Katarzyna Bonda, nim została pisarką, miała w życiu zupełnie inne plany.

- Chciałam zostać pianistką. Od piątego roku życia grałam na fortepianie. I tak do końca liceum. Kochałam to bardzo i byłam przekonana, że będę wirtuozem, pianistką i będę koncertowała – wspomina.

Czemu plany się zmieniły?

- Przeszkadzała mi publiczność. Nie potrzebowałam się popisywać, ja po prostu chciałam tylko grać – przywołuje Bonda. I dodaje: - Moja pani profesor powiedziała mi jedno zdanie: „Kasiu, ale jest wiele pięknych dziedzin sztuki np. fotografia”. Byłam wściekła. Nie byłam zrozpaczona, to był gniew. Pamiętam, że poszłam do amfiteatru w Hajnówce. Usiadłam na szczycie i wyłam jak zwierzę z wściekłości. Wtedy postanowiłam sobie, że więcej nie usiądę do pianina.

Katarzyna Bonda słowa dotrzymała.

- Nigdy nie zagrałam. Postanowiłam wtedy, że wyjadę, będę dziennikarką i będę miała życie pełne przygód. To było tak, jakby otworzyć okno i wpuścić nowe powietrze do życia. I dziennikarstwo było substytutem – uważa.

Okazało się, że pisanie i granie ma jednak dużo wspólnego.

- Jak siadam do komputera, do klawiatury, to czuję dokładnie to samo, co wtedy. Nie pracuję w dźwiękach, ale słowa też mają melodię, zdania maja rytm. Moje marzenie spełniło się. Pisząc książkę, jestem w mojej jaskini, w moim gabinecie. Siedzę i nic mi nie przeszkadza, nikt mi nie patrzy na ręce. Potrafię pisać po kilkanaście godzin i zapominam o ciele, dokładnie tak samo jak wtedy, podczas grania - porównuje.

Kryminały

Serią kryminałów „Żywioły Saszy”, opowiadającej o policyjnej profilerce, zdobyła popularność i sławę wśród fanów powieści kryminalnych. Bonda, zanim rozpoczęła karierę pisarki, przez wiele lat była dziennikarką prasową. Zajmowała się głównie tematami kryminalnymi i sądowymi.

- Wielki szacunek dla Kasi, bo nie tworzy fikcji. To, co pisze, musi się zgadzać na przykład z różnymi badaniami kryminalistycznymi, czyli to nie jest naciąganie i zniekształcanie rzeczywistości. To mi się bardzo u niej podoba – przyznaje Bogdan Lach, psycholog śledczy, kryminolog.

Podczas pisania dla Katarzyny Bondy ważne są rytuały.

- Jak piszę, palę świeczki i różne inne rzeczy, różne drewienka itd. To łączy się z moimi przesądami. Pisząc, palę też papierosy. Chodzi o dym. Dym łączy dwa światy, zawsze powtarzała mi to mama, np. w cerkwi pali się świece, chodzi o dym, który łączy żywych i martwych. Wynika to z mojej tradycji, kultury. Ale to nie jest religijne, to jest szamańskie - wyjaśnia.

Podlasie

Katarzyna Bonda wychowała się w Hajnówce, w prawosławnej rodzinie. Maturę zdała w liceum z językiem białoruskim. Choć już ponad 20 lat nie mieszka na Podlasiu, nadal jest bardzo związana z tym regionem. Są tu pochowani jej przodkowie i rodzice.

- Babcia miała na imię Nina i po niej imię nosi moje dziecko. Mój tata miał na imię Aleksander, wszyscy mówili na niego Sasza, stąd Sasza Załuska. Załuska to jest panieńskie nazwisko mojej mamy – wyjaśnia. I dodaje: - Jestem dumna z obojga moich rodziców, są wspaniali. Mówię o nich w czasie teraźniejszym, nadal mają wpływ na moje życie. Przez to też, że pamiętam, że na mnie patrzą, to wiem też, że należy się godnie zachowywać.

Chude lata i popularność

Katarzyna Bonda sprzedała ponad 2,5 mln swoich powieści. Od niemal dekady żyje tylko z pisania kryminałów. Nie unika mediów, ale chroni swoją prywatność np. nie pokazuje się publicznie ze swoją nastoletnią córką. Zanim stała się gwiazdą i popularną pisarką, musiała przezwyciężyć trudności i ciężko pracować na sukces.

- Miałam siedem chudych lat. Byłam w nędzy. To nawet nie była bieda, bo jak się nie ma na zapłacenie za prąd, to jest nędza – wspomina pisarka. I dodaje: - Dzisiaj myślę, że to był rodzaj testu – wówczas los pytał: „Czy chcesz to robić? Ile jesteś w stanie poświęcić?”. Stąd też mój wybór samotnego macierzyństwa, bycia samemu. Stąd też wybór, że ograniczyłam całkowicie moje potrzeby, a jestem maksymalistką, bo uwielbiam piękne przedmioty i luksus. Natomiast w tamtym czasie było to dla mnie tak ważne, że byłam w stanie cały świat materialny poświęcić i to zrobiłam. Wyprzedałam wszystkie meble i wstawiłam do komisu. Nie ruszałam tylko pokoju dziecka, dzięki temu mogłam zapłacić dwie raty kredytu.

- Proszę mi uwierzyć, że to było jedno z najbardziej magicznych wydarzeń w moim życiu, tak jakby zdjąć bagaż, zabrać ciężar, tak jakbym zrzucała skórę i zaczynała nowe życie – zaznacza pisarka.

Przeciwności potrafią dać pozytywny impuls.

- Najpiękniejsze momenty w moim życiu były wtedy, jak przeżywałam kryzys. Wówczas człowiek się przeistacza, zrzuca starą skórę i zaczyna nowe życie. Czym jest szczęście? Są krótkie chwile, kiedy człowiek jest szczęśliwy, a poza tym to jest życie – kwituje Katarzyna Bonda.

Tylko w tym roku ukazały się trzy nowe powieści królowej polskiego kryminału. Nieoficjalnie wiemy, że to nie koniec, że Katarzyna Bonda i jej wydawca szykują niespodziankę.

Dodaj komentarz