Sylwia Urbańska mieszka z mężem i trójką dzieci w niewielkiej miejscowości pod Wolsztynem. Jej rodzina, od kilku miesięcy, ma być prześladowana przez jednego z sąsiadów.

Ataki

- Wracałam ze sklepu, przy bramie czekał człowiek, zostałam zaatakowana od tyłu i oblana substancją chemiczną po twarzy. Jak mnie psiknął okręciłam się do niego i zobaczyłam, że chowa do kieszeni strzykawkę. Zaczęło mnie to tak piec, że nie mogłam oddychać, nie mogłam nabrać powietrza. Leciałam szybko do domu, żeby to zmywać. Wyglądało to tak, jakby za chwilę miałaby odkleić mi się skóra – mówi pani Sylwia.

Urbańscy sugerują, że ten sam mężczyzna mógł stać też za rozwieszeniem w okolicy plakatów ze zdjęciem Piotra Urbańskiego.

- To były tysiące plakatów, byłem na nich opisany, jako pedofil. Wstyd mi było wyjść i spojrzeć ludziom w twarz.

- Celem ataku stał się też nasz samochód. Cały został opryskany substancją do ściągania lakieru. Wżarło się to nawet w światła. Wszystko jest zniszczone. Zgłosiłam to na policję, ale nikt nie został ukarany. Nie wykryto sprawcy – mówi pani Sylwia.

Celem ataków stał się również dom państwa Urbańskich. Okna budynku są regularnie polewane cuchnącą substancją.

- Innym razem, jak bardzo padało chciał zalać nam dom. Rzucał kamieniami w dach. Jakbyśmy przespali to i nie usłyszeli huku, to mielibyśmy zalany dom – mówi Urbańska.

Niedawno, na swojej posesji, małżeństwo dokonało zdumiewającego odkrycia. W dziecięcej zabawce znaleźli urządzenie do podsłuchu z kartą SIM w środku.

- Martwię się o życie i zdrowie rodziny. Przesiaduje do 3-, 4 rano na schodach z dobermanem, bo próbuję złapać osobę, która pryska nam okna – mówi Urbański.

Z relacji pani Sylwii wynika, że sąsiad mówi publicznie o swoich czynach.

- Ludzie przychodzą, mówią mi, że chwali się pod sklepem, że nie skończy dopóki mój mąż się nie powiesi, albo dopóki nie stanie się krzywda mojej rodzinie.

Inne ofiary

Choć niebezpiecznych zdarzeń ma być wiele, a każde z nich zgłaszane jest policji, to jedyny zarzut, jaki usłyszał wskazywany przez Urbańskich mężczyzna związany jest z kierowaniem wobec pani Sylwii gróźb karalnych.

- Nie jestem jedyną jego ofiarą. Jest dużo więcej ludzi. Można powiedzieć, że minimum pół wsi – mówi Urbańska.

Mieszkańcy, z którymi rozmawialiśmy nie chcą pokazywać swoich twarzy.

- Boimy się zemsty. Spalenia domu, samochodu, bo takie były groźby. On wybija szyby w oknach, sąsiadom zabił trzy psy – słyszymy.

„Policja nie robi z tym nic”

Sprawą konfliktu sąsiedzkiego w Ciosańcu zajmowaliśmy się w ubiegłym tygodniu w Uwadze po Uwadze! w telewizji TTV. W trakcie przygotowywania planu programu wydarzyło się jednak coś zupełnie niespodziewanego. Samochód jednej z naszych rozmówczyń oblany został silnie cuchnącą substancją.

- Moje auto zostało polane substancją do odstraszania dzików. Zrobił to ten sam człowiek, który oblał moją szwagierkę. Zwyczajnie chce mi się płakać. Mam grożone, że jak będę dalej do nich jeździła to spalą mi auto i dom. Zaczęło się od śmierdzącego płynu, ale nie wiem, na czym skończą. Mieszkam sama z dwójka dzięki i mam dosyć. Policja nie robi z tym nic – mówi Agnieszka Nowaczyk.

Człowiekiem, który ma zagrażać innym jest 44-letni mieszkaniec wsi. Pomimo naszego zaproszenia do udziału w programie nie pojawił się na planie, by odpowiedzieć na zarzuty sąsiadów.