Jej charyzma, osobowość, a przede wszystkim twórczość, nigdy nie były obojętne fanom. Podziwiana za odwagę i oryginalność, Kora miała wielkie grono wielbicieli. Przez kilka ostatnich lat zmagała się z chorobą nowotworową. Wokalistka, współzałożycielka oraz liderka zespołu Maanam, zmarła rok temu, 28 lipca nad ranem w swoim domu na Roztoczu.

- Dziwna rzecz. Byłam z nią sama w nocy i trzymałam ją za rękę. W pewnym momencie powiedziała, a już w ogóle nie kontaktowała: „Popatrz, oni tam są. O, Tadziu”. Prawdopodobnie widziała naszych bliskich zmarłych. Bo Tadeusz, nasz najmłodszy brat, zmarł rok wcześniej – wspomina Anna Kubczak, siostra Kory.

Artystka odeszła w otoczeniu rodziny i przyjaciół.

- Szedł cudowny pochód ze świecami. Świece były postawione na całej drodze, pochód sobie szedł za karawanem aż do samej bramy. Kora pokazała piękną naukę umierania. Dlatego należy o tym mówić, bo to przecież najważniejszy moment w naszym życiu – mówi Kamil Sipowicz.

Kora została pochowana na warszawskich Powązkach. Jej grób, równie oryginalny jak ona, jest codziennie odwiedzany przez miłośników jej talentu, odwagi i osobowości.

- Ona na pewno była bardzo mocną osobą, ale jednocześnie bardzo kruchą. Była bardzo wrażliwa i miała kruchą psychikę. Brało się to chyba z całego tego jej życia. Natomiast potrafiła zmagać się z życiem. Ja chorobę przetrwałam, przeżyłam, a jej się nie udało, ale bardzo walczyła. Heroicznie walczyła. Bardzo chciała żyć - opowiada Anna Kubczak.

Zobacz cały reportaż o wokalistce.

Dodaj komentarz