„To był cios”

Decyzja sądu, który w trybie nagłym zdecydował o odebraniu wnuków pani Mirosławy, była dla niej szokiem.

- Zadzwoniła do mnie, żebym przyszła, bo jej dzieci odbierają. To był cios, jak nagła śmierć kogoś bliskiego. Niejedna matka się tak dziećmi nie zajmuje, jak Mirka tymi wnukami – uważa pani Ewa, sąsiadka kobiety.

- Dzieciaki miały z nią spokój, szczęśliwy dom. Mieli babcię, która o nich dbała, były tu szczęśliwe – dodaje Mariola Basta, kolejna sąsiadka pani Mirosławy.

Dzieci po odebraniu pieczy dziadkom zostały umieszczone w zawodowej rodzinie zastępczej. Teraz dziadkowie mogą widywać wnuki raz w tygodniu przez godzinę, w ośrodku pieczy zastępczej.

- Jak wchodzę do mieszkania, staram się nawet nie patrzeć w stronę pokoju dzieci, żeby nie uświadamiać sobie, że jest pusty. Zdarza się, że wyciągam ich czyste ubrania, piorę je i wieszam, bo tak zawsze było. Zastanawiam się wtedy, po co to robię, skoro dzieci nie ma – wyznaje pani Mirosława.

- Nie zabraliśmy dzieci ani mamie, ani babci. Wskazaliśmy miejsce do bezpiecznego pobytu tych dzieci. Miejsce, które będzie gwarantować perspektywę prawidłowego rozwoju – tłumaczy Arkadiusz Andrzejewski, dyrektor Ośrodka Rodzinnej Pieczy Zastępczej w Rybniku.

Tymczasowa decyzja

W obliczu sytuacji z rodzicami dzieci, dwa lata temu dziadkowie doraźnie dostali status rodziny zastępczej. Od tej pory byli oceniani i obserwowani przez koordynatora pieczy i kuratora sądowego. W opinii koordynatora napisano, że dziadkowie nie rozumieją tego, że dzieci potrzebują emocjonalnie stabilnej sytuacji. Przede wszystkim dziadkowie mieli nie uregulować kontaktów dzieci z ich mamą. Kobieta przychodziła kiedy chciała. Jest uzależniona od narkotyków, wszczyna awantury.

- Zabranialiśmy jej tu przychodzić, ale zdarzało się, że przychodziła w nocy. Uderzała w ścianę, w drzwi. Jak się dzieci budziły, to jej otwierałam – przyznaje pani Mirosława. I dodaje: - Urzędnicy mówili mi, że jak przyjdzie Justyna i nie będzie chciała opuścić mieszkania, to mam dzwonić na policję, żeby dzieci nie słyszały, że się kłócimy. Robiłam tak. Czasem policjanci mówili jej, że ma wyjść, a czasem, że może tu przebywać, bo nie ma jeszcze odebranych praw rodzicielskich.

Specjalista od lat pracujący z rodzinami osób uzależnionych potwierdza, że dla dobra dzieci należało przerwać wizyty matki, ale dziadkowie nie mieli na to szans bez odpowiedniego wsparcia.

- Proces wychodzenia z walki z uzależnieniem jest bardzo długi. Niezbędne jest w nim wsparcie psychologów, psychoterapeutów specjalizujących się w terapii uzależnień – mówi Paweł Maczyński, przewodniczący Polskiej Federacji Pracowników Socjalnych i Pomocy Społecznej.

Poza kwestią wizyt matki, koordynator ocenił, że dziadkowie starają się jak najlepiej opiekować wnukami, jest pomiędzy nimi silna wieź emocjonalna i współpracują z wszystkimi instytucjami. Niestety, wykazują małe zrozumienie dla emocji i potrzeb dzieci. Nie rozmawiają z nimi, traktują przedmiotowo, nie wsłuchują się w ich potrzeby, a ich metody wychowawcze są nieprawidłowe. Ponadto dzieci robią, co chcą, nie stawia się im żadnych wymagań. Dziadkowie mają niskie kompetencje wychowawcze.

- W tym domu były co najmniej raz w miesiącu wizyty urzędnika, były rozmowy, ale nie było zmian. Staraliśmy się tłumaczyć jak budować prawidłowo relację mamy z dzieckiem, jak prawidłowo opiekować się dzieckiem i jakimi metodami wychowawczymi, ale oni tego nie stosowali – podkreśla Arkadiusz Andrzejewski, dyrektor Ośrodka Rodzinnej Pieczy Zastępczej w Rybniku.

- W uzasadnieniu pisano, że mąż na zbyt dużo pozwala dzieciom. Wnuki kocha się ponad wszystko, dziadek, chcąc dać dzieciom radość, godził się na wiele, jak prosiły go o jakąś zabawę. Opowiedzieliśmy to wszystko szczerze, a to wszystko wyszło przeciwko nam – odpowiada pani Mirosława.

Rodzina otrzymała liczne zalecenia dla poniesienia kompetencji. Jednak według koordynatora, nie było poprawy.

- Co druga rodzina by nie przeszła tych testów. Ona uczyła dzieci dobrych zachowań, wychowywała je – podkreśla pani Mariola, sąsiadka pani Mirosławy.

Rodzina zastępcza

Powołany przez sąd zespół specjalistów potwierdził niskie kompetencje wychowawcze dziadków. Na podstawie tej opinii, sąd umieścił dzieci w zawodowej rodzinie zastępczej. Dziadkowie, którzy chcieli być rodzicami, po tej decyzji z dnia na dzień przestali być też dziadkami. Teraz o ich kontaktach z wnukami decydują urzędnicy i rodzina zastępcza. Ograniczenie kontaktu z dziadkami ma pozwolić dzieciom odnalezienie się w nowej sytuacji. Jednak osieroconych dziadków nikt nie wspiera, nikt z nimi nie rozmawia.

- Dajemy przestrzeń, żeby kontakty dzieci z dziadkami były zachowane. Zapewniamy tyle, ile możemy. Widzę, że jest to pewien proces. Musimy dojść do tego małymi kroczkami. Będzie taki etap, że dziadkowie zabiorą wnuki na weekend – podkreśla Arkadiusz Andrzejewski.

- Widzimy się raz w tygodniu, po godzinie. Bardzo brakuje nam wnuków. Dzieci czują to samo. Jak wiedzą, że się mają ubierać, to płaczą – odpowiada dziadek dzieci.

Teraz o ich kontaktach z wnukami decyduje sąd. Dziadkowie złożyli odwołanie od decyzji o odebraniu dzieci i czekają na pierwszą rozprawę. Wystąpili też o możliwość urlopowania wnuków na święta.

- Cztery dni na święta dzieci będą z nami i jeden dzień w miesiącu do czasu zakończenia sprawy. Jesteśmy bardzo szczęśliwi – mówiła po wyjściu z sali rozpraw pani Mirosława.