Patricia Kazadi jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych i charyzmatycznych prezenterek.

- Jakie ona ma geny! Jest wszechstronne utalentowana. Świętnie sobie radzi z prowadzeniem programów, ale też świetnie śpiewa – chwali Kayah.

- Jest skromna, zawsze uśmiechnięta i niezwykle ciepła – mówi Ewa Chodakowska.

- Dla mnie jest to uosobienie kobiecości – dodaje Dorota Wellman.

Patricia w show-biznesie pracuje już 20 lat. Ale ciągłe bycie w centrum uwagi paradoksalnie doprowadziło do tego, że Patricia jakiś czas temu wycofała się ze świata mediów.

- Tak naprawdę zaczęło się to na planie X-Factor. Czułam, że nie dam rady i było mi bardzo ciężko. Przychodziłam na plan i zanim zaczęliśmy make up, to przez godzinę płakałam, że jestem nieszczęśliwa i nie mam siły spełniać oczekiwań innych ludzi – wspomina Patricia.

Prezenterka przyznaje, że w szczycie popularności przestała dobrze czuć się na „ściankach”.

- Wywiady bardzo mnie stresowały, a potem bardzo mnie stresowało, co się pisało po tych wywiadach, czy działo. Byłam po prostu sama. Moja rodzina, która była dla mnie ogromnym wsparciem, nie znała się na branży, nie wiedziała, co przeżywam, nie rozumiała tego do końca. Jak nie jest się w tym, to ciężko to zrozumieć - tłumaczy.

Patricia swą egzotyczną urodę zawdzięcza kongijskiemu pochodzeniu. Już od najmłodszych lat pojawiała się w mediach. Karierę telewizyjną zaczęła zaledwie w wieku 14 lat. Rodzina zawsze była dla niej ważna, ale - jak mówi - najważniejszą osobą w jej życiu była, jest i będzie babcia Kazimiera.

Poczucie wartości

Wiele osób podkreśla, że Patricia jest piękną kobietą. Jest u szczytu kariery. Jak więc to możliwe, że zaczęła kwestionować swoją wartość?

- Wydaje mi się, że wyniosłam to z domu. Był rygor, był bardzo surowy styl wychowywania, brakowało może ciepła. I to, że moi rodzice chcieli, żebym robiła coś innego. Wszystkie moje poczynania zawodowe były bardzo krytykowane i nieodbierane w sposób pozytywny – wspomina.

Jak mówi Patricia, od dziecka zmaga się z body shaming’iem.

- To było naturalne u nas w domu, że komentuje się wygląd zewnętrzny drugiej osoby, w bardzo bezpośredni, często nieprzyjemny sposób. To był początek. Później mierzyłam się z tym, jako tancerka. Pojawiły się teksty: „Rusz się gruba świnio”. A w żadnym wypadku nie byłam gruba, bo byłam wtedy mega wysportowana, trenowałam akrobatykę. W okresie modelingu cały czas słyszałam, że mam puciatą buźkę i to też wpływało na moje poczucie wartości. Ale miałam duży dystans, pod względem takim, że sama o sobie też bardzo źle myślałam. Nie bolały mnie te teksty dotyczące wyglądu, bo zgadzałam się z większością z nich – mówi.

Patricia postanowiła zrobić użytek z własnych, często przykrych doświadczeń. Stworzyła cykl podcastów na Instagramie, w których walczy właśnie z body shaming’iem. Inspiruje innych do zmiany, akceptacji i pokochania siebie i swojego ciała.

- Można nazwać Patricię aktywistką, bo wiele sytuacji życiowych przerabia później na akcje, na tłumaczenie ludziom, co jest fajne, a co nie jest fajne – mówi Kayah.

Wygląd nie powinien mieć znaczenia, ale w show-biznesie nawet najmniejszy szczegół może być szeroko komentowany. Bycie pod ciągłą oceną, wieloletnia presja, brak oparcia i ogrom hejtu doprowadziły Patricie do załamania nerwowego i depresji.

- Zawsze bardzo źle znosiłam hejt. Zawsze chciałam, żeby wszyscy byli zadowoleni, żeby się wszystkim podobało i wszyscy mnie lubili – mówi Patricia.

Kiedyś Patricia przyznała otwarcie, że myślała o samobójstwie.

- Byłam nieszczęśliwa, nie chciało mi się żyć. Nie czułam już powodu, żeby żyć – przyznaje.

- Patricia ma czarną, twardą pupę. Cudowną, ale też jak widać po ostatnich wydarzeniach, gdzieś tam w środku jest bardzo miękka i bardzo ją zabolało, to co ludzie mówili o zmianie w jej wyglądzie – wskazuje Dorota Wellman.

Patricia wygrała jednak ze swoimi słabościami. Nagrała płytę w rytmie r’n’b i ogłasza wielki powrót. Dziś czuje się o wiele silniejsza.

- Hejterzy nie kontrolują już mojego życia. To jest taka zmiana, że to jest szok. To jest mega przemiana, bo oni dalej są. Jestem przekonana, że jak gdzieś pójdę, to w komentarzach jest dyskoteka hejtu. Ale to mnie już w ogóle nie dotyka – tłumaczy.

- Muszę przyznać, że z podziwem patrzę, jak bardzo urosła w siłę, jak bardzo świadoma jest tego, kim dzisiaj jest i czego chce od życia. Jak bardzo jest w tym odważna, jak bardzo jest też otwarta. Jak wspaniale inspiruje osoby, do porzucenia jakiś kanonów piękna, bardzo często nierealnych, a tak mocno funkcjonujących w naszym świecie – mówi Ewa Chodakowska.

- Jestem teraz w najbardziej spokojnym momencie życia. Czuję, że sama decyduję o tym, jak wygląda mój dzień. Decyduję o tym, jak jest dużo pracy. Jestem na pewno dużo bardziej asertywna, może też mniej miła, dlatego, że nie daję sobie dmuchać w kaszę – kwituje.