Dariusz Soloch pracuje, jako ratownik na kopalni Silesia. W wolnym czasie gra w piłkę nożną i jest wychowawcą kolonijnym. Prowadził spokojne życie. Do czasu, kiedy w tej samej klatce zamieszkał jego dawny kolega. Wtedy zaczął się koszmar. Na drzwiach do mieszkania pana Darka wciąż widać ślady po uderzeniach pałką. – Spałem, kiedy nagle usłyszałem dwa mocne uderzenia w drzwi. Zaraz potem wszedł sąsiad z obłędem w oczach. Otworzył moje łóżko, a po tym jak niczego w nim nie znalazł, wyszedł. Szukał swojej dziewczyny, z którą ubzdurał sobie, że mam romans – opowiada Soloch.

To właśnie rzekomy związek z ciężarną dziewczyną sąsiada był powodem tego i kolejnych najść. W ciągu ostatnich trzech miesięcy kilkukrotnie uszkodzony został samochód pana Dariusza. Trzykrotnie włamano się też do jego domu. Po pierwszym wtargnięciu sprawca sam zadzwonił na policję. Funkcjonariuszom tłumaczył, że z mieszkania słyszał głosy swojej dziewczyny. Przez kolejne tygodnie Błażej G. stawał się coraz bardziej agresywny, a jego ataki coraz bardziej wyrafinowane. – Siedzieliśmy w mieszkaniu, kiedy nagle usłyszeliśmy kopanie w drzwi. Wybiegliśmy za osobą, która kopała a tam czekało już trzech napastników: z pałką, z tłuczkiem do mięsa. Rzucili się na nas. Bili po głowie, plecach. Dostałem w twarz i miałem ukruszony ząb. Ten człowiek sprawiał wrażenie niepoczytalnego. Kogoś, kto może zabić – relacjonuje kolega pana Dariusza.

Była dziewczyna Błażeja G. wyprowadziła się od niego. - Chciałam spokoju – uzasadnia. Skąd pomysł, że miała romans z panem Dariuszem? – Nie mam pojęcia. Widziałam go ogółem trzy razy w życiu – odpowiada kobieta.

Traumatyczne wspomnienia ma wcześniejsza dziewczyna Błażeja G., Paulina Kubaszek. – On się włamał do mojego domu! Kiedy zaczęliśmy się kłócić, rzucił mną o kanapę. Kiedyś wtargnął też do mnie do pracy i groził, że zabije mnie i moją rodzinę – opowiada kobieta.

Wszystkie dotychczasowe zdarzenia zgłaszane były policji zarówno przez pana Darka, jak i przez sąsiadów. Policja ma również film z monitoringu, na którym Błażej G. grozi śmiercią swojej byłej dziewczynie. Czy to możliwe, że mężczyzna nie obawiał się konsekwencji, bo wyczuwał u policjantów brak zainteresowania sprawą?

Dramat pana Darka rozegrał się w miejscu publicznym, wśród spacerujących ludzi. Mężczyzna był tam razem z kolegami. Nagle pojawił się też Błażej G. Z brzytwą w kieszeni. Najpierw namawiał Solocha, żeby porozmawiali „bez świadków”. Gdy ten odmówił, przystąpił do ataku. – Wyciągnął brzytwę i zaczął mnie ciąć. Pierwsze cięcie dostałem w pierś. Potem wyłączyła mi się świadomość na chwilę. On zaczął uciekać, ale nagle zatrzymał się i znów zaatakował. Trafił mnie niedaleko tętnicy, obok szyi. Potem centralnie w twarz. Zalałem się krwią. Mogłem stracić oko. A gdyby tak się stało, nie przeszedłbym badań i nie byłbym już ratownikiem na kopalni. Co bym robił w życiu? – mówi pan Dariusz.

Krótko po napaści G. został zatrzymany. Nie przyznał się do winy. Po 48 godzinach policjanci wypuścili go na wolność. - Wykonaliśmy wszystkie niezbędne czynności w tej sprawie: przesłuchaliśmy świadków, w domu wskazanego sprawcy odbyło się przeszukanie pod kątem znalezienia ostrego narzędzia. Niestety go nie znaleźliśmy, ale wszystkie dowody zostały zabezpieczone. Są rozbieżności w zeznaniach - mówi Karolina Błaszczyk z komendy powiatowej policji w Pszczynie.

Może wątpliwości, co do przebiegu zdarzenia mogłyby rozwiać nagrania z monitoringu?
- Żaden monitoring tego miejsca nie obejmuje – twierdzi policjantka.

- Byłem na miejscu! Kamera jest skierowana bardzo blisko miejsca pocięcia! – odpiera argument reporter UWAGI!.

- Postępowanie jest w toku, gromadzimy materiały – odpowiada spokojnie Błaszczyk.

- Ale pewnym materiałów już się nie uda zgromadzić. Jeśli monitoring nie został zabezpieczony, to po takim czasie, został prawdopodobnie nadpisany – zauważa reporter.

- Wszystkie niezbędne czynności zostały wykonane – upiera się policjantka.

Tuż po wyjściu z aresztu Błażej G. ponowił swoje groźby wobec sąsiada. – Ja prawie w ogóle nie sypiam we własnym mieszkaniu! Jeśli muszę, to pod ręką mam gaz łzawiący. Postanowiłam zaufać policji, a oni wypuścili go na wolność następnego dnia po tym, jak pociął mi twarz brzytwą! – mówi Dariusz Soloch.

Chwilę po wyjściu z aresztu G. wrzucił umieścił na portalu społecznościowym swoje uśmiechnięte zdjęcie, podpisane „brzytwiarz ma się nieźle”. - Policjanci ciągle mi mówili, że to, czy on zostanie zatrzymany czy nie, to wszystko zależy od prokuratora. Po zdarzeniu z brzytwą, pojechałem do prokuratury w Pszczynie. Pani prokurator była zdziwiona, że przyszedłem i że mam pociętą twarz – relacjonuje mężczyzna.

Kiedy zainteresowaliśmy się sprawą, policja nieoczekiwanie przyspieszyła swoje działania. Już kilka dni po naszej interwencji Błażej G. został tymczasowo aresztowany. Usłyszał aż pięć zarzutów dotyczących uszkodzenia ciała, naruszenia miru domowego, pobicia i gróźb karalnych. - Wasz telefon był w piątek. W poniedziałek wszystko ruszyło: dwa komisariaty dosłownie za mną goniły. Policjanci z Pszczyny byli u mojej mamy, gdzie jestem zameldowany, a ci z Czechowic dzwonili do mnie: „Proszę jak najszybciej przyjechać” – relacjonuje mężczyzna.

Jak się okazuje sprawy pobić, włamań i uszkodzenia samochodu Dariusza Solocha prowadzone były przez komendę miejską w Czechowicach - Dziedzicach. Atak brzytwą i groźby karalne badali z kolei funkcjonariusze z komendy powiatowej w Pszczynie. Mimo wyraźnych próśb poszkodowanego, policjanci nie wpadli na pomysł rozpatrywania tych spraw łącznie.

- Można powiedzieć, że doszło do braku spójności pomiędzy jednostkami. Komendant policji w Bielsku-Białej podjął decyzję o wdrożeniu postępowania wyjaśniającego. Jeśli okaże się ze policjanci nie dopełnili swoich obowiązków, zostaną wyciągnięte konsekwencje - mówi Elwira Jurasz z komendy miejskiej policji w Bielsku-Białej.

Sąd Rejonowy w Pszczynie zatwierdził trzymiesięczny areszt dla Błażeja G. Jego zachowanie wyraźnie wskazywało, że stanowi zagrożenie nie tylko dla pana Dariusza. Teraz najprawdopodobniej G. przejdzie badania psychiatryczne.

Pan Dariusz nie kryje rozgoryczenia. – Prawda jest taka, że inni ludzie oceniają nas po pierwszym wrażeniu. Na mojej twarzy ślady pocięcia brzytwą będą widniały już do końca życia! – podkreśla mężczyzna.

 

 

Jeśli chcielibyście nas zainteresować tematem - czekamy na Wasze zgłoszenia. Wystarczy w mediach społecznościowych otagować swój wpis (z publicznymi ustawieniami) #tematdlauwagi. Monitorujemy sieć pod katem Waszych alertów.

Dodaj komentarz