W 2004 roku z igrzysk olimpijskich w Atenach wyjechała z trzema medalami, w tym z najważniejszym „złotem”.

- Widziałem jak bardzo pragnęła zdobyć kolejne wielkie laury i odnieść ponownie sukces. Ale, to jest przykład, że nie zawsze w życiu sportowca jest tak kolorowo. Nieraz są sytuacje dramatyczne, osobiste – mówi Tomasz Zimoch, komentator sportowy.

Rok później doszło do tragedii. Otylia miała wypadek jadąc z młodszym bratem Szymonem do rodziców.

- Byliśmy cudownym rodzeństwem, rodzeństwem, które wspierało się od najmłodszych lat. Urodziny to był czas, który zawsze staraliśmy się spędzać razem, jeżeli była taka możliwość – wspomina pływaczka.

Otylia nie pamięta samego wypadku.

- Pamiętam rzeczy, które się wydarzyły później. Pamiętam jak zostałam wyciągnięta z samochodu, jak krzyczałam, gdzie jest mój brat. To zostanie na zawsze w moim sercu.

- Byłam pierwsza u Otylii w szpitalu. Była połamana, zakrwawiona, nieszczęśliwa, bezradna, zrozpaczona. Była świadoma tego, co się stało, zapytała: „Czy oni mi kiedykolwiek wybaczą” - mówi Beata Mieńkowska, psycholog sportu.

- Szymon powiedział: „Kocham cię siostra, bez względu na wszystko” – wspomina ostatnią chwilę z bratem.

Po kilku miesiącach od tragedii Otylia wróciła do pływania, na kolejnych igrzyskach w Pekinie była o krok od medalu, zajęła 4. miejsce.

- Każdy z nas chciałby cofnąć jedną minutę. I ja też chciałabym ją cofnąć. Ale czasu nie cofniemy. W takiej sytuacji trzeba iść dalej. Basen był dla mnie lekarstwem. To było też wyznaczenie kolejnego celu. Jeśli spotyka cię coś niespodziewanego w życiu, musisz sobie wyznaczyć kolejne cele. Nie zatrzymywać się w miejscu – zaznacza Otylia.

Życie po tragedii

W 2006 roku Otylia Jędrzejczak zagrała w wideoklipie do utworu Varius Manx, zatytułowanego "Tyle siły mam".

- Zespół Varius Manx zgłosił się do mnie w momencie, kiedy Monika [Kuszyńska, wokalistka zespołu – red.] także uległa wypadkowi. Kiedy dostałam tę propozycję, zgodziłam się. Chciałyśmy pokazać, że z każdej sytuacji można wyjść.

- Pisząc te słowa jeszcze nie miałam pojęcia, co to znaczy trauma. Dopiero za chwilę miałam się tego dowiedzieć. Otylia już to wiedziała. Myślę, że czuła te słowa. Myślę, że dobrze potrafiła wcielić się w rolę – mówi Monika Kuszyńska.

Otylia zakończyła karierę w 2014 roku. Postanowiła podzielić się swoją historią w szczerej autobiografii.

- Zawsze pisałam, nie lubiłam mówić o ciężkich sprawach. Bardzo często rozwiązywałam problemy w sposób pisany. Wole wyrzucać z siebie emocje na kartkę. Tak też robiłam po wypadku, wyrzucając wszystko w książce.

- Znamy się dużo lat, ale na gruncie sportowym. W podobnych momentach przeżywałyśmy porażki i sukcesy. Widać, że ta książka była potrzebna Otylii, żeby zakończyć pewien etap życia i rozliczyć się z nim – mówi Monika Pyrek, lekkoatletka.

Młodość

Otylia Jędrzejczak wychowała się w Rudzie Śląskiej.

- Miałam sześć lat jak rodzice zapisali mnie na gimnastykę, pływanie, szermierkę i taniec. Z gimnastyki wywalili mnie po pierwszych zajęciach. Byłam wysoka i usłyszałam, że ze mnie gimnastyczki nie będzie. Z szermierki zrezygnowałam sama, bo musiałam biegać. Nigdy nie przepadałam za bieganiem. Z tańca zrezygnowałam i tak zostało pływanie.

Czas spędzony na Śląsku wspomina jako wyjątkowy.

- Miałam sześć lat jak nauczyłam się pływać, siedem jak zaczęłam trenować, dziesięć jak zaczęłam dojeżdżać do Pałacu Młodzieży w Katowicach. Codziennie wstawałam o godz. 5, wędrowałam na przystanek przy głównej ulicy i jechałam do Katowic - wspomina pływaczka.

W Pałacu Młodzieży w Katowicach Otylia zaczęła na dobre pływać, to tam szlifowała swój talent.

Rodzina

Otylia miała plan, skończyła studia w Soczi, założyła fundację, dzięki której promuje naukę pływania u najmłodszych. Na jej zawodach startuje blisko 1000 dzieciaków.

- Moje medale, moje osiągnięcia to jest pewien etap mojego życia, który w dalszym ciągu jest przekładany. Dobrze, ktoś mógłby powiedzieć, że zdobyła medale ponad 10 lat temu i nikt już o tym nie pamięta. Na moje zawody przyjeżdża 900 zawodników, którzy w większości znają mnie z Youtube. Oni nie widzieli moich startów. Ale przychodzą, są szczęśliwi, że mają szansę się ze mną spotkać, mają szansę usłyszeć coś motywującego – mówi Jędrzejczak.

Otylia jest dziś szczęśliwą mamą 2,5-letniej Marceliny i czteromiesięcznego Grzesia. Jej wybrankiem i ojcem dzieci jest Paweł Przybyła, były koszykarz i trener.

- Po skończeniu kariery sportowej zawsze chciałam być mamą. Kocham dzieci. Być mamą to duży obowiązek, jest to zobowiązanie nadania drogi. Moi rodzice nadawali mi drogę i uważam, że była to droga, która doprowadziła mnie do wspaniałego miejsca.

- Czuję się z Otylią super. Mamy wspaniałe, zdrowe i uśmiechnięte dzieci. Nie chcemy nic zmieniać, chcemy, żeby było tak jak jest w tym momencie – mówi Paweł Przybyła.