Pani Alina ma 87 lat. Skarży się, że od lat życie uprzykrza jej syn. Nie ma spokoju we własnym mieszkaniu.

- Problemy zaczęły się, jak zgodziłam, żeby przyszedł do mnie mieszkać. Rozstał się z jakąś panią i powiedział, że potrzebuje lokum na 3-6 miesięcy. To było w 1986 roku – wskazuje Alina Leng.

Koszmar kobiety zaczyna się każdego roku na początku zimy. Czas od wiosny do jesieni jej syn spędza w jednej z nadmorskich miejscowości, jednak, jak mówi kobieta, ma tam jedynie letni dom, gdy przychodzą chłodne dni, pojawia się w jej mieszkaniu.

- Wszystkie zamki w mieszkaniu są przez niego rozkręcone. A zamykam się, bo się boję. On jest w stosunku do mnie agresywny. Kiedyś stanął nade mną z żaroodporną szklanką i ją zgniótł tak, że mnie popryskało – przywołuje.

Interwencje

Syn pani Aliny niejednokrotnie miał zakładaną niebieską kartę, jednak za każdym razem procedura kończyła się po sześciu miesiącach, gdy syn na lato wyprowadzał się od kobiety.

- [Kiedy jest w domu] awanturuje się, jest agresywny. Używa okropnych przekleństw. Mówi, żebym zdechła. Że już dawno powinnam być dwa metry pod ziemią. A słowa mogą być gorsze niż by mnie trzasnął – uważa kobieta.

W 2020 roku policja interweniowała w mieszkaniu pani Aliny czterokrotnie.

- Policjanci podczas interwencji informowali jedną i drugą stronę o możliwości złożenia zawiadomienia o przestępstwie w sytuacji, gdyby zachowanie którejś ze stron wyczerpywało znamiona przestępstwa. W naszych bazach danych żadna z tych osób nie posiadała środka karnego w postaci zakazu zbliżania, czy też nakazu opuszczenia mieszkania – tłumaczy kom. Marta Sulowska, rzecznik Komendy Rejonowej Policji Warszawa IV.

Kobieta wielokrotnie prosiła syna, by dał jej spokój.

- Mówi wtedy, że jestem wariatką, że czemu nie dam mu mieszkać. Pyta, jakim prawem jego nie wpuszczam, że ma tu meldunek.

Tymczasem podczas nagrywania reportażu syn pani Aliny po raz kolejny próbował dostać się do mieszkania.

- To nie jest moja matka. Mam to przyznane sądownie i będę tu mieszkał – oświadczył mężczyzna w rozmowie z reporterem. I dodał: - Za jeden dzień, co nam kiedyś robiła w dzieciństwie, mnie i mojemu bratu, to dzisiaj by zginęła w pierdlu. Za jeden dzień, a miałem koszmar przez całe dzieciństwo.

Pani Alina przekonuje, że nie wie, o co chodzi.

- Jako matka nie czuję, żebym gdzieś popełniła błąd. Nie wiem, co miałabym mu zrobić – zastanawia się.

Sąd

Pani Alina już kilkanaście miesięcy temu wystąpiła do sądu o uznanie syna za sprawce przemocy. Na początku zeszłego roku sąd w procesie cywilnym orzekł, że mężczyzna niejednokrotnie stosował przemoc wobec swojej matki.

- Postępowanie toczyło się w trybie ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Sąd orzekł o nakazie opuszczenia lokalu [przez mężczyznę – red.] – mówi Sylwia Urbańska, rzecznik prasowy ds. cywilnych Sądu Okręgowego w Warszawie.

W uzasadnieniu wyroku, do którego dotarliśmy sąd podkreślił, że syn pani Aliny uporczywie znęcał się nad kobietą psychicznie, obrażając ją słownie. Niejednokrotnie też groził jej użyciem siły.

Okazuje się, że postanowienie sądu o tym, że mężczyzna nie może mieszkać z matką uprawomocniło się kilka miesięcy temu.

- Mam żal do sądu, bo gdybym miała jakikolwiek dokument, wszystkiego bym się chwytała – mówi pani Alina.

- Wyrok uprawomocnił się z chwilą, kiedy rozstrzygnął to sąd drugiej instancji. To było 21 października. Pani była w tym postępowaniu reprezentowana przez pełnomocnika z urzędu i on powinien udzielić informacji o uprawomocnieniu – wskazuje sędzia Sylwia Urbańska.

Prawo vs. praktyka

Czy ofiary przemocy są wystarczająco chronione?

- Przepisy są w porządku i nawet wyprzedzają wiele innych krajów. Natomiast obok przepisów jest pewna praktyka, gdzie organy ścigania tę przemoc dość lekceważą – uważa Piotr Ikonowicz z Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej, które zajmowała się sprawą pani Aliny.

- Jeżeli zapada wyrok, że starsza pani jest ofiarą przemocy, to sąd powinien dołożyć wszelkich starań, żeby ona ten wyrok miała jak najszybciej w garści, bo to jest jej tarcza. Gdyby ona mogła pokazać ten wyrok policjantom, to telewizja nie musiałaby tutaj przyjeżdżać – dodaje Ikonowicz.

- Marzę o spokoju, dla mnie spokój jest najważniejszy – kwituje pani Alina.

Dodaj komentarz