Piotr Krajewski to jeden z najmłodszych ostródzkich radnych. Ma zaledwie 24 lata. Na wejściu do polityki zależało mu do tego stopnia, że – jak słyszymy od miejscowych polityków - o miejsce na liście prosił kolejno różne komitety. - Chciał się wkręcić gdziekolwiek. Nie przeszkadzała mu żadna ideologia – wspomina radny Dariusz Sągol. Jedno z haseł, z jakim młody, aspirujący polityk, szedł do wyborów brzmiało: „Czas na samorząd wartości”. A jedno z obietnic dotyczyło zrzeczenia się diety radnego na rzecz chorego Czarka. – Było mi bardzo miło, że wybrał mojego syna, że chce nam pomóc – wspomina Joanna Raczyńska. Jej pięcioletni synek urodził się z wadą serca: w ciągu pierwszych trzech miesięcy życia serce zatrzymało się i doszło do niedokrwienia mózgu. Chłopiec ma też padaczkę lekooporną i porażenie mózgowe. Wymaga kosztownego leczenia i rehabilitacji. Pani Joanna prosi o pomoc dla Czarka co roku, kiedy można odliczyć 1 proc. podatku oraz korzysta z pomocy sponsorów. – Gdyby pan radny zrealizował to, co obiecał, przez trzy lata nie musiałabym drżeć czy jeden procent wpłynie, czy nie. Mielibyśmy zapewnione turnusy rehabilitacyjne – mówi kobieta. Pod zobowiązaniem, że jeśli Krajewski zostanie radnym, odda pieniądze chłopcu – podpisał się zarówno sam kandydat, jak i mama Czarka. Jeszcze tego samego dnia umowę Piotr Krajewski umieścił  na swoim portalu i zaapelował do innych samorządowców, by postępowali w podobny sposób. – W ten sposób zyskał sobie sympatię. Jakby na to nie patrzeć. Ogółem miał przekazać chłopcu ok. 70 tys. zł. To empatyczny, wspaniały czyn – wspomina nastrój kampanii Oskar Rataj, dziennikarz gazety „Nasz Głos Ostróda”.

Być może tą obietnicą Krajewski przekonał do siebie wyborców, którzy właśnie na niego oddali najwięcej głosów. Młody polityk dostał się do rady miasta Ostródy, po czym…  niezwłocznie usunął z Internetu obietnicę zrzeczenia się diety na rzecz chorego chłopca. - Liczył chyba na to, że wszyscy o sprawie zapomną. Tyle, że ludzie porobili kopie. I zaczęli przesyłać je do nas – mówi Rataj. Sam radny skontaktował się z matką Czarka i zapowiedział, że póki, co nie może wspierać finansowo jej syna. – Powiedział, że ma ciężką sytuację rodzinną, wykosztował się na kampanię i będzie nam pomagał, jak będzie mógł – mówi Raczyńska.
Sprawa niespełnionej obietnicy radnego stała się głośna w lokalnych a nawet ogólnopolskich mediach. Radnemu zarzucano wykorzystanie choroby dziecka i granie na emocjach. Burzyli się też mieszkańcy. „Nie wstyd panu? Jak pan wygląda w oczach matki chorego dziecka i samego dziecka? Szkoda, że pan wygrał te wybory, bo ludzi, którzy nie dotrzymują słowa, nam tu nie potrzeba” – napisała do radnego, bezpośrednio za pośrednictwem Facebooka, jedna z mieszkanek Ostródy, Bogumiła Szulc. - Odpisał mi „Bujaj się!” – relacjonuje kobieta. I nie kryje oburzenia. - To człowiek bez wartości, bez charakteru! – ocenia.

Czym dla pana jest uczciwość? – pytamy samego radnego Krajewskiego.
- Czy to jest filozoficzne pytanie? – dopytuje radny, po czym podkreśla, że to kwestia subiektywna.

Pan jest uczciwy?
- Tak – odpowiada. -  Chciałem mu pomóc, ale dwa tygodnie po wyborach moja mama została zwolniona z pracy i musiałem pomóc jej. Dla mnie matka jest ważniejsza, niż cudze dziecko. Zwłaszcza, że ono ma wszystko! Może jechać na cztery turnusy rehabilitacyjne w przeciągu roku – wylicza radny.

Zarówno w rozmowie z reporterem UWAGI!, jak i na swoim profilu na portalu społecznościowym, Krajewski ogłosił, że zrzeknie się mandatu radnego. To jednak nie koniec jego przygody z polityką: zamierza bowiem wystartować w wyborach uzupełniających do ostródzkiej rady miasta.

Dodaj komentarz