- Boję się o swoje bezpieczeństwo, o to, że stanie mi się coś złego, a muszę wychować dwoje dzieci – mówi pani Agnieszka, wskazując na ogromną dziurę w suficie.

Taras

Pani Agnieszka, po śmierci męża, samotnie wychowuje dwie córki. Jest właścicielką jednego z trzech mieszkań w poniemieckiej kamienicy w Sławnie. Od pięciu lat nie może użytkować jednego z pokoi, bo któregoś dnia nagle zawalił się fragment sufitu.

- Młodsza córka zaczęła krzyczeć, starsza podleciała i zaczęła trzymać, to co leci z góry. Myśleliśmy, że zaraz cały sufit się zawali – opowiada kobieta. I dodaje: - Gdyby gruz spadł na głowę mojego dziecka, to by je zabił.

Z relacji pani Agnieszki wynika, że szybko zwróciła się do sąsiadów.

- Byli, patrzyli i do niczego to nie doprowadziło. Twierdzą, że nie jest to wina ich tarasu – przywołuje kobieta.

Nad feralnym pokojem, dokładnie na jego dachu - sąsiedzi zrobili taras. Według pani Agnieszki, to ta dobudówka miała wpływ na zniszczenia w jej mieszkaniu. Zgłosiła sprawę do sądu. Okazało się, że sąsiad ma pokryć koszt remontu jej sufitu, ale… tarasu rozbierać nie musi.

- Sąd zrobił, tak jak zrobił. Biegły stwierdził, że ten dach jest dziurawy. Woda, która wcześniej przez dziurę w dachu spływała pod dachówkami, dokonywała erozji tego dachu. Woda była jakoś naturalnie odprowadzana. Wybudowanie tego tarasu spowodowało zamknięcie naturalnych odpływów. Taras ma na to wpływ – przyznaje Sławomir Przykucki, rzecznik Sądu Okręgowego w Koszalinie.

Dlaczego zatem nie kazano go rozebrać?

- Sąd, w oparciu o opinię biegłego, uznał, że w tej sytuacji niczego to nie zmieni – dodaje Przykucki.

Zasądzone na remont sufitu od sąsiada pieniądze, czyli ponad 800 złotych, zdały się na nic, bo ekipy budowlane odmawiały wykonania naprawy.

- Było trzech fachowców. Jeden powiedział, że tylko głupek podejmie się tej roboty – wspomina pani Agnieszka. I wyjaśnia. - Dopóki nie usuną przyczyny, czyli nie rozbiorą tarasu, to nie można tego zrobić, bo woda i tak będzie się tam zbierała. W domu naprzeciwko jest stary dach, nie ma tarasu i nie ma problemu.

Chęć porozumienia

Panią Agnieszkę stara się we wszystkim wspierać jej matka.

- Po śmierci męża moja córka straciła sens do życia, straciła wiarę i wszystko. Potrzebowała ogromnej pomocy, a została bez grosza, bez pomocy. I wtedy pojawił się dodatkowy problem, w mieszkaniu – wskazuje pani Elżbieta. I dodaje: - Nie wiem, czemu sąsiedzi jej dokuczają. Bo chcą? Bo im się nudzi? Nie wiem, o co tym ludziom chodzi.

- Mojej mamie ciężko sobie z tym wszystkim poradzić. Chciałabym, żeby doszło do porozumienia między sąsiadami a nami. Żeby zgodzili się na rozbiórkę tarasu – mówi Patrycja, córka pani Agnieszki.

Ocena eksperta

Niezależnego eksperta zapytaliśmy, czy możliwy jest remont sufitu w mieszkaniu pani Agnieszki.

- Wszystko tam jest do zdjęcia, bo wszystko jest zgnite. Woda leci prawdopodobnie z powodu braku izolacji przeciwwilgociowej na tarasie sąsiada, jak również z braku izolacji termicznej – wskazuje Marek Pietrzak z firmy remontowo-budowlanej „Pietrzak”.

- Nie widzę najmniejszego sensu, by podejmować teraz jakiekolwiek działania. Wszystko spadnie na głowę z pierwszym deszczem, czy pierwszym mrozem – zaznacza Pietrzak. I dodaje: - Nie wydaje mi się, żeby dach miał z tym coś wspólnego. Bardziej chodzi o to, że obróbki blacharskie są źle wykonane i gdzieś podcieka w przyłączeniu dachu z tarasem, albo izolacja tarasu jest źle wykonana, przez co przenika woda. Prace trzeba zacząć od tarasu.

„Zgoda buduje, niezgoda rujnuje”

Pięć lat temu, po tym jak runął sufit, inspektor budowlany nakazał właścicielom remont stropu pomiędzy piętrami. Chcieliśmy się dowiedzieć, czy urząd to skontrolował i czy wie, że sprawa stanęła w martwym punkcie?

W odpowiedzi przesłanej do nas mailem napisano, że właściciele obiektu budowlanego winni użytkować go w sposób zgodny z jego przeznaczeniem, utrzymywać w należytym stanie technicznym i estetycznym, nie dopuszczając do nadmiernego pogorszenia. Zaznaczono, że w tej sprawie winni wypowiedzieć się wszyscy mieszkańcy.

- Nie wiem, jak to się dzieje, że organy nadzoru budowlanego pozwoliły tolerować sytuację, w której mimo wydanej decyzji, żaden z sąsiadów nie robi niczego – dziwi się adwokat Piotr Kaszewiak. I dodaje: - Być może pani Agnieszka chce, ale twierdzi, że sąsiad jej to utrudnia i nie współpracuje. Jednak w przypadku katastrofy budowlanej, ci ludzie będą odpowiadać na bazie przepisów karnych. Nie pozostaje już nic innego, tylko rozmawiać.

Próba rozmowy pani Agnieszki z sąsiadem, podczas której towarzyszyliśmy z kamerą, była bardzo emocjonalna.

- Rozebranie tarasu nic nie pomoże, napisał to biegły – wskazywał sąsiad kobiety.

Po pewnym czasie żona mężczyzny dodała:

- Nam niepotrzebny jest taras, kompletnie. Możemy go całkowicie rozebrać i będzie tak jak było.

- Ta sprawa w mojej ocenie jest ilustracją powiedzenia – zgoda buduje, niezgoda rujnuje. I zawsze jest możliwość wyciągnięcia do siebie ręki, przypomnienia sobie, że jesteśmy sąsiadami, byliśmy sąsiadami i będziemy musieli być sąsiadami przez następne lata – kwituje mecenas Kaszewiak.

Dodaj komentarz