Kostiumy do roli Marysi przygotowała dla niego żona Hanna, w której aktor pozostaje zakochany od niemal 60 lat. Początek znajomości i pierwsze oczarowanie, wciąż wspomina z ogromnym entuzjazmem. W Hannie zachwyciła go uroda. - Nieprzeciętna uroda!  - podkreśla aktor, który zdjęcie żony, z czasów młodości, wciąż nosi w portfelu. Wojciech i Hanna chodzili razem do liceum. Pani Pokora nie wspomina jednak tamtego czasu z takim entuzjazmem, jak małżonek. - Ja go nie znosiłam! Nie byłam w stanie sobie nawet wyobrazić, że coś bliższego mogłoby mnie łączyć z tym obrzydliwym, zarozumiałym chłopakiem – opowiada.  Para pobrała się na studiach aktorskich. – Nasze matki uważały, że to małżeństwo nie ma żadnych szans – wspomina Hanna Pokora. Początki były trudne. – Mieszkaliśmy trochę u rodziców żony, trochę o moich – mówi Wojciech Pokora. Hanna przerwała studia, gdy urodziła się pierwsza córka, Magdalena. Dziesięć lat później na świat przyszła Ania. Żona aktora pracowała w telewizji i wychowywała dzieci. Wojciech Pokora intensywnie pracował: grał w Teatrze Dramatycznym i kabarecie. Wtedy przyszła propozycja roli, która przyniosła mu ogromną popularność: Marysi w filmie „Poszukiwany, poszukiwana”. – Zgodziłem się na tę rolę pod przymusem. Zmusiła mnie żona! Nie mówiąc o reżyserze, scenografie, operatorze, którzy mnie nachodzili, mówili: „Wojtek, tylko ty, tylko ty” – mówi dziś Pokora. A pani Hanna wspomina, że była zmuszona ubrać męża do tej roli, bo wszystko, co przygotowywała specjalistka od kostiumów, „to było nie to”. – No, więc powiedziałam: „Czekaj, zobaczymy, co ja tutaj mam w szafie, może zdołam cię jakoś przebrać”. I tak się stało – wspomina. Który element stroju kobiecego najbardziej denerwował Pokorę? – Każdy! Nienawidziłem tego – odpowiada bez namysłu aktor. Ale przyznaje: - Zdobyłem wtedy ogromną popularność, co bardzo ułatwiło mi życie. Nie musiałem stać w kolejkach po benzynę, czy kawałek szynki, bo od razu słyszałem: „Idzie Marysia! Prosimy!”.

Wojciech Pokora urodził się 81 lat temu na warszawskim Grochowie w rodzinie robotniczej. Po wojnie rodzice zdecydowali, że będzie kontynuował rodzinną tradycję. - Szykowano mnie do zawodu inżyniera. Skończyłem technikum budowy silników samolotowych. Podobnie jak prawie wszyscy dostałem trzyletni nakaz pracy do fabryki samochodów osobowych – opowiada aktor. W FSO poznał Jerzego Turka. O tym, że obaj zostali aktorami, zadecydował kompletny przypadek. – Był nabór do szkół oficerskich, co łączyło się z dobrym wykształceniem, samochodem, mieszkaniem. Frapujące! Usiedliśmy z Turkiem i mówię: „ Słuchaj, albo zostaniemy oficerami. Albo nie wiem” – wspomina Pokora. Ostatecznie obaj wybrali amatorskie kółko teatralne, które powstało przy fabryce samochodów w Żeraniu. Tam poznali aktorów Teatru Powszechnego. – Oni nam powiedzieli: „Idźcie do szkoły teatralnej! Z was lepsi będą aktorzy, niż oficerowie” – opowiada Pokora, który wciąż gra w wielu spektaklach. Na koncie ma ponad 100 ról teatralnych. W styczniu będzie go można zobaczyć w sztuce „Trzeba zabić starszą panią”. – Lubię uprawiać ten zawód, ale głównie kocham, szanuję, cenię scenę, teatr! Prawdziwy, żywy teatr! Nie ma większej przyjemności i radości, niż bycie na scenie – mówi Wojciech Pokora.

W życiu najważniejsza jest jednak dla niego rodzina. Mówi o sobie: „domator”. Ma trzy wnuczki i wnuka. Kocha psy, a latem uwielbia spędzać czas na podwarszawskiej działce, gdzie razem z żoną zbudowali maleńki domek. W przyszłym roku państwo Pokora będą obchodzić 60 lecie małżeństwa. - Nie wiem, czy to jest miłość? Czy tak należy to nazwać? Jest to takie przywiązanie, taka tęsknota jednego za drugim, która narasta z latami. Idę do teatru i już myślę, co moja żona przygotuje jak wrócę, jaka będzie kolacja. I tęsknię za nią. Przychodzę do domu, a ona mówi: „Boże, jak długo cię nie było” – opowiada Wojciech Pokora.

 

 

Jeśli chcielibyście nas zainteresować tematem - czekamy na Wasze zgłoszenia. Wystarczy w mediach społecznościowych otagować swój wpis (z publicznymi ustawieniami) #tematdlauwagi. Monitorujemy sieć pod katem Waszych alertów.