serialu „Niania”.

- „Niania” była niesamowitą przygodą, ale dopiero po latach jestem z tego dumna. Mam tendencję do umniejszania. Cały czas mam wrażenie, że muszę się kształcić. Muszę cały czas coś robić. Chodzę na lekcje śpiewu i pojawił się taniec – mówi Arciuch.

Wszechstronność

Bartłomiej Kasprzykowski pochodzi ze Szczecina, ukończył wrocławską szkołę teatralną, a przez lata grał w Teatrze im. Słowackiego w Krakowie. Potem brał udział w prywatnych produkcjach. Za grę w spektaklu „Kamienie w kieszeniach” otrzymał Grand Prix na festiwalach w Szczecinie i Bielsku-Białej. Znany jest głównie z licznych ról serialowych: między innymi w „Magdzie M.”, „Halo Hans”, „Przyjaciółkach”, „Ranczu” czy „Wszyscy kochają Romana”. Talent aktorski przydawał mu się już w dzieciństwie.

- Byłem dość pulchnym dzieckiem. To powodowało, że często spadały na mnie dokuczliwości. Teraz z perspektywy czasu widzę, że nie byłem grubaskiem. Ale na tamte czasy wystarczyło to, żeby mnie trochę popychać, wygłupiać się. Wtedy pomagała mi umiejętność rozśmieszania ludzi. Potrafiłem też opowiadać historie wyssane z palca. Zjednywało mi kolegów i koleżanki, choć głównie koleżanki – mówi Kasprzykowski.

- Bardzo podziwiam Barta za wszechstronność. Że jest aktorem, który potrafi zagrać wszystko. Jest utalentowany. Jak popatrzymy na przekrój jego ról, każda jest inna i każda jest żywa. W każdej płynie krew. Ma niesamowity talent komediowy – chwali aktorka Magdalena Stużyńska.

Kasprzykowski deklaruje: Ja bym z tego zawodu kompletnie zrezygnował i mógłbym już nic więcej w tym zawodzie nie robić, gdyby Tamara była właściwie wyzyskana w kinie np. dostała kontrakt w Hollywood to bym wszystko rzucił. Jest mega talentem i mega niewykorzystanym talentem.

Tamara i Bartek zaczęli już pracę nad następnym spektaklem, ale przez najbliższe miesiące będą wraz z kolegami objeżdżać całą Polskę ze spektaklem parodiującym programy telewizyjne.