Muzyka od dzieciństwa była pasją Moniki Kuszyńskiej. Wychowywała się z młodszą siostrą w Łodzi i już w szkole podstawowej śpiewała w zespołach wokalnych i chórach. Ukończyła studia na kierunku muzykoterapia, a w wieku 20 lat spełnieniem jej artystycznych marzeń była kariera wokalistki w zespole Varius Manx.

Wypadek

Sześć lat współpracy Moniki Kuszyńskiej z zespołem Varius Manx przerwał wypadek samochodowy, który doprowadził do paraliżu dolnej części ciała artystki.

- Oczywiście byłam załamana, zdruzgotana tym, co się stało. Nie mogłam znieść tego, że przyszłość była piękna, ale już jej nie będzie. Znalazłam jednak energię w sobie, żeby dążyć do poprawy tej sytuacji, nie zanurzyłam się w tej rozpaczy. To mnie uratowało. Dużo ludzi miało w tym swój udział. Osoby, które pojawiały się w szpitalach, w centrach rehabilitacji, takie, które też miały podobne przejścia – mówi Kuszyńska.

Po wypadku Monika Kuszyńska na cztery lata przeprowadziła się do Bielska-Białej, gdzie przechodziła intensywną rehabilitację. Tam też wokalistka Beata Bednarz namówiła sparaliżowaną artystkę do powrotu do śpiewania i trzy lata po wypadku Monika powróciła na scenę.

To zauważyli inni artyści, którzy chcieli współpracować z wokalistką.

- Monika przyjechała na sesję bardzo przygotowana. Piosenka była napisana specjalnie dla niej, jeśli chodzi o tonację, charakter jej głosu i ekspresji muzycznej. Sama praca była wielką przyjemnością. W tym wszystkim widać jej charakter, siłę woli, hart ducha, który pozwala nam wszystkim patrzeć na Monikę jak na anioła, który cieszy się życiem – mówi Tomasz Szczepanik, wokalista zespołu Pectus.

"Znalazła szczęście"

Jedyną osobą ze starego składu zespołu Varius Manx, która wciąż jest obecna w życiu artystki jest saksofonista Jakub Raczyński.

- W tym całym nieszczęściu Monika znalazła swoje szczęście w postaci Kuby Raczyńskiego. Nie widziałem bardziej szczęśliwych ludzi. Monika napełnia człowieka optymizmem i radością – mówi wokalista Ryszard Rynkowski.

- Przez kilka lat byliśmy z Moniką tylko znajomymi z zespołu. Dopiero po wypadku jak ją odwiedziłem to coś między nami zaiskrzyło. Czy to była miłość od pierwszego wejrzenia? Zawsze mi się podobała, ale to jest oczywiste, bo to piękna kobieta. Natomiast miłość to był pewien proces, który trwał i jest to chyba silna miłość – przyznaje Raczyński.

Kuszyńska wielokrotnie udowadniała, że jest silną kobietą.

- Przeszła bardzo dużo i twardo stoi na nogach, chociaż siedzi na wózku. Jest konsekwentna. Jest mistrzem dyplomacji. Sytuacja, w której się znalazła nie jest łatwa, ale daje sobie z nią radę i nie ma do nikogo pretensji. Chociaż wiadomo, że jest w niej to wszystko. Cieszymy się każdym dniem – mówi mąż artystki.

- Ona tryska optymizmem. Tryska ciepłem i radością. Odważyła się pojechać na Eurowizję i dała piękny przykład innym, że nawet pokrzywdzony przez los człowiek nie powinien tracić nadziei – mówi Rynkowski.

"Przełamuje tabu"

Za wizerunek Moniki Kuszyńskiej i stroje artystki odpowiada jej młodsza siostra, która jest projektantką mody.

- Ona przełamuje tabu. Osoba na wózku może być atrakcyjną, piękną, świetnie ubraną i zadbaną kobietą. Zapomina się o tej otoczce, widzimy fajną dziewczynę, która daje fajny przykład – mówi Marta Kuszyńska.

Wokalistka angażuje się na rzecz osób niepełnosprawnych - ostatnio opowiadała o swoim macierzyństwie innym niepełnosprawnym kobietom.

- To dziwne jest, ale ja nigdy o niej nie myślę, jako o osobie niepełnosprawnej. Dlatego, że ona wróciła do życia, radości życia. Jest zawsze w pięknym makijażu, zgrabna, w szpileczkach. Na tym wózku wygląda jak królowa na tronie, a nie jak osoba z niepełnosprawnością – mówi aktorka Anna Dymna.

Po siedmiu latach od ostatniej płyty Moniki Kuszyńskiej artystka zapowiada kolejny album, który ma się ukazać w dzień jej 40-tych urodzin. Na razie możemy słuchać jej najnowszej piosenki „Nie ma rady na miłość”, która została nominowana do koncertu premier tegorocznego festiwalu w Opolu.