Osobowość medialna

Ogólnopolska rozpoznawalność Anny Wesołowskiej nadeszła razem z programem telewizyjnym, w którym gra samą siebie.

- Myślę, że powodem, dla którego widzowie tak kochają ten program jest właśnie Ania. Stała się dla wielu ucieleśnieniem i symbolem sprawiedliwości – mówi reżyser Maciej Świerzawski i dodaje: Ona w pracy jest niebywale cierpliwa. Ze spokojem i pokorą znosi nasze liczne wariactwa, które na planie filmowym zdarzają się często.

Sędzia to bez wątpienia kobieta wielu talentów. Ma za sobą udany epizod filmowy i teatralny. Prawie 20 lat tańczyła w balecie i zespole ludowym.

- Tańczyłam i śpiewałam w zespole ludowym Boruta. Śpiewałam fatalnie więc nie wiem, jak było to możliwe – śmieje się Wesołowska.

Z wielu pasji pani Anna ostatecznie wybrała prawo.

- Gdybym miała wybrać zawód raz jeszcze, bez wahania wybrałabym prawo. To piękna profesja. Bez poczucia, że świat jest sprawiedliwy człowiek usycha. Pomyślałam, że to fajne mogąc robić coś dobrego dla świata – wyjaśnia.

„Nie tęsknię za salą sądową”

Swoją zawodową pozycję Anna Wesołowska budowała przez lata w łódzkim Sądzie Okręgowym. Uważana była za ekspertkę od przestępczości zorganizowanej. Orzekała w bardzo głośnych, medialnych procesach karnych m.in. łódzkiej „ośmiornicy” i gangu „Popeliny”. Posłała do więzienia bossów pierwszej polskiej mafii.

- Wchodząc dziś na salę rozpraw czuję, że nie chciałabym już tu wrócić. Tu nigdy nie było zabawnie – wyznaje sędzia i dodaje: Nie brakuje mi orzekania. Teraz robię inne, ważne rzeczy, które są możliwe dzięki temu, że kiedyś tu pracowałam.

W trakcie swojej sędziowskiej kariery, Anna Wesołowska wielokrotnie orzekała w sprawach, w których pokrzywdzonymi były dzieci.

- Pamiętam sprawę 9-latka, którego rodzice przywiązali za ręce i nogi do krzeseł i polewali wrzątkiem. Chcieli dowiedzieć się od niego, gdzie schował 100 zł, na stare pieniądze. Wchodząc na salę tak obciągał spodenki, żebym nie widziała śladów po uderzeniu kabla – wspomina.

Tak dramatyczne historie spowodowały, że sędzia zaczęła walczyć o prawa najmłodszych. Dzięki niej, w sądach powstały przyjazne pokoje, gdzie przesłuchuje się dzieci. Jej inicjatywną były również lekcje wychowawcze na sali rozpraw. Młodzież brała udział w prawdziwych przewodach sądowych, żeby nauczyć się, co stanie się, kiedy przekroczą granice prawa.

- Ona to robi z poczucia głębokiej misji. Nikt jej każe jeździć po całej Polsce, a ona rocznie robi kilkaset tysięcy kilometrów jeżdżąc na spotkania z dziećmi i młodzieżą. Podziwiam ją za to – mówi Andrzej Rodzoch, brat Anny Marii Wesołowskiej.

Rodzina

Pani Anna ma dwie córki, które poszły w jej ślady i również skończyły studia prawnicze. Ma także pięcioro wnucząt.

- Z wnukami chciałabym spędzać każdą wolną chwilę. Wspólnie śpiewamy, wygłupiamy się, budujemy domki. To najpiękniejszy czas, dzieciaki są cudowne – wyznaje.

To rodzina pozwoliła pani Annie przetrwać ciężkie chwile, bo ostatni rok był dla niej wyjątkowo trudny. Zmarł jej mąż Ryszard, partner i najlepszy przyjaciel. Poznali się kiedy pani Anna była nastolatką.

- Mąż był osiem lat starszy, był wykładowcą. Pamiętam, że moja mama była nim zachwycona. Przez lata, będąc sporo młodsza od niego żyłam pod parasolem ochronnym – mówi Wesołowska.

Kiedy kilka miesięcy temu wykryto u pani Anny guza mózgu.

- Choroba może zdarzyć się każdemu. Nie traktowałam tego, jako ciosu, tylko, jako rzecz, którą muszę załatwić. Przeszłam operację, żyję, chodzę, widzę, a mogło być różnie, więc wszystko skończyło się dobrze.

Obecnie trwają nagrania do kolejnego sezonu programu „Sędzia Anna Maria Wesołowska”. Po 8 latach nieobecności, program wraca na antenę TTV.