Dom podporządkowany pracy

Jerzy Bończak urodził się w miasteczku Bieżuń. Jako dziecko przeprowadził się wraz z rodzicami do Warszawy.

- Pochodzę ze środowiska, które nie miało nic wspólnego z jakimikolwiek sztukami artystycznymi. Mój ojciec był ogrodnikiem. Z takiego środowiska wszedłem w kompletnie nowy dla siebie świat. Chłonąłem go całym sobą, słuchałem tego, co wpajają nam profesorowie – wspomina.

Na ostatnim roku studiów Bożena Dykiel i Jerzy Bończak zagrali w spektaklu dyplomowym „Król Mięsopust”.

- To był spektakl, który wymagał od nas niezwykłej energii na scenie. Po każdym spektaklu Bończak chudł 2 kilogramy. To, co on tam wyczyniał, to głowa mała – wspomina Bożena Dykiel.

Wczesne lata kariery aktora to czas całkowitego oddania się pracy.

- Nasz dom był podporządkowany pod pracę taty. Będąc dzieckiem odczuwałem jego wielki brak, bo go po prostu z nami nie było. Dużo pracował, późno wracał i tak się mijaliśmy. Porozumienie między nami pojawiło się dopiero, jak zacząłem dorastać. Wcześniej nie byłem dla niego partnerem – opowiada Piotr Bończak.

- Żona przejęła trudny obowiązek wychowywania dzieci. Zwolniła mnie z tego. Nie odczuwałem tego, że brakuje mnie w domu. Taki jestem, taki zawód uprawiam, już tego nie zmienię - szczerze wyznaje i dodaje: Aktorstwo to dla mnie najważniejsza rzecz w życiu. Poświęcam temu najwięcej czasu. Rodzina może mieć o to słuszne pretensje. Praca w teatrze mnie napędza, dzięki temu żyję.

W czasie największej zawodowej aktywności w życiu Jerzego Bończaka pojawił się problem alkoholowy.

- Mieliśmy na tyle mądrą mamę, że problem alkoholowy taty nas nie dotknął. Kompletnie tego nie odczuliśmy – dodaje Anna Bończak, córka.

- Kończąc 50 lat, na imprezie urodzinowej zrobiłem sobie drinka i postanowiłem, że to będzie ostatni drink w moim życiu. Nie do końca się to udało, bo po drodze miałem dwie, trzy wpadki, ale one już definitywnie zakończyły ten rozdział mojego życia – wyznaje aktor.

Niezapomniane role

Jerzy Bończak stworzył wspaniałe kreacje w takich serialach jak „Kariera Nikodema Dyzmy”, „Dom” czy „Alternatywy 4”. Aktor dalej jest aktywny zawodowo, także jako reżyser teatralny.

- To jest człowiek torpeda, on się nigdy nie męczy. Mam wrażenie, że tata w ogóle nie godzi się ze swoim wiekiem. Stawiam, że czuje się na 35 lat i tak też się zachowuje – śmieje się córka aktora.

Aktor ma bardzo napięty kalendarz, bierze udział w wielu projektach.

- Jerzy jest cały czas w doskonałej formie. Jest szybki, błyskotliwy. Ma wdzięk i poczucie humoru – mówi Paweł Wilczak, aktor.

- To człowiek z ogromnym poczuciem humoru, energią, dystansem – dodaje Wilczak.

Ostatnio mogliśmy zobaczyć Bończaka na kinowym ekranie w filmie „Pan T.”, gdzie zagrał Bolesława Bieruta.

Jerzego Bończaka można zobaczyć też na deskach teatrów całej Polski. Obecnie gra w spektaklu „Ucho Prezesa” gdzie wciela się w prokuratora Stanisława. 29 lutego w Tatrze Kamienica premierę będzie miała sztuka „Upiór w kuchni” z udziałem aktora.