Siedmioro dzieci

Państwo Jankowscy są małżeństwem od czternastu lat. Mają siedmioro dzieci. Dwie córki i pięciu synów. Pandemia spowodowała, że wszystkie dzieci musiały zacząć uczyć się zdalnie. Problem w tym, że w domu brakuje nie tylko miejsca do nauki, ale przede wszystkim sprzętu.

- Dostaliśmy ze szkoły laptop. To jedyny komputer na ich szóstkę, co powoduje, że dzieci uczą się na raty – mówi Wiola Jankowska, matka siedmiorga dzieci.

Dzielenie się laptopem, przy tak licznym rodzeństwie bywa niewykonalne.

- Najwięcej uczę się w nocy, jak młodsze rodzeństwo pójdzie spać. Siadam wtedy w kuchni i odrabiam – opowiada Tomasz Jankowski, tegoroczny ósmoklasista.

Zamojskie anioły

Zamojskie Anioły to nieformalna grupa wolontariuszy, wspierająca ludzi w potrzebie. Jednym z aniołów został pan Ireneusz Dybziński, który za darmo naprawia stare komputery i przekazuje je dzieciom. Mężczyzna jeszcze dwa miesiące temu był na skraju bankructwa.

- Pandemia mocno zachwiała moją firmą. Obroty spadły prawie o sto procent, co było mocno odczuwalne, ale nie chciałem się poddać. Trzeba brnąć do przodu, mimo niepowodzeń – opowiada.

- Napisaliśmy w internecie post z apelem do ludzi, którzy mają zepsuty komputer, żeby go dostarczyć do Irka, który je zreanimuje – wyjaśnia Jadwiga Hereta, wolontariuszka grupy Zamojskie Anioły.

Zapotrzebowanie na komputery jest wciąż ogromne, dlatego Zamojskie Anioły przejechały łącznie pięć tysięcy kilometrów, pomagając dzieciom z małych miast i wsi. Na ich trasie znalazła się także rodzina Jankowskich.

- Bardzo się cieszę. Chcę, żeby moje dzieci nie zaniedbały kwestii edukacji i coś z tego życia mieli więcej niż ja - mówi Wiola Jankowska.

Informacja o tym, że pan Ireneusz za darmo składa laptopy i komputery odbiła się echem w całej Polsce. Mężczyzna zapowiedział, że zamierza pomagać do końca trwania pandemii.

- Do dziś udało się złożyć 601 komputerów, które zostały przekazane potrzebującym dzieciom. Będę to robił, dopóki starczy mi sił – kończy Ireneusz Dybziński.

Dodaj komentarz