Choć niedawno skończył 55 lat w kuchni przepracował już ponad 40.

- Nie mam studiów. Jak skończyłem szkołę, miałem 13 lat. To było gimnazjum. Nie lubiłem szkoły. Mam mało samodyscypliny. Ale kiedy zdecydowałem, że chcę iść do szkoły gastronomicznej, już nie miałem wyboru, musiałem mieć dobre wyniki - wspomina Michel Moran.

Przygodę z zawodowym gotowaniem zaczynał jako podkuchenny. W Paryżu.

- Francja to jest kraj, gdzie się urodziłem, wychowałem i wykształciłem, ale moje prawdziwe pochodzenie - korzenie i krew to jest Hiszpania. Chodzi o ojca i matkę. Nie mam francuskiej rodziny. Ale mam obywatelstwa francuskie i hiszpańskie – mówi Moran.

MasterChef

Powszechna popularność i sława Michela Morana w Polsce zaczęła się wraz z pierwszą edycją MasterChefa. To było osiem lat temu. Widzowie pokochali go od razu, a i on złapał telewizyjnego bakcyla. Jednak nie byłoby tego sukcesu, gdyby nie jego osobowość.

- Michel jest jedną z tych nielicznych osób, która tak samo zachowuje się prywatnie, jak i przed kamerą. Nikogo nie udaje – mówi Jacek Cygan, przyjaciel Michela i pisarz.

- Żartowniś. Ciągle wszystkich wkręca, mnie też. Ale w sekundzie potrafi zacząć bardzo głęboką rozmowę na temat najważniejszych rzeczy na świecie. Wartości, wydarzeń. Jest oczytany, wie, jest w nurcie. I wszystko to robi po polsku. Nie chodzi o końcówki i odmiany, ale o to, co mówi i jak mówi – podkreśla Ewa Drzyzga, dziennikarka TVN.

- Michel jest obrażalski. Potrafi się też strasznie wkurzyć. Nie radzę nikomu wejść Michelowi w drogę. Potrafi się popłakać, bo się wzruszył. Potrafił mi kiedyś rzucić wszystkim i powiedzieć, że ma to wszystko gdzieś. I on tego programu nie będzie robił – opowiada Ewa Leja, producentka telewizyjna.

Kucharz i restaurator Mateusz Gessler wskazuje na charyzmę Michela.

- Żeby tyle lat pracować jako szef kuchni, to trzeba mieć charyzmę. To jest człowiek, który ma wystarczająco dużo asertywności, żeby zrobić coś po swojemu, a w świecie restauratorów nie jest to łatwe.

Przyszłość

Własna restauracja to marzenie każdego kucharza. Michel Moran zrealizował ten cel w Polsce. Bistro de Paris było jego drugim domem. Już nim nie jest, bo Michel sprzedał swoją restaurację, tuż przed wybuchem epidemii koronawirusa.

- Spędziłem w niej 16 lat. Mam bardzo dobre wspomnienia. Poznałem gwiazdy, aktorów, prezydentów czy biskupów z Watykanu. Mocno wzbogaciłem się o wiedzę. Jest moment w życiu, kiedy potrzebuje się czegoś nowego. Ja taki jestem, to mój charakter. Nie chcę powiedzieć, że wciąż potrzebuję nowych rzeczy, ale po 16 latach wpadłem w rutynę, czasami brakowało mi już chęci czy pomysłu – przyznaje.

Teraz Michel ma wreszcie dużo czasu dla rodziny, a jest ona duża. Swoją obecną, drugą, żonę poznał 20 lat temu. Dla niej przyjechał do Polski, choć nie znał naszego języka. Pani Halina unika publicznych wystąpień. O Michelu zdecydował się nam opowiedzieć jego pierworodny syn Andrea. Ojca i syna łączy wielka przyjaźń i miłość.

- Przekazał mi motto: rób co lubisz, a wszystko będzie dobrze. Żeby nie myśleć o byciu bogatym, o pieniądzach, tylko robić, co się kocha, a dalej wszystko będzie super. Tak robię i to działa.

Jakie są teraz plany Michela Morana?

- Muszę wrócić do kuchni. Nie ma innej opcji. To będzie mała restauracyjka, nie chcę otwierać restauracji dla wielkich zarobków, tylko, żeby mieć frajdę i adrenalinę. Robić to, co umiem i kocham – kwituje.

Dodaj komentarz