Martyna Wojciechowska związana jest z dziennikarzem i podróżnikiem Przemkiem Kossakowskim.

- Robił tematy, które mnie interesowały. Niektórych mu nawet zazdrościłam, że chciałabym tam pojechać. Nie ukrywam, że mnie interesował. Kiedy przeczytałam z nim wywiad i dowiedziałam się, że mieszka w chacie na Podlasiu i uwielbia proste życie, doszłam do wniosku, że chyba mamy ze sobą coś wspólnego – wspomina Martyna.

- Miks męskiej siły i wrażliwości, to był ten miks, który był mi potrzebny – przyznaje.

- Nie było na to scenariusza, potoczyło się bardzo szybko i instynktownie – uzupełnia Kossakowski.

Para jest razem od ponad dwóch lat, jednak dopiero teraz opowiedzieli o początkach swojego związku. Na jedną z randek Przemek zaprosił Martynę do skromnej chaty na Podlasiu.

- Jakby wziął mnie na randkę, do jakiegoś eleganckiego hotelu albo restauracji, to by przepadł – śmieje się dziś Martyna.

- Mamy bardzo dużo autonomii w tym związku. Dużo swoich rzeczy i nie wtrącamy się sobie wzajemnie, myślę, że też to wyważenie właściwych proporcji, dzięki, temu jesteśmy szczęśliwi - mówi Kossakowski.

Skoki ze spadochronem

Martyna wciąż podróżuje po świecie i opowiada wzruszające historie kobiet. W przerwach między wyjazdami realizuje też swoją nową pasję.

- Zawsze chciałam to zrobić, ale ciągle coś stało na przeszkodzie. W końcu powiedziałam koniec wymówek, pojechałam na lotnisko i zdecydowałam, że chcę skakać ze spadochronem. Zrealizowałam moje wielkie marzenie. Skończyłam kurs spadochronowy i skaczę, latam.

Martyna skokami zaraziła córkę. Marysia na razie trenuje w tunelu aerodynamicznym. Startuje już nawet z sukcesami w zawodach.

- Przyjeżdżanie do tunelu stało się rytuałem. Obserwuję jej postępy, potem wchodzę i próbuję latać. Mania się śmieje, mi nic nie wychodzi. To dobrze działa na naszą relację. Dobrze jest jak rodzice potrafią się przyznać, że czegoś nie potrafią. Że dziecko robi coś znacznie lepiej. To jest taki element budowania więzi – mówi Martyna.

Fundacja UNAWEZA Martyny Wojciechowskiej

Od pół roku życie prywatne i zawodowe Martyny przeplata się jeszcze mocniej.

- Wyjeżdżaliśmy z danego miejsca i już siedząc na lotnisku zadawaliśmy sobie pytania: „Jak to? To ma być koniec tej historii?”. Nie chciałam, żeby moja praca ograniczała się tylko do tego, że opowiadam historie, że porusza to serca, że wszyscy sobie popłaczemy, a za pięć minut o tym zapomnimy. Chciałam czuć, że na coś mam wpływ. Powstała fundacja i nareszcie czuję, że możemy zmieniać świat – mówi Martyna Wojciechowska.

Karolina z Meksyku to jedna z bohaterek programu Kobieta na krańcu świata. Żeby utrzymać siebie i dziecko, musi kilkanaście godzin dziennie pracować na wysypisku i wybierać ze śmieci cokolwiek, co można sprzedać. To jej historia ostatecznie zaważyła na decyzji o założeniu fundacji.

- Wtedy ta myśl o fundacji wróciła do mnie ze zdwojoną siłą. Zdałam sobie sprawę, że wystarczyłoby, żeby Karolina dostała stypendium, żeby mogła się uczyć, zamiast pracować. Edukacja pozwoliłaby jej zdobyć inną pracę. To pozwoliłoby zapewnić jej i jej synkowi inną przyszłość. Dzięki temu to kolejne pokolenie nie musiałoby być wciągnięte w ten potworny łańcuch uzależnienia od wysypiska śmieci, gdzie pracuje się przez całą dobę w warunkach urągających ludzkiej godności – mówi Wojciechowska.

Na wysypisku, zamiast chodzić do szkoły, pracują też dzieci, najmłodsze mają niespełna trzy lata, do nich także została skierowana pomoc fundacji.

- Chciałam ci przekazać pewną wiadomość. Zebraliśmy pieniądze na cały rok edukacji dla ciebie i twojego synka. Mamy też 20 wyprawek dla dzieciaków. To książki, zeszyty, przybory szkolne i stroje sportowe – mówiła Martyna w wideorozmowie z Karoliną.

- Gdy czynisz dobro, ono powraca. Jestem taka szczęśliwa. Rób to, co robisz dalej, by kobiety z całego świata mogły zmieniać swoje życie – odpowiedziała Karolina.

Albinosi w Tanzanii

- Martyna spotyka się z ludźmi, którzy przechodzą prawdziwe dramaty i ona ich nie zostawia. Ona to przeżywa, jest w kontakcie z tymi ludźmi, tymi kobietami. Ta cała fundacyjna działalność Martyny jest pewnego rodzaju odpowiedzią. Jakimś rodzajem rozmasowania psychicznego. Moim zdaniem ona nie zawsze sobie z takim obciążeniem daje radę – mówi Kossakowski.

Fundacja Martyny nazywa się UNAWEZA. Nazwę zainspirowała Kabula, dotknięta albinizmem, adoptowana córka Martyny Wojciechowskiej. Od niej Martyna usłyszała to słowo z języka suahili.

- "Unaweza" to znaczy "możesz" – wyjaśnia Kabula.

W Tanzanii poluje się na osoby z albinizmem, bo według wierzeń z części ich ciał produkuje się magiczne eliksiry i amulety. Dlatego ze względów bezpieczeństwa, umieszcza się je w zamkniętych, przeludnionych ośrodkach.

- Będąc teraz w Tanzanii pojechałam do ośrodka i poznałam Kabulę. Ośrodka, gdzie za wysokim murem, za drutem kolczastym, zamknięte są dzieci, które cierpią na albinizm. Dzieci, które zostały tam pozostawione, porzucone przez swoich rodziców – zwraca uwagę Martyna.

Dochodzi tam do dramatycznych scen, kiedy rodzice oddają swoje dzieci tylko dlatego, że cierpią na albinizm.

- Od pięciu lat nie zmieniło się absolutnie nic. Dzieci nie mają podstawowej opieki medycznej, nie mają porządnych łóżek do spania. Nie mają porządnego jedzenia. Po prostu siedzą na ziemi i grzebią patykiem w piasku i to jest wszystko, co robią. To jest tak przygnębiające, że dopiero wtedy człowiek zdaje sobie sprawę, jak wiele nasze pieniądze mogą tam zmienić – przekonuje Martyna.

Na razie nie ma alternatywy na lepsze miejsce dla tamtejszych dzieci z albinizmem. Nadzieją jest dla nich nowy, prawdziwy dom, którego budowę doglądała ostatnio Martyna. Budowę prowadzi Stowarzyszenie Misji Afrykańskich, ze wsparciem fundacji Martyny „UNAWEZA”.

Wciąż jednak brakuje pieniędzy.

- To ma być dom otwartych drzwi. Dla wszystkich niezależnie od koloru skóry, plemienia i wyznawanej religii. To ma być miejsce łączące i dające atmosferę rodzinności. Mamy wsparcie, które do nas płynie i na nie też dalej liczymy. Mam nadzieję, że Kabula będzie mogła tutaj za parę miesięcy mieszkać - mówi ks. Janusz Machota.

- Wiem, że ten dom powstanie i będzie przepiękny i będzie służył dzieciakom, które będą w nim bezpieczne. Będą się mogły uczyć i rozwijać. A wiecie skąd ja to wiem? Bo wiem, że mogę liczyć na waszą pomoc. Pamiętajcie, że to jest nasze wspólne dzieło – mówi Wojciechowska.

- Ten ośrodek jest bardzo ważny, bo to będzie dom dla mnie i dla wielu innych osób. Będziemy bardziej sobą, będziemy bezpieczni i nauczymy się tu innych rzeczy niż w szkole. Prawdziwego życia. Potrzebujemy pomocy ludzi w budowie domu – apeluje Kabula.

Adoptowana córka Martyny rok temu odwiedziła Polskę, niedługo znów przyjeżdża, ale planuje zostać w Tanzanii. Kabula dostała tu szansę na nowe życie i edukację, chce być prawniczką i stawać w obronie osób z albinizmem.

Teraz jest czas, żeby otoczyć pomocą inne dzieci, które potrzebują wsparcia.

- Za każdym razem, kiedy przyjeżdżam do Afryki, widzę jak niesamowicie szybko zmienia się ten kontynent. Jak niesamowicie szybko zmienia się Tanzania. To, co zmienia się niestety dużo wolniej, to jest mentalność. Dalej mamy uprzedzenia i zabobony. Jest jeszcze naprawdę bardzo dużo pracy do wykonania, żeby osoby z albinizmem mogły czuć się tam zupełnie bezpiecznie i mogły czuć się częścią społeczeństwa – kwituje Martyna Wojciechowska.

Jak wesprzeć fundację „UNAWEZA”? Informacje znajdziecie TUTAJ.

Zachęcamy też do oglądania kolejnych programów 12. sezonu programu Kobieta na krańcu świata.