DD 5987851 Grzegorz Sztuczny

– Czy najlepsi, najbardziej skuteczni dziennikarze, to ci, którym prokuratura stawia zarzuty? – zastanawia się Monika Szymborska, producent programu „Uwaga!”.

Grzegorz Kuczek, reporter „Uwagi!” realizował reportaż, który miał pokazać, jak łatwo można w Polsce kupić fałszywe dokumenty. Stosując prowokację dziennikarską, nabył dowód osobisty, wydany na nazwisko – Grzegorz Sztuczny. Posługując się tym dokumentem wynajął mieszkanie, wypożyczył samochód, sprzęt narciarski, narzędzia budowlane oraz płyty CD. Potem udał się do Banku Gospodarki Żywnościowej SA w Warszawie, aby założyć konto. Zdziwił się, ponieważ okazało się to bardzo proste. Nie wzbudził czujności urzędniczki nawet fakt, że system komputerowy poinformował ją, iż dowód osobisty jest zastrzeżony oraz posiada nieprawidłowy PESEL. Urzędniczka nie wezwała ani ochrony banku, ani policji. Kilka dni później reporter zjawił się ponownie w banku i oficjalnie poinformował o przeprowadzonej prowokacji. Ku swojemu zaskoczeniu prokuratura oraz policja potraktowała go wtedy jak przestępcę i skierowała przeciwko niemu akt oskarżenia. Reporterowi zrobiono policyjne zdjęcie, pobrano odciski palców. Czy będzie to koniec stosowania prowokacji, tak bardzo potrzebnej, w dziennikarstwie śledczym? – Dla nas takie postępowanie prokuratury to próba duszenia i sondowania, na ile można kontrolować media – mówi Edward Miszczak, dyrektor programowy TVN. Zdaniem prof. Piotra Kruszyńskiego z zakładu prawa karnego UW działania prokuratury miały niezwykle szybki, jak na polskie warunki, przebieg. – Jestem zdumiony takim postępowaniem prokuratury. W działaniu dziennikarza nie można się doszukać cech przestępstwa, a wszystko było filmowane. Działania organów prawa wobec prawdziwych, groźnych przestępców nie zawsze są tak skuteczne. – W jednym z naszych ostatnich reportaży pokazaliśmy mordercę, który bez problemów, wielokrotnie, przekraczał granicę Polski, nie zatrzymywany przez policję. Jemu nie zdjęto odcisków palców, a przygotowany przez policję list gończy zawierał wiele błędów – mówi Monika Szymborska.

podziel się:

Pozostałe wiadomości