- To jest upokarzające dla syna i dla mnie – mówi Marianna Derzakowska, matka.

- Od samego początku nie ma żadnych wątpliwości, że jest to człowiek w stanie wegetatywnym, z którym nie ma kontaktu, który jest leżący. Jedyny sposób, w jaki można przywieźć go na badania to jest karetka. Dla mnie jest to niezrozumiałe - mówi Andrzej Kryszyński, adwokat.

Michał Dudzień był policjantem. W 2007 roku  miał wypadek samochodowy. Został ciężko ranny: miał wielonarządowe obrażenia, w tym uszkodzony mózg. Lekarze od początku określali jego stan jako wegetatywny. Codziennie, 24 godziny na dobę, mężczyzną opiekuje się matka. Dwa lata po wypadku towarzystwo ubezpieczeniowe wypłaciło część odszkodowania. Ale o pozostałe roszczenia i przyznanie renty dalej toczy się walka w sądzie.

- Ostatnio jak byliśmy na takim badaniu to syn infekcję złapał i chorował. Dlatego teraz boję się o to. U niego złapanie zapalenia płuc to jest tragedia. Ciężki przypadek – trzeba walczyć o przeżycie – tłumaczy Marianna Derzakowska, matka.

Każda zmiana miejsca pobytu jest dla mężczyzny bardzo niebezpieczna. Także podczas jazdy do sądu doszło do groźnego incydentu. Kierowca karetki musiał się zatrzymać,  bo pacjent zaczął się dusić.

W ubiegłym roku mężczyzna był już raz w sądzie na badaniu: ortopeda miał określić u niego stopień uszczerbku na zdrowiu. Po tym wyjeździe pacjent ciężko się rozchorował. Kolejny biegły lekarz przyjechał do domu, aby przebadać chorego i nie narażać jego zdrowia.  Dlaczego więc teraz, ten sam sąd zdecydował, że chory musi przyjechać na wizytę?

- W imieniu kierownictwa sądu, chciałabym wyjaśnić, że bardzo wnikliwie zapoznaliśmy się zarówno z aktami sprawy jak i przebiegiem zdarzeń, które miały miejsce. Musimy przyznać, popełniliśmy błąd. Nie było żadnej podstawy prawnej, ani poza prawnej do tego, aby osobę w stanie wegetatywnym wzywać do osobistego stawiennictwa w gmachu sądu. Niezależnie od celu w jakim była wzywana. Muszę wyrazić ubolewanie, błędem było kierowanie takiego wezwania do powoda – przyznaje  Maria Dudziuk, wiceprezes Sądu Okręgowego w Warszawie.

Ani budynek sądu ani pokój, w którym chory był badany, nie są przystosowane do przyjmowania pacjentów w tak ciężkim stanie. Neurolog zrobił krótki wywiad i przebadał chorego. Wizyta trwała 20 minut. Transport karetką, za który rodzina zapłaciła z własnej kieszeni, zajął ponad 3 godziny.

- Nic tego zdarzenia nie usprawiedliwia. Podjęliśmy kroki mające na celu wyjaśnienie, kto jest winien temu, że doszło do takiej sytuacji. I jakie błędy organizacyjne popełniliśmy. Zapewniam, że podejmiemy szereg działań, żeby nigdy więcej w gmachu sądu okręgowego w Warszawie taka sytuacja nie miała miejsca – dodaje Maria Dudziuk, wiceprezes Sądu Okręgowego w Warszawie.

Prezes Sądu Okręgowego w Warszawie wysłała oficjalne pismo z przeprosinami do pana Michała i jego matki. Jeszcze raz przyznała, że nie powinno dojść do takiej sytuacji.

Dodaj komentarz