- Kupiłem ten dom osiem lat temu i oglądam go tylko przez płot. Nie mam nawet klucza! – mówi Andrzej Wrzesień. Z reporterem UWAGI! rozmawia stojąc przed, zamkniętą na kłódkę, bramą. Wrzesień jest biznesmenem, zajmuje się sprowadzaniem z zagranicy silników samochodowych i ich sprzedażą. Kiedy dowiedział się, że komornik wystawił na licytację nieruchomość, postanowił ją kupić i urządzić tu warsztat samochodowy. - Tu miały być magazyny silników, z tyłu magazyn. O! A tutaj byłyby montowane silniki. Na górze domu jest kilka pomieszczeń, gdzie chciałem zamieszkać. Planowałem się z tym miejscem związać, może nawet na resztę życia – opowiada Wrzesień. Sprawy przybrały jednak zupełnie inny obrót. Po tym, jak Andrzej Wrzesień wygrał licytację w sądzie i wpłacił pieniądze, nieruchomość nie stawała się jego własnością. Pat trwał kilka lat. Wszystko, dlatego że poprzedni właściciel nieruchomości skutecznie odwoływał się do kolejnych sądów. Kiedy wreszcie, po trzech latach, sąd powiadomił pana Andrzeja, że decyzja o kupnie nieruchomości uprawomocniła się – Wrzesień był przekonany, że to koniec wieloletniej walki o dom, za który zapłacił. - Spodziewałem się, że dostanę klucze i będę tam gospodarzem. Pojechałem do sądu, żeby się ujawnić w księdze wieczystej, jako właściciel. Po kilku tygodniach dostałem pismo, że nie można mnie wpisać w księdze wieczystej, ponieważ są tam już wpisani nowi właściciele! – relacjonuje Wrzesień. To wtedy okazało się, że krótko przed licytacją dłużnicy sprzedali dom swojemu synowi. Ten, z kolei, przez trzy lata skutecznie odwoływał się od decyzji komornika o licytacji posesji. W tym czasie sprzedał nieruchomość kolejnym osobom. Kolejne lata zajęło panu Andrzejowi wyjaśnianie, kto jest właścicielem nieruchomości. Ostatecznie sąd stwierdził, że pan Andrzej nie tylko nim nie jest, ale też nie dostanie wpłaconych pieniędzy, które przez osiem lat znajdowały się w sądowym depozycie. - Pan sędzia zawiadomił mnie, że wystosował pismo do komornika zalecające mu rozdysponowanie tych pieniędzy na rzecz wierzycieli. Spłaciłem czyjeś długi! Poruszamy się w oparach absurdu. To jakaś groteska! –nie kryje irytacji Wrzesień. Sąd tłumaczy, że państwo J. kupili nieruchomość, bo w księdze wieczystej nie było śladu po długu i odbytej licytacji.

- Dlaczego sąd uznał, że pieniądze mają trafić do komornika, a nie wrócić do pana Września? – dopytuje reporter UWAGI!

- Nie ma przepisów, które wskazywałyby, aby ta kwota została zwrócona nabywcy nieruchomości – mówi Katarzyna Kisiel, rzeczniczka ds. cywilnych w Sądzie Okręgowym w Warszawie.  Dodaje jednak, że pieniądze, jakie wpłacił Wrzesień, są wciąż w depozycie sądowym.

- Czy jest szansa, że ten człowiek odzyska pieniądze?

- Trwają czynności wyjaśniające – odpowiada rzeczniczka.

Sprawę usiłowaliśmy wyjaśnić w Warszawskiej Izbie Komorniczej. – Komornik zrobił wszystko, co do niego należało, by licytacja mogła się odbyć ze wszystkimi konsekwencjami i ze wszystkimi przepisami, które stanowią, że ta licytacja została uznana za ważną – mówi Andrzej Kulągowski, rzecznik Izby Komorniczej w Warszawie.

Jak to się stało, że właściciel mógł ponownie sprzedać mieszkanie? – dopytujemy.

- To jest bardzo dobre pytanie, ale nie potrafię na nie odpowiedzieć – odpowiada Kulągowski.

Przed warszawskim sądem toczy się proces karny przeciwko synowi dłużników, który już po licytacji sprzedał nieruchomość. Komornik twierdził przed sądem, że w księdze wieczystej była wzmianka o prowadzonej przez niego egzekucji, a po licytacji już nie interesował się zapisami w tym dokumencie. Usiłowaliśmy rozmawiać z synem właścicieli, ale ten powtarzał tylko jak mantrę, że „nie ma nic do powiedzenia” w tej sprawie.

Według prawnika Jacka Dubois pan Andrzej ma prawo domagać się odszkodowania zarówno, od nieuczciwego dłużnika, a także komornika i sądu. – To smutne, że w XXI wieku, w praworządnym kraju, mają miejsce tak kuriozalne sytuacje – mówi Andrzej Wrzesień.

Dodaj komentarz