Operator Tomasz Jurowicz z żoną Karoliną od 10 lat prowadzą w Lublinie firmę, która zajmuje się przygotowaniem filmów ze ślubów i wesel. Pandemia spowodowała, że w tym roku niewiele par zdecydowało się na zawarcie związku małżeńskiego.

- Zorganizowaliśmy wesele i ślub 3 października. W ostatnim momencie, kiedy można było je zrobić. Obowiązywał limit do 150 osób – mówi Piotr Przybysławski.

- Gdy oglądamy film z tego dnia, pojawiają się łzy ze szczęścia i wspomnień. Tak naprawdę po weselu nie pamięta się wiele. A wracając do tego w filmie, przeżywamy to jeszcze raz – cieszy się Karolina Przybysławska.

- Karolina i Piotr są bardzo radosną parą i gości mieli również bardzo radosnych. To wesele montowało się dość łatwo z racji tego, że ci ludzie się bawili. Byli i do tańca, i do różańca – mówi montażystka Karolina Jurowicz. I dodaje: - Zdarzają się takie śluby, że się ludzie boją przychodzić do kościoła, stoją na zewnątrz. I nie uczestniczą w tym ślubie. W tym roku zdarzało się tak, że parkiet był pusty, bo ludzie bali się wychodzić i tańczyć. Stali lub gdzieś siedzieli w maseczkach, ograniczając się. A na weselu Karoliny i Piotra rzeczywiście było inaczej.

Młodzi małżonkowie przyznają, że dzisiaj nie zdecydowaliby się na ślub.

- Zdajemy sobie sprawę jaki na nas młodych, jako organizatorach, spoczywa ciężar. Nie chcielibyśmy dopuścić do sytuacji, gdzie ktoś po weselu byłby zarażony – podkreśla Piotr Przybysławski.

- Czas zachorowań po naszym weselu minął, więc odetchnęliśmy z ulgą i możemy powiedzieć, że nikt nie zachorował – dodaje Karolina Przybysławska.

Pary przekładają datę ślubu

Tomasz Jurowicz wskazuje, że śluby, choć mogą się odbywać, to się nie odbywają.

- Zdecydowana większość par przekłada ślub na wakacje. Śluby się nie odbywają, więc nie mamy, czego nagrywać. Nie zapominajmy o studniówkach, o balach andrzejkowych, czy mikołajkowych, które też czasem nagrywaliśmy. To wszystko zostało nam odebrane – zaznacza operator.

W okresie zimowym ślubów zwykle jest mniej.

- Dlatego z żoną, parę lat temu zaplanowaliśmy sobie alternatywę na ten czas i otworzyliśmy lokal rozrywkowy, który był dostępny przez cały rok – wskazuje pan Tomasz.

Firma Jurowiczów organizuje także różne eventy. Pięć lat temu zainwestowali w sale do organizowania zabaw paintballem. Miało to im zapewnić zarobki w czasie, gdy jest mniej ślubów.

- Nasz laserowy paintball cieszył się bardzo dużą popularnością. Przychodziły zorganizowane grupy. Teraz nie możemy przyjmować klientów. Wszystko stoi i czeka na lepsze czasy – ubolewa Jurowicz.

Od wesel do pogrzebów

Gdy wprowadzono obostrzenia związane z organizowaniem ślubów i wesel, a także zakaz organizowania zabaw grupowych, obie firmy Jurowiczów nie zarabiają. Za namową kolegi, który także zajmował się do tej pory filmowaniem uroczystości ślubnych, zmienili obszar działalności. Zajęli się prowadzeniem transmisji na żywo z pogrzebów.

- Obsługa pogrzebów to jest całkiem inna bajka niż obsługa wesel. Z naszej strony wymagana jest bardzo duża delikatność – mówi pan Tomasz. I opowiada: - Pierwszy pogrzeb i odpowiedź klientów, którzy skorzystali naszych usług, bardzo nas zaskoczyła. Pozytywnie. Byliśmy trochę zmieszani, słysząc wdzięczność, że wykonaliśmy dla nich profesjonalną transmisję, bo dzięki temu najbliższa rodzina, która nie mogła przyjechać do Polski, mogła uczestniczyć w pogrzebie.

Na zapotrzebowanie na transmisje wpływają restrykcje związane z przemieszczaniem się między państwami.

- Dużo naszych klientów zleca nam tę usługę, bo nie może na czas lub w ogóle przyjechać z innego kraju do Polski. Wczoraj miałem telefon od pana z Chicago i pani z Niemiec. Takie osoby chcą i są w stanie zapłacić za usługę, aby móc z rodziną być w trakcie pogrzebu – wskazuje Jurowicz.

- Na pewno z niecierpliwością czekamy na koniec pandemii, chcemy wrócić i zacząć na nowo nagrywać. Myślę, że po zakończeniu pandemii transmisje pogrzebów w jakimś stopniu zostaną już w naszej kulturze. Transmitując pogrzeb, możemy pomóc wielu osobom uczestniczyć w ważnych mementach – dodaje pan Tomasz.

Dodaj komentarz